RECENZJA: Lizzo “Bitch” (2026) (#1702)

Jeszcze kilka lat temu Lizzo należała do grona najbardziej lubianych współczesnych wokalistek. Jej bezpośredniość i konsekwentne promowanie samoakceptacji zjednały jej miliony słuchaczy na całym świecie. Jednak seria kontrowersji i oskarżeń sprawiła, że pozytywny wizerunek artystki runął jak domek z kart. Z idolki stała się postacią problematyczną. W takich okolicznościach ukazuje się krążek “Bitch” – płyta, która może okazać się czymś więcej niż kolejnym rozdziałem w dyskografii Lizzo. To przede wszystkim próba odzyskania zaufania publiczności.

Czytaj dalej RECENZJA: Lizzo “Bitch” (2026) (#1702)

RECENZJA: Muna “Dancing on the Wall” (2026) (#1701)

Muna należy do tych zespołów, których historia wydaje się niemal podręcznikowa – trzy przyjaciółki poznają się na studiach, wspólnie szukają własnego artystycznego języka flirtując początkowo z bardziej eksperymentalnymi dźwiękami, by ostatecznie odnaleźć się w świecie elektronicznego, syntezatorowego popu. Bieżący rok przyniósł nam ich płytę numer cztery – “Dancing on the Wall”. Sięgam po nią zachęcona opiniami, iż nowa muzyka dziewczyn jest nie tylko mroczniejsza, co też bardziej zaangażowana niż wszystko, co formacja nagrała wcześniej.

Czytaj dalej RECENZJA: Muna “Dancing on the Wall” (2026) (#1701)

RECENZJA: Lily Forte “Don’t Gild the Lily” (2026) (#1700)

Album “Don’t Gild the Lily” amerykańskiej wokalistki Lily Forte już samym tytułem zdaje się zdradzać swoje główne przesłanie. Nawiązując do słów Williama Szekspira – to gild the lily – artystka przypomina, że nie wszystko wymaga upiększania. Czasem nadmiar ozdób czy emocji  potrafi jedynie zniszczyć to, co od początku było autentyczne i piękne. Ciekawa byłam, czy znajduje to swoje potwierdzenie w samych utworach młodej Amerykanki.

Czytaj dalej RECENZJA: Lily Forte “Don’t Gild the Lily” (2026) (#1700)

Luźne taśmy: maj ’26

Ciągnęło mnie w maju do albumów, które ukazały się w pierwszej dekadzie XXI wieku. Tu reprezentowane są chociażby przez P!nk oraz Avril Lavigne. A poza tym masa nowości. Zarówno od wschodzących gwiazd muzyki (Sienna Spiro, Lime Garden), jak i starych wyjadaczy (Father John Misty, Olivia Rodrigo). A na deser kompozycja, którą odkryłam dopiero podczas Eurowizji.

Czytaj dalej Luźne taśmy: maj ’26

RELACJA: Sanah w Poznaniu

Sanah osiągnęła już w Polsce taki status, że jej publiczność dawno przestała mieścić się w koncertowych halach. Kiedy dziś artystka planuje trasę, naturalnym miejscem stają się stadiony. Zuzanna ma już doświadczenie w graniu na tak dużą skalę, ale koncert w Poznaniu był jej pierwszym występem tego typu w tym mieście, co samo w sobie nadawało wieczorowi wyjątkowy charakter. Widziałam wcześniej nagrania i krótkie relacje z jej stadionowych koncertów i byłam pod wrażeniem, jak potrafi zamienić stadion w przestrzeń pełną emocji i wspólnego śpiewania. Chciałam poczuć to na własnej skórze.

Czytaj dalej RELACJA: Sanah w Poznaniu

Lata 80. w perspektywie Kylie Minogue: “Kylie” (1988) & “Enjoy Yourself” (1989)

Pod koniec lat 80. Australijka Kylie Minogue nie planowała zostać pełnoetatową gwiazdą popu. Była przede wszystkim młodą aktorką rozwijającą karierę telewizyjną, a muzyka początkowo wydawała się jedynie dodatkiem do pracy przed kamerą. Debiutancki album, zatytułowany po prostu “Kylie” powstawał w nietypowych warunkach. Artystka często nagrywała piosenki zaraz po zakończeniu zdjęć na planie serialu. Mimo tego pośpiechu i braku wielkich ambicji płyta okazała się jednym z najważniejszych popowych debiutów końcówki dekady. 

Czytaj dalej Lata 80. w perspektywie Kylie Minogue: “Kylie” (1988) & “Enjoy Yourself” (1989)

RECENZJA: Hannah Storm “It Will Never Be The Right Time” (2026) (#1697)

Hannah Storm, norweska wokalistka, przez ostatnie kilka lat rozwijała swoją karierę stopniowo budując wokół swej twórczości atmosferę intymności. Artystka, początkowo związana z Oslo, przeniosła się w 2021 roku po podpisaniu kontraktu z Made Management do Bergen. Decyzja ta przyspieszyła jej muzyczny rozwój i pozwoliła na współpracę z producentami mającymi na koncie kształtowanie brzmienia m.in. Sigrid i Aurory. Po latach nagrywania pojedynczych singli Hannah gotowa była na płytowy debiut. Nawet, jeśli twierdziła – idąc tropem jego tytułu – że nigdy nie będzie odpowiedniego czasu.

Czytaj dalej RECENZJA: Hannah Storm “It Will Never Be The Right Time” (2026) (#1697)

RECENZJA: Wolf Alice “My Love Is Cool” (2015) (#1696)

Grupa Wolf Alice założona została w 2010 roku przez Ellie Rowsell i Joffa Oddiego. Początkowo funkcjonowali jako folkowy duet, a dopiero później – już po dołączeniu basisty Theo Ellisa oraz perkusisty Joela Ameya – postanowili skręcić w stronę indie rocka, shoegaze’u i grunge’u. Wydawali pojedyncze single, skromne epki i powoli zdobywali uwagę brytyjskiej prasy muzycznej, wypracowując reputację jednego z najbardziej obiecujących młodych gitarowych zespołów z Wysp Brytyjskich. W 2015 roku doczekali się płytowego debiutu, “My Love Is Cool”.

Czytaj dalej RECENZJA: Wolf Alice “My Love Is Cool” (2015) (#1696)

Can You Hear It – Kim Wilde “Catch as Catch Can” (1983) & “Teases & Dares” (1984)

Wydana w 1982 roku płyta “Select” zamiast ugruntować pozycję Kim Wilde w gronie największych nowych gwiazd brytyjskiego popu sprawiła, że jej następca nie był wyczekiwany z przesadnym entuzjazmem. Brakowało na niej hitu na miarę “Kids in America”, a samo brzmienie skręcało w stronę chłodniejszych, mniej radiowych aranżacji. Mimo to już po roku wokalistka gotową miała płytę numer trzy. A zanim się obejrzeliśmy, jej dyskografia powiększyła się o jeszcze jedno wydawnictwo.

Czytaj dalej Can You Hear It – Kim Wilde “Catch as Catch Can” (1983) & “Teases & Dares” (1984)

RECENZJA: Lykke Li “The Afterparty” (2026) (#1693)

Czasy, gdy Lykke Li elektryzowała tłumy i bez wysiłku nadawała ton alt popowi, wydają się należeć do innej epoki. “The Afterparty” Szwedka wydaje z pozycji artystki, na której nie ciąży już presja wielkich komercyjnych oczekiwań. Nowym krążkiem, jak sama zapowiadała, wchodzi w swoją egzystencjalną erę. Wokalistka nie ucieka od mroku, tylko siada z nim przy jednym stole i stara się go oswoić. Mówi także, że to może być jej ostatni krążek. Dla mnie brzmi to na prowokację wobec słuchacza. Bo przecież mamy w zwyczaju rzucać się na to, co zaraz zniknie. Jak w takim razie wypada ta jej pożegnalna muzyka?

Czytaj dalej RECENZJA: Lykke Li “The Afterparty” (2026) (#1693)