#1006 Nick Cave and the Bad Seeds “Ghosteen” (2019)

And it’s alright now. Takimi słowami ostatni album swojego zespołu kończył Nick Cave. Album, o czym zapominać nie należy, zrodzony z tęsknoty, żalu i smutku po nagłym odejściu ukochanej osoby. Australijski artysta wydawnictwem “Skeleton Tree” rozpracowywał swoją żałobę po stracie syna, który zginął śmiercią tragiczną. I jeśli płytę tę nazwać można powolnym zamykaniem oczu, tak “Ghosteen” jest przechadzką po świecie snów, w których często przewija się motyw morza*. Everybody’s losing someone. It’s a long way to find peace of mind śpiewa w jednej z piosenek Nick i już wiemy, że nic jeszcze nie jest w porządku.

Czytaj dalej #1006 Nick Cave and the Bad Seeds “Ghosteen” (2019)

#1005 Iggy Pop “Free” (2019)

Iggy Pop, wokalista nazywany ojcem chrzestnym muzyki punk, w ostatnich latach lubi rzucać się w wir intrygujących projektów. Przed rokiem wydał epkę z elektronicznym zespołem Underworld (“Teatime Dub Encounters”), a dopiero co przeistoczył się w tęskniącego za smakiem kawy zombiaka w filmie “Truposze nie umierają”. W przed tym wszystkim była wyprodukowana przez Josha Homme’a płyta “Post Pop Depression”, która sprawiła, że zainteresowałam się postacią Iggy Popa. Końcówka lata przyniosła nam następczynię tego krążka. “Free”  niepokojąco zbliża się do “Blackstar” Davida Bowiego. Czyżby siedemdziesięciodwuletni wokalista chciał zostawić nam podobną wiadomość, co jego zmarły znajomy?

Czytaj dalej #1005 Iggy Pop “Free” (2019)

#1000 Melanie Martinez “K-12” (2019)

Jeszcze przed chwilą Crybaby kręciła się na karuzeli, poznawała alfabet i bawiła się lalkami. Dziś zaczyna edukację i zostaje uczennicą tajemniczej placówki K-12 Sleepaway School. Nie będzie to dla niej czas łatwy, lekki i przyjemny. Losy dziewczyny na porcję piosenek po raz drugi przełożyła Melanie Martinez – amerykańska wokalistka, która mimo młodego wieku (rocznik ’95) przekonała się, jak nietrwały bywa dobry PR. Po skandalu ze swoim udziałem zniknęła, ale wolny czas poświęciła na projekt “K-12”.

Czytaj dalej #1000 Melanie Martinez “K-12” (2019)

#999 Chelsea Wolfe “Birth of Violence” (2019)

Amerykańska naczelna czarownica, Chelsea Wolfe, nie robi sobie dłuższych przerw i regularnie, co dwa lata, raczy nas nowym albumem. I chociaż pozostaje wierna swojemu lekko nawiedzonemu stylowi, za każdym razem z podobną ekscytacją czekam na jej nowe muzyczne dziecko. Tegoroczna nowość zatytułowana została szumnie i patetycznie, ale jednocześnie złowrogo. Zawartość płyty ukrytej pod szyldem “Birth of Violence” potrafi jednak zrobić niespodziankę.

Czytaj dalej #999 Chelsea Wolfe “Birth of Violence” (2019)

#997 Bat For Lashes “The Bride” (2016)

Płyta “The Sun” z 2009 roku niespodziewanie uczyniła z Natashy Khan międzynarodową gwiazdę, co w kontekście art rockowej zawartości wydawnictwa było rzeczą niezwykłą. Zainteresowanie legitymującą się pseudonimem Bat For Lashes artystką podtrzymał wydany trzy lata później krążek “The Haunted Man”. Mniejsze przywiązanie do płyty czuła za to sama wokalistka, której oporniej szło nagrywanie prostszych, nastawionych (zgodnie z oczekiwaniami wytwórni) na komercyjny sukces piosenek. Radość z tworzenia odnalazła przy okazji kompletowania “The Bride” – taki paradoks, bo płyta zdecydowanie do wesołych nie należy.

Czytaj dalej #997 Bat For Lashes “The Bride” (2016)

#994 Lana Del Rey “Norman Fucking Rockwell” (2019)

Kiedy w pierwszej połowie ubiegłego wieku malarz i ilustrator Norman Rockwell publikował swe dzieła, krytycy nie byli zachwyceni. Nie były to obrazy zbyt wymyślne czy nadające się do wieszania w muzeach. Bo i sam Rockwell nie był postacią tajemniczą, wyrafinowaną czy oderwaną od rzeczywistości. W swoich pracach przedstawiał codzienne życie białej, amerykańskiej klasy średniej. Dziś jego prace są ponadczasowe, lecz jednocześnie wspaniale nostalgiczne. Po wysłuchaniu “Norman Fucking Rockwell” Lany Del Rey przestaje dziwić wybór patrona nowego albumu wokalistki.

Czytaj dalej #994 Lana Del Rey “Norman Fucking Rockwell” (2019)

#991 Jungstötter “Love Is” (2019)

Fabian Altstötter, Niemiec występujący pod pseudonimem Jungstötter, nie jest żadną niezapisaną kartką papieru. Tak przynajmniej swojego artystę przedstawia agencja, która go reprezentuje. I chociaż na początku słowa te mogą wydawać się przesadzone (wchodzimy na Spotify i dostrzegamy, że wokalista ma na koncie tylko jeden album – i to wydany dopiero co), po pierwszych dźwiękach odkrywamy już, że Jungstötter dobrze wie, co robi.

Czytaj dalej #991 Jungstötter “Love Is” (2019)