RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

Neonowo-zielony album “Brat” sprzed dwóch lat uczynił z jego autorki, brytyjskiej wokalistki Charli XCX, jedną z najgorętszych gwiazd sezonu. W krótkim czasie artystka stała się viralem i ikoną niepokornego elektropopu. Krążek “Wuthering Heights” pojawia się więc trochę na przekór temu mechanizmowi. To pierwszy tak duży projekt soundtrackowy w jej dorobku i jednocześnie sygnał, że Charli coraz chętniej rozpycha się w kinie. Jako pierwszy większy projekt po viralowym “Brat” tegoroczna płyta brzmi jak próba ucieczki od własnego sukcesu oraz testowanie, czy popowa gwiazda może na chwilę zniknąć w cieniu filmu, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. 

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

RECENZJA: Jenny on Holiday “Quicksand Heart” (2026) (#1668)

“Quicksand Heart” jest pierwszym solowym albumem Jenny on Holiday, czyli Jenny Hollingworth z kapel o jednej z najbardziej przyciągających uwagę nazw ostatnich lat – Let’s Eat Grandma. Przyznam szczerze, iż u mnie ta nazwa naprawdę zadziałała tylko na chwilę – w 2018 roku, kiedy krążek “I’m All Ears” na krótko wpadł mi w ucho i zaraz z niego wyleciał. Dziś Jenny wraca, ale już sama. A jej pseudonim brzmi jak mała podpowiedź, jak traktować ten projekt. To wakacje od zespołowej codzienności i od koleżanki z duetu. “Quicksand Heart” zapowiada się więc jak solowa podróż, której celem jest sprawdzenie, jak brzmi muzyka Hollingworth, gdy sama jest sobie sterem i okrętem.

Czytaj dalej RECENZJA: Jenny on Holiday “Quicksand Heart” (2026) (#1668)

RECENZJA: Ari Lennox “Vacancy” (2026) (#1667)

Poprzednia płyta Ari Lennox, “Age/Sex/Location”, wciągnęła ją do grona moich ulubionych wokalistek r&b nowego pokolenia sprawiając, że długie milczenie jej autorki zaczęło mnie trochę uwierać. Tym bardziej, że cisza ta nie wynikała z twórczego skupienia, lecz z narastającego konfliktu z branżą. Choć jej piosenki spotykały się z ciepłym przyjęciem, Lennox częściej niż o nowej muzyce otwarcie mówiła o rozczarowaniu showbiznesem i poczuciu, że wytwórnia nie daje jej należnego wsparcia. “Vacancy” jest więc nie tylko jej nowym, trzecim już albumem, lecz także kolejną próbą przebicia się do wyższej ligi. Próba ta obarczona jest frustracją, ambicją i pytaniem, czy we współczesnym świecie talent wciąż wystarcza, by faktycznie awansować.

Czytaj dalej RECENZJA: Ari Lennox “Vacancy” (2026) (#1667)

RECENZJA: Robyn “Robyn Is Here” (1995) (#1666)

Dziś szwedzka wokalistka Robyn funkcjonuje w popowej wyobraźni jako postać kultowa. Jawi się jako artystka, która zdefiniowała nowoczesną emocjonalność w muzyce tanecznej i udowodniła, że niezależność może iść w parze z obecnością w mainstreamie. “Robyn Is Here” pozwala jednak cofnąć się do momentu, gdy ta legenda dopiero się kształtowała. Debiut Szwedki jest zapisem jej pierwszych kroków w branży. Już wtedy było widać, że nie zamierza pozostać lokalnym fenomenem. Współpraca z rodzimą, lecz międzynarodowo myślącą ekipą producentów (w tym i Maxem Martinem, który dziś należy do absolutnej czołówki i jest wziętym hitmakerem) – nadała tej płycie światowy sznyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Robyn “Robyn Is Here” (1995) (#1666)

RECENZJA: Men I Trust “Headroom” (2015) (#1665)

Gdy Kanadyjczycy z  Men I Trust debiutowali w 2014 roku, ich pierwsza płyta brzmiała raczej jak zbiór poszukiwań niż konkretny manifest. Był to szkic zespołu, który dopiero szukał własnego języka. “Headroom” to kolejny krok w tym procesie. Jest to również album, na którym grupa nadal chętnie sięga po gościnne głosy. Co szczególnie znaczące, jest to zarazem ostatni moment w historii Men I Trust, gdy Emmanuelle Proulx – dziś absolutnie kluczowa dla tożsamości zespołu postać – funkcjonowała jeszcze jako jedna z zaproszonych wokalistek, a nie jego centralny punkt ciężkości.

Czytaj dalej RECENZJA: Men I Trust “Headroom” (2015) (#1665)

RECENZJA: Jessie J “Don’t Tease Me With A Good Time” (2025) (#1664)

Jeszcze niedawno wydawało się, że brytyjska wokalistka Jessie J na dobre zniknęła z głównego popowego nurtu. Problemy zdrowotne, cisza wydawnicza i fakt, że jej ostatnim longplay’em była świąteczna płyta, budowały wrażenie kariery zawieszonej i raczej ciężkiej do reanimowania. Powrót Jessie J z nowym albumem jest jednym z najmniej przeze mnie spodziewanych. Nic nie zapowiadało nowego rozdziału – tymczasem otrzymujemy projekt “Don’t Tease Me With a Good Time”, którym wokalistka nie walczy o miejsca na listach przebojów, ale którym chce nam pokazać, że ma jeszcze wiele do zaprezentowania.

Czytaj dalej RECENZJA: Jessie J “Don’t Tease Me With A Good Time” (2025) (#1664)

RECENZJA: Madison Beer “Locket” (2026) (#1663)

Kariera Madison Beer od początku rozwijała się etapami. Z jednej strony było szybkie zainteresowanie mediów i łatka artystki z sieci, z drugiej zaś konsekwentna próba wyrwania się z tego schematu i zbudowania pozycji pełnoprawnej popowej wokalistki. Jej dwie poprzednie płyty były ważnym krokiem w tym procesie łączącym mainstreamowe brzmienia z artystycznym sznytem. Madison ryzykowała i wykazywała ambicję wyjścia poza główny nurt. Nie bała się mroczniejszych tonów ani bardziej osobistych tematów. Gdy wybuchł szał na singiel “Make You Mine”, zaczęłam obawiać się, że Beer zboczy z obranego kursu i stanie się wokalistką, która próbować będzie zadowolić przede wszystkim algorytmy. Sprawdzam dziś, czy “Locket” da się lubić.

Czytaj dalej RECENZJA: Madison Beer “Locket” (2026) (#1663)

RECENZJA: Arctic Monkeys “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” (2006) (#1662)

Minęło dwadzieścia lat od premiery “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not”, a Arctic Monkeys są dziś zespołem z zupełnie innej bajki – eleganckim, filmowym, pełnym klasy. Trudno uwierzyć, że ta sama grupa zaczynała jako banda nieśmiałych chłopaków z Sheffield, którzy nie planowali podboju świata. Zamiast tego chcieli tylko opowiedzieć, jak wygląda ich typowa piątkowa noc. Album nie brzmiał gwiazdorsko i wymuskanie, lecz jak zbiór historii, przeżyć i emocji młodych ludzi. I właśnie dlatego, dwie dekady później, to wciąż działa i ekscytuje. Alex Turner i spółka w kilka chwil stali się głosem swojego pokolenia.

Czytaj dalej RECENZJA: Arctic Monkeys “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” (2006) (#1662)

RECENZJA: Cat Power “The Greatest” (2006) (#1661)

Dwie dekady temu amerykańska wokalistka Cat Power wypuściła album o tytule, który sugerować mógł podsumowanie jej dotychczasowego muzycznego dorobku. “The Greatest” wyglądało z daleka jak kompilacja jej największych hitów (jeśli można tak powiedzieć w kontekście artystki z alternatywnej strony sceny), jak chwila zatrzymania i spojrzenia wstecz. Tymczasem dostaliśmy nie archiwalne zbiory, lecz zupełnie nowe piosenki. Krążek z 2006 roku był pierwszym momentem, w którym Chan Marshall nie tylko potwierdziła swój status kultowej postaci, ale także przebiła się na światowe listy bestsellerów, zdobywając uwagę słuchaczy spoza niszy.

Czytaj dalej RECENZJA: Cat Power “The Greatest” (2006) (#1661)

RECENZJA: The Pretty Reckless “Taylor Momsen’s Pretty Reckless Christmas” (2025) (#1660)

Można zadać sobie pytanie, co ze świętami Bożego Narodzenia ma wspólnego liderka rockowej kapeli The Pretty Reckless, ale gdy zagłębimy się w karierę Taylor Momsen dostrzeżemy, iż dobre ćwierć wieku wcielała się ona w postać Cindy Lou Who w legendarnym filmie “Grinch: Świąt nie będzie“. Dziś wokalistka postanowiła przypomnieć sobie czasy, gdy klimat świąt faktycznie ją fascynował, i przy pomocy zespołu zarejestrowała epkę, która może być niezłym antidotum na popowe christmasowe przeboje.

Czytaj dalej RECENZJA: The Pretty Reckless “Taylor Momsen’s Pretty Reckless Christmas” (2025) (#1660)