Miley Cyrus “Bass Persuades” – recenzja albumu (2026) (#1732)

Zaledwie rok temu Miley Cyrus oddała w nasze ręce “Something Beautiful” – swój najbardziej ambitny projekt od czasów mojego ukochanego “Miley Cyrus & Her Dead Petz”. Trudno więc nie potraktować “Bass Persuades” jako zaskakującego zwrotu. Zamiast kolejnego artystycznego eksperymentu Amerykanka wybiera prostotę: chce po prostu celebrować życie, miłość i tę energię, którą daje muzyka. Sama przyznaje, iż nowa płyta powstała szybko i od początku miała być przede wszystkim nośnikiem pozytywnej energii. Tym razem nie chodzi więc o przekraczanie granic. Chodzi o to, żeby poczuć rytm i dobrze się bawić.

Otwierająca płytę piosenka “Bass Persuades”, która dodatkowo została pierwszym singlem zapowiadającym projekt, zostawia po sobie średnie wrażenie. Podoba mi się jej mocny bit i klubowa produkcja, ale jej refren jest dość nieciekawy, a melorecytacja w zwrotkach przypomina “Danceteria” Madonny. To, obok electroclashowego “Innocent Ways” oraz pospiesznego, dynamicznego elektropopu “Aftermath”, najbardziej przebojowe momenty krążka. Świetnie słucha się ciężkiego, industrialnego “Different Religion” oraz kołyszącego, ejtisowego “Let’s Get Married”. Do nastrojowych nagrań należy i kosmiczny synthpop spod szyldu “Orbit”. Intryguje “Redlights” o aranżacji krążącej wokół pulsującego elektropopu, filmowych smyczków i gitarowego, country motywu. Złożoność tego utworu bardzo mi się podoba. Gitarową piosenką jest lekko psychodeliczne, elektroniczne “Snow”. Psychodeliczny pop wypełnia i “Neon Signs” – zmysłowy kawałek o organicznej produkcji, w którym wokale Cyrus i Andrew Wyatta ładnie się nakładają.

“Bass Persuades” jest albumem, który zdecydowanie zyskuje po kolejnych odsłuchach. Piosenki, które za pierwszym razem mogą wydawać się dość niepozorne, z czasem zaczynają odsłaniać swoje mocniejsze strony. Problem w tym, iż całość jest tak krótka i przelotna, że zanim zdążymy naprawdę się w niej zanurzyć, już się kończy. Trudno więc traktować tę płytę jako początek kolejnej wielkiej ery w karierze Miley Cyrus. Bardziej przypomina ona ciekawostkę – spontaniczny i szybki projekt, który pozwala jej na chwilę odetchnąć po ambitnym “Something Beautiful”. I może właśnie takie było założenie. Nie każda płyta musi być wydarzeniem. 

Warto: Different Religion & Let’s Get Married

____________

Breakout ♥ Can’t Be Tamed ♥ Bangerz ♥ Miley Cyrus & Her Dead Petz ♥ Younger Now ♥ She Is Coming ♥ Plastic Hearts ♥ Endless Summer Vacation ♥ Something Beautiful

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *