
Powołany do życia w 1990 roku brytyjski zespół The Verve długo czekał, aż dostrzegą go rzesze słuchaczy. To udało się dopiero kilka lat później, a wydana wówczas płyta “Urban Hymns” i promujący ją kawałek “Bitter Sweet Symphony” przeszły już do historii. Nie mniej ciekawe było jednak to, co działo się wcześniej. Grupa zadebiutowała w 1993 roku albumem “A Storm in Heaven”, i może tej tytułowej burzy w niebie nie wywołała, ale wylała mocny fundament pod kształtujący się britpop.
Rozpoczynająca płytę piosenka “Star Sail” zdradza nam jednak, że The Verve chcieli nadać swojemu rockowemu brzmieniu artystycznego i niezbyt klasycznego sznytu. Utwór łączy w sobie elementy psychodelicznego rocka z ambientowymi wstawkami, szumami czy pogłosami. Daje to lekko odrealniony efekt. Na ziemię ściąga nas kapitalne “Slide Away” o shoegazowym klimacie i gitarowych riffach, którymi obdzielić by można było kilka kawałków. To jedna z przystępniejszych kompozycji na “A Storm in Heaven”. Drugim takim prostszym w odbiorze numerem jest alt rockowe “Blue”. Klasyczną piosenkę przypomina i melancholijna ballada “See You in the Next One” – to pozbawione wielu dźwiękowych efektów osobliwe pożegnanie.
Spokojne utwory składające się na “A Storm in Heaven” robią na mnie największe wrażenie głównie ze względu na osobę Richarda Ashcrofta, którego głos jest zarazem ciepły, ale lekko zachrypnięty; surowy, ale niepozbawiony emocji; ekspresyjny i intymny zrazem. Te sprzeczności przenikają się i stanowią wartość dodaną takich nagrań jak kontemplacyjne, rockowo-dream popowe “Already There”; surrealistyczne, przybierające formę jam session “Beautiful Mind” czy senne “Virtual World”. Komu mało żywiołowych tracków, ten zainteresować się powinien space rockowym, burzliwym, pełnym przesterowanych gitar “The Sun The Sea”, oraz rozciągniętym do przeszło sześciu minut psychodelicznym “Butterfly”.
Debiutancki album brytyjskiej kapeli The Verve, “A Storm in Heaven”, jest świadomym odejściem od klasycznej rockowej formy na rzecz dźwiękowych eksperymentów i psychodelicznych klimatów. To odważna płyta jak na zespół, który dopiero chciał zdobyć popularność. Nie ma tu radiowych refrenów i chwytliwych kompozycji. The Verve skupili się za to na osiągnięciu pewnej spójności i stworzeniu onirycznej, momentami mistycznej czy nawet kosmicznej atmosfery. Brytyjczycy stworzyli swój własny świat pełen dźwięków, które się nie zestarzały.
Warto: Beautiful Mind & Slide Away & Star Sail
Mam ten album na uwadze, bo to w końcu The Verve, ale podchodzę z dystansem do shoegaze’owych klimatów. No i na trackliście zabrakło fajnego singla “All in the Mind”.
Pozdrawiam. 😊