#306 Rihanna “Unapologetic” (2012)

Z roku na rok zaczyna powstawać nowa tradycja. Tak jak na pierwszego listopada odwiedzany groby bliskich a 24 grudnia siadamy przy wigilijnym stole, tak między listopadem a grudniem w sklepach czeka już na nas nowa płyta Rihanny. “Unapologetic” to już siódme dzieło barbadoski. Siedem płyt w siedem lat. Robi wrażenie. A jakie wrażenie zrobi na mnie “Unapologetic”?

Równo rok temu ukazała się jej płyta “Talk That Talk”. Chociaż tęsknię za naturalną Rihanną za czasów “Music of the Sun” i autentyczną, szczerą wokalistka, którą się stała na “Rated R”, nie czuję się zawiedziona jej szóstym krążkiem. Są na nim dobre utwory (wyłączając tragiczne “We Found Love” i “Where Have You Been”). Jednak sukcesu dużego nie odniósł. Nie tego oczekuje się po Rihannie, której każdy kolejny singiel staje się światowym hitem. Oprócz “We Found Love” żadna piosenka z “Talk That Talk” nie poradziła sobie dobrze na listach przebojów. Co więc było robić? Proste – wydać kolejny album.

Jestem po prostu zszokowana tym, ile piosenek Rihanna napisała na ten krążek. Słownie? Proszę bardzo – ZERO. * I chociaż śpiewa znacznie lepiej niż na początku kariery a jej muzyka jest bardziej dopracowana i przemyślana, artystką nazwać jej nie mogę. Ona tylko przedstawia nam pewien gotowy produkt. Zrozumiałabym, gdyby była zajęta trasą i nie miała czasu na nic innego. Inaczej traktuję to jako lenistwo.

Od debiutu (“Music of the Sun”) na żadnej płycie wokalistka nie miała tylu duetów. Na kolejnych zdarzały się po dwa czy trzy. Do nagrania wspólnych kawałków na “Unapologetic” Rihanna zaprosiła pięciu różnych artystów. Tym najciekawszym i najbardziej oczekiwanym był bez wątpienia duet z Chrisem Brownem. Tak, to ten sam który jej dołożył w twarz w 2009 roku. Ich wspólna piosenka nosi tytuł “Nobodys Business” i jest skierowana do wszystkich, którzy krytykują ich związek:

Me and you, get it? Ain’t nobody’s business (…) I love you (PL: Ja i ty, rozumiesz? To nie jest niczyj interes (…) Kocham cię).

Wiele osób aż przebierało nogami, by móc już poznać piosenkę “Numb”, w której gościnnie pojawia się Eminem. Rihanna nagrała z nim dwa lata temu hit “Love the Way You Lie”, któremu “Numb” do pięt nie dorasta. Mimo to wyszedł ciekawy, hip hopowo-rhytm-and-bluesowy kawałek, ze… straszną partią Eminema. Te komputerowe efekty, których użyli do ‘poprawienia’ mu głosu, obróciły się przeciwko piosence. Jednak nie mogę mieć do tego utworu zbyt dużych pretensji, jeśli obok mamy “Right Now”, za którego produkcje odpowiada nie kto inny jak David Guetta, czyli najbardziej przereklamowany DJ świata. I pomyśleć, że jeszcze rok czy dwa temu Rihanna mówiła, że jego muzyka jest zbyt pospolita.

Podobają mi się dwa pozostałe duety: “Loveeeee Song” (ft. Future) i “Stay” (ft. Mikky Ekko). Pierwszy z nich jest przyjemnym kawałkiem r&b, drugi to ballada. I to naprawdę udana! To nie prawda, że wokalistce wychodzą tylko szybkie numery. W takich delikatnych, spokojnych utworach sprawdza się równie dobrze. Czego dowodem było już m.in. “Unfaithful” i “Cold Case Love”. Na singlu “Stay” nie widzę, ale na “Unapologetic” świeci największym blaskiem.

Zauważyłam, że od “Loud” (2010) każda płyta Rihanny jest podobna pod tym względem, że nie znajdziemy na niej jednego, konkretnego gatunku. Są bardzo różnorodne. Tak więc na “Unapologetic” mamy prawdziwą mieszankę muzycznych stylów. Znajdziemy tu m.in. electropopowe “Phresh Out the Runway” (ponownie – producentem jest David Guetta) oraz dubstepowe “Jump”. Obie te piosenki są niestety słabe i trochę za bardzo chaotyczne. Mamy tu również spokojniejsze “Lost in Paradise”, “Love Without Tragedy / Mother Mary” i “What Now”, które od ballady “Stay” dzieli to, że podszyte są tanecznym bitem.

Muszę pochwalić Rihannę za wybór pierwszego singla. Została nim popowo-soulowa piosenka “Diamonds”. Nie jest to klubowy kawałek, tylko coś więcej. Marzy mi się więcej takich utworów od Rihanny. Warto dodać, że pracowała nad nim obecnie jedna z najlepszych ‘songwriterek’ – Sia Furler. Kompozycja jest ciekawa, przyjemna. Bardzo inna od tego, co wokalistka prezentowała nam do tej pory. Oryginalnym nagraniem na pewno nie jest “Pour It Up”. Odrobinę przypomina mi “Red Lipstick” z “Talk That Talk”. Ten mix hip hopu i r&b – trzy razy tak. Warto posłuchać “Get It Over With”, które zaczarowało mnie muzyką – tajemniczą, mroczną, filmową. Weselszym utworem jest z kolei “No Love Allowed”, które nawiązuje stylistycznie do tego, co Rihanna prezentowała nam na “A Girl Like Me” czy “Music of the Sun”. Pojawiają się w nim więc elementy reggae. Możemy znaleźć nawet podobieństwo do “Man Down”. Tym razem to Rihanna jest ofiarą:

Like a bullet your love hit me to the core (…) I’m screaming murderer, how could you murder us (PL: Niczym pocisk Twoja miłość uderza mnie w rdzeń (…) Krzyczę “morderca”! Jak mogłeś zamordować nas?).

Niektórzy się zachwycają, inni nienawidzą. Ja jak zawsze jestem po środku. Na “Unapologetic” są zarówno bardzo dobre utwory (“Get It Over With”, “No Love Allowed”), ale są i słabe (“Right Now”, “Jump”). Minusem bez wątpienia jest to, że piosenki nie wpadają tak szybko w ucho, trzeba nad nimi posiedzieć. Podoba mi się jednak różnorodność i to, że muzyka Rihanny z płyty na płytę nabiera wyrazistości.

* Kochani fani Rihanny. Wiem, że chcecie wierzyć, że jest ona poetką, ale fakty mówią same za siebie – nie napisała nic. Zerknijcie do bookletu.

28 Replies to “#306 Rihanna “Unapologetic” (2012)”

  1. Czytałem już tą recenzję na allaboutmusic 🙂 nie wiedziałem, że tam pisujesz. po wielu, wielu przesłuchaniach w moich oczach zyskuje druga część płyty (właściwie od What Now do końca deluxe) i nawet remix Diamonds od Dave Aude 100 mi się podoba

  2. Ja posiadam w domu dwa albumy Rihanny ,,Good Girl Gone Bad” (Deluxe) i ,,Loud”. Wydaje mi się, że właśnie jej dwa ostatnie albumy to takie typowe produkty dla mas, single w ogóle mi się nie podobają, więc wątpie, że sięgnę po ,,Talk That Talk”, a z tego nowego albumu oprócz piosenki, którą podałaś w notce nie słyszałam żadnej 🙂
    Zbierasz płyty może?:) Bo ja zbieram i mam już dość pokaźną kolekcję :):)
    [love-ashley]
    P.S. Dzięki, że wpadłaś na mojego bloga 🙂

  3. nie sluchalem jeszcze tej plyty bo zamierzam to zrobic jak ja kupie, mam natomiast wszystkie pozostale jej plyty i z niecierpliwoscia czekam na ta, mysle ze w ciemno moge powiedziec ze ta plyta jest rewelacyjna, super recenzja lista-przebojow.bloog.pl

  4. świetna recenzja. Nie powiem – kiedyś bardzo lubiłam piosenki Rihanny, ale jak posłuchałam najnowszy krążek to szczerze mówiąc… żałosny . Masz rację, że Rihanna siedzi po klubach, a jej kawałki piszą inni. Chociażby kawałek Half of Me ( znajdujący się na edycji Deluxe ) został napisany przez Adele. Na dodatek znalazłam wraz z siostrą, że … kawałki innych piosenek są miksowane i używane w jej własnych. Odnalazłam trzy takie kawałki. : / Od tego czasu również przestałam uważać RiRi za artystkę [ vramme ]

  5. Nie słucham Rihanny, bo zraziła siebie swoim zachowaniem i media przesadziły z promowaniem jej osoby – na początku była wszędzie, męcząca sprawa. I jej muzyka do mnie nie przemawia, a jeśli już mi się jakiś kawałek podoba to maksymalnie przez miesiąc.

  6. Więc tylko czekać ;)) na te rankingi

    Co do Rihanna, kiedyś nie przepadałam za nią, ale od Radar R coraz bardziej ją lubię, jedna z moich ulubionych płyt w ogóle to Loud, ostania nieco gorsza ale równie ciekawa jak i oryginalna, ona pracuje z tyloma osobami, że jej kawałki są coraz to różnorodniejsze, jej twórczość podoba mi się coraz coraz bardziej, czasami widzę w niej cząstkę Madonny, np przy S&M

  7. tak samo jak ty, też jestem po środku jeśli chodzi o ocenę płyty… mam ją, ale musiałam przesłuchać ją z jakieś 3 razy, żeby w końcu jej piosenki do mnie trafiły. nie ma na niej ani dobrych ani złych utworów. po prostu są i tyle. świetna recenzja i naprawdę masz talent do pisania. pozdrawiam
    //ADELEZONE

  8. Dziwię się, że Rihanna w ogóle się nie nudzi. Prawda jest taka, że wszystkie jej najnowsze hity są identyczne, więc mogła to wszystko wrzucić na album “Loud” i by nie trzeba było wydawać kasy :). U mnie NN, zapraszam i pozdrawiam.

  9. a ja tam ją znienawidziłam… była świetna, miała głos, zakładało się, że będzie cudowną artystką, a teraz? na illuminatach długo nie pociągnie.

  10. Przez to siedzenie w k-popie totalnie popadłam ze słuchaniem czegokolwiek innego. Właśnie zdałam sobie sprawę ile mnie ominęło… ale nadrabiam, nadrabiam! Przyznam, że duetem Eminema i Rihanny jestem zawiedziona. Nie dość że Eminema jest tam bardzo mało to w dodatku tragicznie go przerobili. Może to po prostu pierwsze wrażenie, ale wolałabym inne. Tęsknię za dawną Rihanną za jej Unfaithful chociaż Diamonds przypadło mi do gustu. Postaram się wpadać częściej i nadrobić zaległości w czytaniu notek 🙂

  11. Hm, każda płyta Rihanny jest inna, bo jej ludzie dwoją się i troją, żeby co rok wprowadzać coś świeżego. To zwykła komercja, która ma zbijać kasę, a Rihanna ma jakiś syndrom, że jak na kilka miesięcy robi się o niej cicho to zaraz musi wylecieć z jakimś singlem, żeby nikt o niej nie zapomniał. Najbardziej przykre jest to, że ona nic nie robi, śpiewa przeciętnie (chociaż ostatnio ładnie zaśpiewała “Stay” na żywo bodajże w X-Factorze brytyjskim), koncertuje chyba przez miesiąc, a resztę roku przesiaduje na libacjach. Na początku było mi wręcz smutno, kiedy zobaczyłam, że nie napisała na tę płytę ŻADNEJ piosenki, ale później ktoś zmienił informacje i że niby tam napisała parę słów w kilku utworach.
    Rzuciło mi się w oczy, że najpierw napisałaś, że nie możesz nazwać Rihanny artystką, a później tak się o niej wypowiedziałaś 🙂 Moim zdaniem ona nie zasługuje na to miano. A wydawanie płyty z roku na rok to nie jest ciężka praca, a zwykła chrapka na kupę forsy. 🙂

Odpowiedz na „~RblfleurAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *