BONUSLAND: Jade “That’s Showbiz Baby!”

Nie zdążył opaść kurz po premierze “That’s Showbiz Baby!” a Jade, autorka tego całego zamieszania, już podgrzewała atmosferę karmiąc nas wizją rozszerzonej edycji swojego debiutanckiego wydawnictwa. To ostatecznie ukazało się z początkiem grudnia pod szyldem “That’s Showbiz Baby! The Encore” i zawiera aż osiem dodatkowych kompozycji. Pora im się przyjrzeć i ocenić, czy z utworów początkowo wrzuconych do szuflady Jade też może być dumna.

“That’s Showbiz Baby!” pokazało Jade jako artystkę, która naprawdę lubi robić z popu spektakl. Album promowały m.in. “Angel Of My Dreams”, “Fantasy”, “IT Girl” i “FUFN”, które od razu złapały słuchaczy swoim elektropopowym rozmachem i klubową energią. Płyta zadebiutowała na 3. miejscu brytyjskiej listy bestsellerów sprzedając się w nakładzie przeszło 23 tysięcy kopii. Powoli spływają już przygotowywane przez branżowe magazyny podsumowania 2025 roku, w których album jest częstym gościem, udowadniając, że eksperymentalny, mało radiowy pop w stylu Jade jest dziś czymś docenianym.

Jedną z umieszczonych na reedycji piosenek poznaliśmy na kilka miesięcy przed ukazaniem się standardowej wersji albumu. “Frozen”, bo o niej mowa, jest coverem wielkiego przeboju Madonny z lat 90. Jade podeszła z szacunkiem do oryginału. Nadała mu bardziej melancholijnego, nowoczesnego klimatu, zachowując jego mroczny, lodowaty wydźwięk. Elektroniczna poezja i perełka deluxe. Do gustu przypadły mi także nagrania “Use Me” (intensywny, rytmiczny elektropop o tanecznym refrenie) oraz “If My Heart Was a House” (uroczy pop w średnim tempie z paroma mocniejszymi, wibrującymi hookami). Lubię także “Tar”, choć nie do końca podoba mi się minutowa cisza przed wejściem melodii i nagłe zakończenie. Sam utwór brzmi surowo, gitarowo i aż na usta ciśnie się pytanie, czy na kolejnym krążku Jade chce wejść w swoją alternatywną erę?

Zanim jednak wokalistka znów zniknie nam z oczu, zaprasza na porcję tanecznych kawałków. Mamy tu “Church” o potężnej produkcji i zabarwioną lekkim dramatyzmem atmosferą. Upbeatowe, klubowe “This Is What We Dance For”, które brzmi jak nowy hymn na cześć tańca, który pomaga uciec od problemów. O “Dreamcheater” i rhythm’and’bluesowym “Best You Could” powiedzieć mogę jako o kompozycjach, które zwyczajnie wypełniać mają przestrzeń, zbyt wiele po sobie nie zostawiając. 

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *