RECENZJA: Bleachers “Everyone for Ten Minutes” (2026) (#1710)

Bleachers nigdy nie byli zespołem, który rozpala wyobraźnię publiczności na poziomie największych gwiazd. Trudno zresztą, by było inaczej, gdy ich lider od lat funkcjonuje przede wszystkim jako architekt sukcesów innych. Jack Antonoff należy do najbardziej wpływowych postaci współczesnego popu. Współpracował z m.in. Taylor Swift, Laną Del Rey czy Sabriną Carpenter współtworząc brzmienie, które w ostatnich latach zdominowało listy przebojów. Paradoks polega na tym, że sam zespół Bleachers pozostaje raczej w cieniu. Tym bardziej warto przyjrzeć się albumowi “Everyone for Ten Minutes”. Jack pod uwagę bierze tu przede wszystkim własne życzenia.

Czytaj dalej RECENZJA: Bleachers “Everyone for Ten Minutes” (2026) (#1710)

RECENZJA: The Smiths “The Queen Is Dead” (1986) (#1704)

Nie trzeba zbytnio siedzieć w muzyce gitarowej by mieć świadomość tego, iż album “The Queen Is Dead” brytyjskiej formacji The Smiths jest dziełem epokowym. Kultowym. Przewrotowym. Status płyty, od premiery której mijają właśnie cztery dekady, nie wynika wyłącznie ze stałej obecności na listach najlepszych albumów wszech czasów, lecz z faktu, iż kolejne pokolenia słuchaczy wciąż mogą odnajdywać w tych piosenkach własne niepokoje, marzenia i poczucie outsiderstwa. Nikt tak bardzo nie sądził, że świat go nie rozumie, jak Morrissey.

Czytaj dalej RECENZJA: The Smiths “The Queen Is Dead” (1986) (#1704)

RECENZJA: Olivia Rodrigo “You Seem Pretty Sad for a Girl So in Love” (2026) (#1703)

Od momentu wydania debiutanckiego albumu “Sour” w 2021 roku Olivia Rodrigo pozostaje jedną z najważniejszych wokalistek współczesnej sceny pop. Ogromny sukces pierwszej płyty -a następnie bardzo dobrze przyjętego następcy “Guts” – sprawił, że wraz z zainteresowaniem przyszła również presja. Każdy kolejny ruch artystki był obserwowany przez słuchaczy oczekujących następnej porcji chwytliwych, pop rockowych hymnów o złamanym sercu i dorastaniu. Na trzecim albumie, “You Seem Pretty Sad for a Girl So in Love”, Rodrigo postanawia jednak nieco oddalić się od formuły, która zapewniła jej status gwiazdy. Z jakim efektem?

Czytaj dalej RECENZJA: Olivia Rodrigo “You Seem Pretty Sad for a Girl So in Love” (2026) (#1703)

RECENZJA: Hannah Storm “It Will Never Be The Right Time” (2026) (#1697)

Hannah Storm, norweska wokalistka, przez ostatnie kilka lat rozwijała swoją karierę stopniowo budując wokół swej twórczości atmosferę intymności. Artystka, początkowo związana z Oslo, przeniosła się w 2021 roku po podpisaniu kontraktu z Made Management do Bergen. Decyzja ta przyspieszyła jej muzyczny rozwój i pozwoliła na współpracę z producentami mającymi na koncie kształtowanie brzmienia m.in. Sigrid i Aurory. Po latach nagrywania pojedynczych singli Hannah gotowa była na płytowy debiut. Nawet, jeśli twierdziła – idąc tropem jego tytułu – że nigdy nie będzie odpowiedniego czasu.

Czytaj dalej RECENZJA: Hannah Storm “It Will Never Be The Right Time” (2026) (#1697)

RECENZJA: Wolf Alice “My Love Is Cool” (2015) (#1696)

Grupa Wolf Alice założona została w 2010 roku przez Ellie Rowsell i Joffa Oddiego. Początkowo funkcjonowali jako folkowy duet, a dopiero później – już po dołączeniu basisty Theo Ellisa oraz perkusisty Joela Ameya – postanowili skręcić w stronę indie rocka, shoegaze’u i grunge’u. Wydawali pojedyncze single, skromne epki i powoli zdobywali uwagę brytyjskiej prasy muzycznej, wypracowując reputację jednego z najbardziej obiecujących młodych gitarowych zespołów z Wysp Brytyjskich. W 2015 roku doczekali się płytowego debiutu, “My Love Is Cool”.

Czytaj dalej RECENZJA: Wolf Alice “My Love Is Cool” (2015) (#1696)

RECENZJA: Lykke Li “The Afterparty” (2026) (#1693)

Czasy, gdy Lykke Li elektryzowała tłumy i bez wysiłku nadawała ton alt popowi, wydają się należeć do innej epoki. “The Afterparty” Szwedka wydaje z pozycji artystki, na której nie ciąży już presja wielkich komercyjnych oczekiwań. Nowym krążkiem, jak sama zapowiadała, wchodzi w swoją egzystencjalną erę. Wokalistka nie ucieka od mroku, tylko siada z nim przy jednym stole i stara się go oswoić. Mówi także, że to może być jej ostatni krążek. Dla mnie brzmi to na prowokację wobec słuchacza. Bo przecież mamy w zwyczaju rzucać się na to, co zaraz zniknie. Jak w takim razie wypada ta jej pożegnalna muzyka?

Czytaj dalej RECENZJA: Lykke Li “The Afterparty” (2026) (#1693)

RECENZJA: Hemlocke Springs “The Apple Tree Under the Sea” (2026) (#1686)

Na Hemlocke Springs trafiłam w 2023 roku przy okazji jej epki “Going…Going…GONE!”. Już wtedy trudno było przejść obok tej muzyki obojętnie. Brzmiała jak kolorowy kolaż dźwięków. Trochę przypadkowych, trochę celowo porozrzucanych, tak jakby testowała granice popu i sprawdzała, ile jeszcze można z niego wcisnąć. Było w tym coś chaotycznego, ale jednocześnie intrygującego. Dlatego kiedy zapowiedziała pełnoprawny album, pojawiła się ciekawość – czy ten eklektyczny styl udźwignie dłuższą formę, czy rozpadnie się pod własnym ciężarem. Sięgając po “The Apple Tree Under the Sea” staram się znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Czytaj dalej RECENZJA: Hemlocke Springs “The Apple Tree Under the Sea” (2026) (#1686)

RECENZJA: Arlo Parks “Ambiguous Desire” (2026) (#1685)

Po znakomicie przyjętym debiucie “Collapsed in Sunbeams”, który uczynił z Arlo Parks jedną z najbardziej wrażliwych autorek swojego pokolenia, przyszło “My Soft Machine” – krążek powstający już w cieniu zmęczenia i presji. Sama wokalistka przyznawała, iż w tamtym okresie była bliska utraty tej świeżości i emocjonalnej szczerości, które zadecydowały o jej wcześniejszym sukcesie. Tegoroczny projekt “Ambiguous Desire” jest próbą złapania chwil, które umknęły Arlo z racji rozpoczętej w młodym wieku kariery. Chciała poczuć, jak to jest być wciągniętą w wir nocnego życia. Poszukiwała spontaniczności i klubowej energii. Wypalenie odczuwalne na poprzedniej płycie chciała zamienić tym razem w euforię. Z jakim skutkiem?

Czytaj dalej RECENZJA: Arlo Parks “Ambiguous Desire” (2026) (#1685)

RECENZJA: Ralph Kamiński “Góra” (2026) (#1683)

Najnowsza płyta Ralpha Kamińskiego, “Góra”, zdaje się domykać to, co polski artysta rozpoczął dekadę temu na albumie “Morze”. Zmienił krajobraz, ale muzycznie zatoczył koło. Powrócił do podobnych środków wyrazu, choć już z bagażem doświadczeń i większą świadomością artystyczną. Po popowym, przebojowym i chętnie nawiązującym do lat 80. i 90. “Balu u Rafała” wokalista brzmi, jakby jego impreza się skończyła, a jej miejsce zajęło kameralne spotkanie pełne emocji i wrażliwości.

Czytaj dalej RECENZJA: Ralph Kamiński “Góra” (2026) (#1683)

RECENZJA: James Blake “Trying Times” (2026) (#1681)

Muzyka Jamesa Blake’a towarzyszy mi od ponad dekady. Jednocześnie po okresie intensywnej fascynacji krążkiem “Assume Form” – zahaczającej nawet o lekką obsesję – niewiele z późniejszych wydawnictw Brytyjczyka naprawdę mnie zatrzymało na dłużej. Słuchałam, doceniałam, ale rzadko która płyta potrafiła znów tak mocno wniknąć w codzienność. Premiera “Trying Times” przeszłaby obok mnie niemal niezauważona gdyby nie singiel “Death of Love” biorący mnie z zaskoczenia odważnym samplem z twórczości Leonarda Cohena. Dla mnie, osoby od lat przywiązanej do jego muzyki, był to przypadek trudny do zignorowania. Ciekawa byłam, co jeszcze skrywa to wydawnictwo.

Czytaj dalej RECENZJA: James Blake “Trying Times” (2026) (#1681)