#981 Mariah Carey “Glitter” (2001)

2001 rok. Po spełnieniu swoich zobowiązań wobec wytwórni Sony Mariah Carey przechodzi do Virgin Records. Jej umowa z labelem opiewa na sto milionów dolarów. Musi tylko nagrać pod skrzydłami wytwórni pięć płyt, ale ma artystyczną wolność. W tym samym czasie sypie się jej prywatne życie, pogorszeniu ulega zdrowie psychiczne. W tym całym zamieszaniu powstaje towarzysząca filmowi “Glitter” płyta, która – jakby mało ostatnio pecha było w życiu Carey – premierę ma 11 września 2001 roku – dniu, w którym mało kogo interesowały wydarzenia z show biznesu.

Czytaj dalej #981 Mariah Carey “Glitter” (2001)

#979 The Black Keys “Let’s Rock” (2019)

The mercy seat is waiting and I think my head is burning and in a way I’m yearning (…) and I’m not afraid to die śpiewał Nick Cave w latach 80., wcielając się w postać zbrodniarza skazanego na śmierć na krześle elektrycznym. Trzy dekady później podobna egzekucja zainspirowała duet The Black Keys. Na okładce jego dziewiątej studyjnej płyty widnieje elektryczne krzesło, a tytuł “Let’s Rock” jest niczym innym jak tylko ostatnimi słowami kryminalisty*, który przed rokiem skazany został na śmierć. Mrocznie? Kontrowersyjnie? Ani przez chwilę.

Czytaj dalej #979 The Black Keys “Let’s Rock” (2019)

#978 Thom Yorke “Anima” (2019)

W czerwcu 2019 roku w wybranych miastach na całym świecie zaczęła reklamować się firma ANIMA Technologies, która swoją ofertę kierowała do osób mających problem z zapamiętywaniem snów, oferując im urządzenie zwane Dream Camera. Brzmi jak zalążek scenariusza do filmu sci-fi? Tymczasem w tak osobliwy sposób swój nowy album zaanonsował Thom Yorke. Płyta “Anima” uchodzić może za zapis długiego, głębokiego, przesiąkniętego niepokojem snu. Lepszej rekomendacji fikcyjna korporacja wymarzyć sobie nie mogła.

Czytaj dalej #978 Thom Yorke “Anima” (2019)

#977 Lizzo “Cuz I Love You” (2019)

Dość długo Lizzo (a właściwie Melissa Viviane Jefferson) zajęło ściągnięcie na siebie uwagi mediów i słuchaczy. Działała w paru zespołach, a w 2013 roku nakładem małej wytwórni wydała debiutancki, solowy krążek “Lizzobangers”. Na mojej drodze dorodna Amerykanka stanęła dopiero po premierze “Cuz I Love You”, dlatego też jej początki nieźle mną wstrząsnęły. “Lizzobangers” oraz “Big GRRRL Small World” pełne były hip hopowych bitów i konkretnych rymowanek. Lizzo była świetną alternatywą dla fanów kobiecego rapu, których nie zadowalało plastikowe oblicze Nicki Minaj. Tegoroczną płytą artystka podąża w innym kierunku.

Czytaj dalej #977 Lizzo “Cuz I Love You” (2019)

#976 Mark Ronson “Late Night Feelings” (2019)

Mark Ronson to prawdziwy człowiek renesansu. Produkuje, czasem robi za DJ’a, opanował grę na wielu instrumentach, pisze teksty. Potrafi znaleźć wspólny język z Macy Gray, Christiną Aguilerą, Lady Gagą, Queens of the Stone Age i Lily Allen. Na koncie ma Oscara (za “Shallow”), kilka statuetek Grammy i rekord Guinnessa za utwór “Uptown Funk”. I chociaż najczęściej stoi w cieniu swoich przyjaciół, co jakiś czas wydaje płyty pod własnym nazwiskiem.

Czytaj dalej #976 Mark Ronson “Late Night Feelings” (2019)

#975 Vampire Weekend “Father of the Bride” (2019)

Kiedy przed paroma laty zaczęła się moja przygoda z indie rockiem, na celowniku miałam także zespół o intrygującej nazwie Vampire Weekend. Wydawali wówczas swój trzeci studyjny krążek, “Modern Vampires of the City” (okładka tego albumu nadal należy do moich ulubionych artworków ostatnich lat). Zrobił się spory szał, ale mi ciężko przechodziło się przez tę płytę. Podobnie jak dwie ją poprzedzające – “Vampire Weekend” i “Contra”. Planuję dać im jeszcze szansę, ale na razie mój czas pochłania nowość sygnowana nazwą wampirzego zespołu.

Czytaj dalej #975 Vampire Weekend “Father of the Bride” (2019)