Relacja z koncertu Michelle Gurevich

Marcowy koncert Michelle Gurevich w poznańskim klubie Tama był kolejnym dowodem na to, że Polska pozostaje jednym z najważniejszych punktów na mapie jej koncertowych podróży. Artystka wraca tu regularnie, a jej występy niemal zawsze spotykają się z ciepłym przyjęciem. Poznań nie jest więc jedynie przystankiem na trasie. Jest raczej naturalnym miejscem spotkania publiczności z muzyką, która zdaje się szczególnie korespondować z wrażliwością Europy Środkowo-Wschodniej.

Czytaj dalej Relacja z koncertu Michelle Gurevich

RANKING: 10 najlepszych momentów płyty “Help(2)”

Najbardziej ekscytujący moment w muzyce w 2026? Kompilacja “Help(2)”. Rzadko zdarza się płyta, która wygląda jak playlistowa fantazja złożona z ulubionych nazwisk – a jednak istnieje naprawdę. Ta składanka to dla mnie coś więcej niż kolejny zbiór singli. To trochę mój roman empire: projekt, do którego wracam myślami i zastanawiam się, jak niesamowite jest to, że tylu twórców, którzy w różny sposób mnie ukształtowali, znalazło się w jednym miejscu. Dlatego zamiast klasycznej recenzji postanowiłam zrobić coś innego – wybrać 10 piosenek z “Help(2)”, które najbardziej mnie poruszyły, zaskoczyły albo po prostu nie chcą wyjść z głowy.

Czytaj dalej RANKING: 10 najlepszych momentów płyty “Help(2)”

RECENZJA: Bruno Mars “The Romantic” (2026) (#1678)

Minie za moment dekada od premiery płyty “24K Magic“, która uczyniła z Bruno Mars maszynę do hitów i współczesnego showman. Od tamtej pory nie dostaliśmy od niego pełnoprawnego, solowego albumu. Były za to duety – jedne rozczarowujące i sprawiające wrażenie artystycznych pomyłek (“APT.”, “Fat Juicy & Wet”), inne z miejsca aspirujące do miana klasyków (“Die With a Smile”). Po drodze pojawił się też projekt Silk Sonic i ich dopracowana retro-soulowa płyta “An Evening with Silk Sonic”. “The Romantic” jest więc czymś więcej niż tylko kolejną premierą. To powrót do gry na własnych zasadach. To pierwszy moment od 2016 roku, kiedy Bruno Mars znów w pełni bierze odpowiedzialność za swoje nazwisko na okładce. Z jakim skutkiem?

Czytaj dalej RECENZJA: Bruno Mars “The Romantic” (2026) (#1678)

RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

Debiutancki album Alizée, “Gourmandises”, jest jedną z tych płyt, które nie powstały przypadkiem. Za jej narodzinami stoi historia jak z popowej bajki – młoda wokalistka została zauważona w programie talent show, gdzie jej głos przyciągnął uwagę dwóch potężnych nazwisk francuskiej sceny, producenta Laurent Boutonnat oraz ikony piosenki Mylène Farmer. Zafascynowani jej potencjałem, wzięli ją pod swoje skrzydła i stworzyli produkt, który w 2000 roku  wprowadził sporo świeżości we francuskim popie. “Gourmandises” nie jest więc jedynie debiutem nastoletniej dziewczyny, ale starannie wyreżyserowanym wejściem na scenę.

Czytaj dalej RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

RECENZJA: Harry Styles “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (2026) (#1676)

Powrót Harry’ego Stylesa z nowym albumem to zwykle wydarzenie samo w sobie. Od momentu rozpoczęcia solowej kariery każda jego płyta wywoływała ogromne zainteresowanie. Tym razem wyczuwam coś innego, choć niewątpliwie “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” narobi szumu. Pierwszy krążek Brytyjczyka od 2022 roku ukazuje się w momencie, gdy artysta nie stoi już tak pewnie na piedestale ulubieńca publiczności. W ostatnich miesiącach wokół artysty narosło sporo napięć – rezydencja zamiast pełnoprawnej trasy, wysokie ceny biletów oraz singiel, który spotkał się z mieszanymi reakcjami. Sprawdzam, czy nie położyło się to cieniem na jego nowym wydawnictwie.

Czytaj dalej RECENZJA: Harry Styles “Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (2026) (#1676)

RECENZJA: Betty Davis “They Say I’m Different” (1974) (#1675)

Lata 70. Prężnie rozwija się funkowa scena, a jej przedstawicielami wspominanymi po dziś dzień są m.in. James Brown, Nile Rodgers, Sly and the Family Stone czy Earth, Wind & Fire. W tym zdominowanym przez mężczyzn środowisku pojawiła się postać, którą dziś historia wspomina niechętnie. Betty Davis, muzyczna outsiderka, pisała własne teksty, decydowała o brzmieniu i nie miała zamiaru nikogo uwodzić gładkimi melodiami. Śmiało burzyła ówczesne wyobrażenia o roli kobiety w czarnej muzyce popularnej. Nie spotkała się wówczas ze zrozumieniem, ale pora przypomnieć jej twórczość i przedstawić ją kolejnym pokoleniom.

Czytaj dalej RECENZJA: Betty Davis “They Say I’m Different” (1974) (#1675)

RANKING: płyty Florence + The Machine

Od niemal piętnastu lat brytyjska kapela Florence + The Machine pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych projektów na współczesnej scenie indie. Zespół dorobił się już bogatej, zróżnicowanej dyskografii, w której znajdziemy zarówno monumentalne, stadionowe hymny, jak i intymne kompozycje. Oto mój subiektywny ranking wszystkich studyjnych albumów wydanych przez Welch i jej świetnie naoliwioną maszynę.

Czytaj dalej RANKING: płyty Florence + The Machine

RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

Absolutely, a właściwie Abby-Lynn Keen, mimo młodego wieku ma za sobą więcej branżowego doświadczenia niż wielu wykonawców z kilkuletnim stażem scenicznym. Gościnne występy (usłyszeć ją możemy m.in. u Tinashe czy Mariny), pisanie tekstów dla innych, praca w studiu – to wszystko było jej codziennością na długo przed tym, zanim zaczęła budować własny dźwiękowy świat. Nie da się też pominąć faktu, że dorastała w cieniu ogromnego sukcesu swojej siostry, Raye. Dla jednych to przepustka, dla innych ciężar. Absolutely musi pracować dwa razy ciężej by odpadła od niej łatka siostry jednej z najważniejszych współczesnych artystek. Czy płyta “Paracosm” w tym pomoże?

Czytaj dalej RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

Wielu rzeczy spodziewałam się w tym roku, ale na pewno nie tego, że brytyjska kapela Mumford & Sons tak szybko wypuści nowy album. Od “Rushmere” nie minął nawet rok, a Mumfordzi już niecierpliwili się, by oddać w nasze ręce porcję nowych kompozycji. Te zebrane zostały pod szyldem “Prizefighter”. Zespół, który ponad dekadę temu wypełniał stadiony i dominował na listach bestsellerów, dziś działa z innej pozycji – bez masowej euforii, za to z wyraźną potrzebą ponownego zdefiniowania relacji z publicznością i odbudowania zaufania słuchaczy.

Czytaj dalej RECENZJA: Mumford & Sons “Prizefighter” (2026) (#1673)

Luźne taśmy: luty ’26

Włoski klasyk wywołujący ciarki na całym ciele. Bebe Rexha podkreślająca swoje bałkańskie korzenie. James Blake zmagający się z legendą Leonarda Cohena. A także zaskakujące duety – Flea i Thom Yorke oraz Anna Calvi i Iggy Pop. Te i inne kompozycje towarzyszyły mi w lutym. 

Czytaj dalej Luźne taśmy: luty ’26