RECENZJA: Ariana Grande “Petal” (2026) (#1720)

Jeszcze na początku roku Ariana Grande przekonywała, że w najbliższym czasie nie planuje prac nad nowym muzycznym materiałem. Trudno było jej nie uwierzyć. Promocja filmu “Wicked” pochłaniała ją bez reszty, a na horyzoncie czekała jeszcze trasa koncertowa promująca wydany w 2024 roku “Eternal Sunshine”. Wszystko wskazywało na to, że muzyka na moment zejdzie u niej na dalszy plan. Tym większym zaskoczeniem okazał się “Petal” – krążek, którego niewielu się spodziewało, a który dla fanów wokalistki stać się może jedną z najmilszych niespodzianek tego roku. 

Czytaj dalej RECENZJA: Ariana Grande “Petal” (2026) (#1720)

ZOOM NA… The Weeknd

The Weeknd – a właściwie Abel Tesfaye – przeszedł drogę od mrocznych nagrań wrzucanych do sieci aż do statusu jednego z największych artystów współczesnej muzyki pop. Jego twórczość od lat balansuje między melancholią a radiowym brzmieniem, a każdy kolejny etap kariery przynosił utwory, które z łatwością zdobywały listy przebojów. Poniżej przypominam o dziesięciu kompozycjach, które po latach wciąż się pamięta i których wciąż się słucha.

Czytaj dalej ZOOM NA… The Weeknd

RECENZJA: Tyla “A*POP” (2026) (#1719)

Sukces kawałka “Water” w ciągu kilku miesięcy całkowicie odmienił karierę Tyli. Pochodząca z Republiki Południowej Afryki wokalistka z dnia na dzień stała się jedną z najgorętszych gwiazd pop, a jej głos zaczął pojawiać się u boku takich artystek jak Zara Larsson, Teyana Taylor czy Lisa. Do tego doszedł udział w nagraniu jednej z oficjalnych piosenek mundialowych, co tylko potwierdziło, że przemysł muzyczny widzi w niej globalną gwiazdę. Paradoksalnie jednak po dość przeciętnym debiucie “Tyla” trudno było mieć wobec “A*POP” wygórowane oczekiwania. Tym większym zaskoczeniem okazuje się fakt, że nowy materiał zostawia po sobie całkiem pozytywne wrażenia.

Czytaj dalej RECENZJA: Tyla “A*POP” (2026) (#1719)

Luźne taśmy: lipiec ’26

Nowości od Chelsea Wolfe, Carly Rae Jepsen i Besona Boone’a. Oraz powrót do przeszłości przy dźwiękach imprezowej Katy B, blues rockowego Jacka White’a i naszego polskiego tandemu Karaś/Rogucki. A do tego Beyoncé, która wraca do piosenki sprzed ponad dekady. Tak brzmiał mój lipiec 2026.

Czytaj dalej Luźne taśmy: lipiec ’26

RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

Charli XCX nie ogląda się za siebie. To o tyle zaskakujące, iż wcześniej było przecież “Brat” – krążek, który przed dwoma laty uczynił z niej jedną z najważniejszych postaci współczesnego popu. Zamiast jednak celebrować ten sukces, Charli przez kolejne miesiące sprawiała wrażenie coraz bardziej zmęczonej własnym triumfem. W wywiadach traktowała erę “Brat” z wyraźnym chłodem, jakby chciała jak najszybciej zamknąć ten etap i rozpocząć następny. Gdy stwierdziła nawet, że jej dancefloor is dead, trudno było nie odczytać tego jako symbolicznego pogrzebu estetyki, która jeszcze chwilę wcześniej podbiła świat. Płyta “Music, Fashion, Film” ma być ucieczką od tego, co było.

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

RECENZJA: Kelsey Lu “So Help Me God” (2026) (#1717)

Siedem lat. W realiach współczesnego rynku muzycznego to niemal wieczność. Od premiery udanego debiutu “Blood” w 2019 roku Kelsey Lu praktycznie zniknęła nam z oczu. Nie oznacza to jednak, że porzuciła muzykę. W międzyczasie tworzyła ścieżki dźwiękowe do filmów, współpracowała z innymi artystami i rozwijała się na instrumentalnym polu. Przez siedem lat na scenie pojawiło się wiele nowych nazwisk, które zdążyły przyciągnąć uwagę słuchaczy. Tak długa przerwa potrafi być bezlitosna. Powrót z drugim albumem staje się więc nie tylko kolejnym rozdziałem kariery, ale wręcz próbą ponownego przedstawienia się publiczności. Czy “So Help Me God” udowadnia, że na Kelsey Lu warto było czekać tak długo?

Czytaj dalej RECENZJA: Kelsey Lu “So Help Me God” (2026) (#1717)

RECENZJA: Tomora “Come Closer” (2026) (#1716)

Są takie płyty, na które czeka się latami. Są też takie, których istnienia nikt się nie spodziewa, a potem ciężko wyobrazić sobie bez nich kolejne tygodnie. “Come Closer” należy właśnie do tej drugiej kategorii. Choć drogi norweskiej wokalistki Aurory i Brytyjczyka Toma Rowlandsa z The Chemical Brothers przecinały się od lat, a ich współpraca dojrzewała przy okazji wcześniejszych projektów, niewiele wskazywało na to, że zaowocuje ona czymś tak spójnym i odrębnym. Tomora nie jest bowiem sytuacją, w której Aurora śpiewa do muzyki Rowlandsa ani albumem Aurory wyprodukowanym przez Toma. To nowy organizm – duet z własną tożsamością.

Czytaj dalej RECENZJA: Tomora “Come Closer” (2026) (#1716)

RECENZJA: Suki Waterhouse “Loveland” (2026) (#1715)

Suki Waterhouse była jedną z tych artystek, które w 2024 roku wyjątkowo często gościły w moich słuchawkach. To przede wszystkim zasługa “Memoir of a Sparklemuffin” – krążka, który pokazał, jak swobodnie potrafi poruszać się między dream popem, indie rockiem, folkowymi balladami i chwytliwym popem nie tracąc przy tym własnego charakteru. Nic więc dziwnego, iż dwa lata później do “Loveland” podchodziłam już z konkretnymi, dość wysokimi oczekiwaniami. Czy Suki udało się im sprostać? A może zamiast rozwijać to, co działało wcześniej, postawiła na zupełnie inny kierunek? Czas sprawdzić, jak moje oczekiwania przełożyły się na rzeczywistość.

Czytaj dalej RECENZJA: Suki Waterhouse “Loveland” (2026) (#1715)

RECENZJA: Sienna Spiro “Visitor” (2026) (#1714)

TikTok od dawna jest trampoliną dla osób marzących o choćby i krótkiej muzycznej karierze. Do tego grona dołączyła urodzona w 2005 roku Sienna Spiro. Jej debiutancki longplay “Visitor” trafia na podatny grunt – w momencie, gdy po latach dominacji krzykliwych, elektronicznych produkcji coraz chętniej sięgamy po muzykę bardziej organiczną, elegancką i opartą na autentycznych emocjach. Nic dziwnego, że tak mocną pozycję wypracowały sobie w ostatnich miesiącach Raye, Olivia Dean czy Laufey. Sienna nie ukrywa, że celuje w podobną grupę odbiorców. 

Czytaj dalej RECENZJA: Sienna Spiro “Visitor” (2026) (#1714)

RECENZJA: Maja Koman “Ludzkie zwierzę” (2026) (#1713)

Na twórczość Mai Koman trafiłam trochę okrężną drogą – za sprawą momentu, który dla wielu artystów jest raczej niewygodny. Chodzi o oświadczenie po odwołanym poznańskim koncercie, gdzie zamiast standardowych formułek było coś znacznie bardziej bezpośredniego – szczerość i wyczuwalna potrzeba obrony własnej muzyki. Była w tym autentyczna wiara w to, co się robi. Zachęciło mnie to do lektury płyty “Ludzkie zwierzę” będącej moim pierwszym zetknięciem się z twórczością Koman. Weszłam w to bez oczekiwań i nie znając kontekstu poprzednich wydawnictw. 

Czytaj dalej RECENZJA: Maja Koman “Ludzkie zwierzę” (2026) (#1713)