SONGS CHALLENGE: Coldplay

Lada chwila brytyjska kapela Coldplay zaprezentuje nam album “Music of the Spheres”. Krążek na dobrą sprawę zapowiadany był już podczas działań promocyjnych “Everyday Life”, lecz tajemnicą pozostawała jego stylistyka. Dziś już wiemy, że zespół wraca do radiowych, pop-elektro-rockowych klimatów. W oczekiwaniu na nowości zrobiłam sobie przegląd starszej twórczości Coldplay i na blogowy grunt przeniosłam instagramową grę songs challenge.

PIERWSZA PIOSENKA: BROTHERS & SISTERS (1999)

Może nie do końca pierwsza (kilka miesięcy wcześniej grupa zaprezentowała trzytrackową epkę “Safety”), ale za to robiąca za oficjalny, debiutancki singiel. Alt rockowe “Brothers & Sisters” ukazało się pod szyldem londyńskiej wytwórni Fierce Panda, która zaoferowała Coldplay krótkookresową umowę. Piosenka dotarła do 92. miejsca na brytyjskiej liście przebojów. Jej nagranie (oraz dwóch towarzyszących singlowi b side’ów) zajęło cztery dni i pochłonęło 400 funtów.

NAJWIĘKSZY PRZEBÓJ: THE SCIENTIST (2002)

Wybranie piosenki do tej kategorii jest trudnym zadaniem. Można wskazać nieśmiertelne “Yellow”, pierwszy numerem jeden zespołu “Viva La Vida” czy “A Sky Full of Stars” robiące zamieszanie na parkietach. Jednak żadna z tych kompozycji nie ma renomy ballady “The Scientist”. Nie było z tego może zachwycających pozycji na listach przebojów, ale dziś jest to numer, który przebił barierę miliarda odtworzeń na Spotify. I który regularnie pojawia się na listach najważniejszych nagrań ostatnich lat czy jest przerabiany przez innych artystów. Klasyka.

PIOSENKA, KTÓRA ZROBIŁA ZE MNIE FANKĘ: VIOLET HILL (2008)

Nie pamiętam już, czy faktycznie It was a long and dark December, lecz po pierwszym spotkaniu z “Violet Hill” wiedziałam, że Coldplay mogą być zespołem, który na długo ze mną zostanie. Nawet jeśli w tym czasie (okolice 2012 roku) słuchałam innej muzyki. Najostrzejszy punkt “Viva la Vida or Death and All His Friends” dojrzewał w kapeli od lat (rozpoczynające utwór słowa powstały na kilka lat przed premierą kompozycji) będąc dodatkowo ich pierwszą protest song.

NAJLEPSZA PIOSENKA: A RUSH OF BLOOD TO THE HEAD (2002)

“Green Eyes” długie lata w mocnym uścisku trzymało miano mojej ulubionej piosenki w dyskografii Coldplay, lecz ostatnio zdetronizowane zostało przez swojego albumowego kolegę – “A Rush of Blood to the Head”. Niespieszny rockowy kawałek ma w sobie niesamowicie dużo uroku, choć jednocześnie nie jest to numer przesłodzony czy banalny. To raczej gorzka historia o szaleństwie, do którego doprowadzić może pałanie do kogoś ogromnym uczuciem. O szaleństwie, które odbiera zdolność logicznego myślenia. O szaleństwie, które sprawia, że nic nie jest niemożliwe.

NAJGORSZA PIOSENKA: SOMETHING JUST LIKE THIS (2017)

Coldplay tylko na początku udawali, że nie interesuje ich mainstream. Gdy na ich późniejszych płytach pojawiły się kolejno Rihanna z Beyoncé, wiadomym było, że na tym się nie skończy. Przeżyłam jakoś współpracę z Avicii, lecz znajomości z The Chainsmokers wybaczyć jakoś nie mogę. Tu nawet nie chodzi o płynięcie z prądem i próbę spodobania się młodszej publice. “Something Just Like This” jest po prostu niesamowicie przezroczyste i nijakie. The Chainsmokers są niestety jednym z najmniej pociągających producenckich duetów ostatnich lat.

NAJBARDZIEJ NIEDOCENIONY SINGIEL: MIDNIGHT (2014)

Pamiętam dobrze oczekiwanie na następcę “Mylo Xyloto”. Ten ukazał się w 2014 roku i zawierał delikatniejsze, bardziej elektroniczne nagrania. Cały projekt zwiastował utwór “Midnight”, który jednak szybko wyparty został przez “Magic”, “True Love” czy w końcu “A Sky Full of Stars”. Piosenka doczekała się nawet teledysku. Utwór skręcający w stronę ambientu jest jednak najmniej komercyjnym singlem kiedykolwiek wydanym przez Brytyjczyków. Wywołał krótki szum (wszak był to długooczekiwny powrót Coldplay), lecz dziś pamięć o nim nie jest zbyt żywa.

NAJLEPSZA KOLABORACJA: ARABESQUE (2019)

Przez długi czas było to seksowne “Lhuna” z Kylie Minogue, lecz ostatnio na nowo zakochałam się w “Arabesque” z “Everyday Life”. W nagraniu gościnnie udziela się belgijski wokalista Stromae, który długo zwleka z wydawaniem nowej muzyki. Tym bardziej więc cieszy jego pojawienie się u Coldplay. I to w piosence tak intrygującej jak “Arabesque”. Free jazzowy kawałek zabiera nas w podróż dookoła świata, zatrzymując się na dłużej w takich miejscach jak Nowy Orlean czy Bliski Wschód.

NAJBARDZIEJ EKSPERYMENTALNY UTWÓR: COLORATURA (2021)

Zainteresowanie kosmosem grupa wyrażała od dawna (chociażby w moim ukochanym “Moving to Mars”), lecz dopiero nową płytą Coldplay zdają się chcieć wystrzelić swą twórczość poza naszą planetę. Jedną z nowości już sięgnęli gwiazd. “Coloratura” jawi się jako dziesięciominutowa odyseja kosmiczna. Takiego kolosa grupa jeszcze nam nie zaprezentowała. A dźwiękowo? Niezły misz-masz. Eteryczne klimaty rodem z “Ghost Stories” przecinają orkiestrowe zrywy znane z “Everyday Life”. Nad całością unosi się duch Pink Floyd i ich progresywnego rocka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *