RANKING: płyty Florence + The Machine

Od niemal piętnastu lat brytyjska kapela Florence + The Machine pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych projektów na współczesnej scenie indie. Zespół dorobił się już bogatej, zróżnicowanej dyskografii, w której znajdziemy zarówno monumentalne, stadionowe hymny, jak i intymne kompozycje. Oto mój subiektywny ranking wszystkich studyjnych albumów wydanych przez Welch i jej świetnie naoliwioną maszynę.

6. High As Hope (2018)

“High as Hope” jest najbardziej intymnym i stonowanym albumem brytyjskiego zespołu stojącym w opozycji do rozmachu znanego z “How Big, How Blue, How Beautiful” czy “Ceremonials”. Dominują tu za to kameralne melodie, delikatne harmonie i poetycki nastrój. Teksty kręcą się wokół tematyki miłości, samotności i rodziny. Płyta jest jednak trudna do pełnego pokochania (chwilami wieje nudą), choć stanowiła ważny rozdział w tamtym momencie kariery Welch i spółki – dawała chwilę wytchnienia oraz pokazywała nam bardziej kobiecą, liryczną stronę Florence.

Warto: Big God, Sky Full of Songs, The End of Love

5. How Big, How Blue, How Beautiful (2015)

Zainspirowany Kalifornią krążek jest porzuceniem baśniowego klimatu poprzednich albumów i skupieniem się na realistycznych przeżyciach. Nie tylko w warstwie lirycznej, ale przede wszystkim samych aranżacjach. Zamiast harf, wiolonczel czy nadmiernej ornamentyki album przynosi prostsze, ale mocniejsze rockowe brzmienia. “How Big, How Blue, How Beautiful” ma koncertowy rozmach i momenty bardzo udane (“Various Storms & Saints”!), ale traci część magii z wcześniejszych płyt. I chociaż dla wielu krążek ten jest fan favorite, ja nie umiem się nim zachwycać.

Warto: St Jude, What Kind of Man, Various Storms & Saints

4. Everybody Scream (2025)

Ubiegłoroczne “Everybody Scream” Florence + The Machine jest albumem oferującym mroczną, rytualną i pełną duchowej symboliki podróż, w której Florence odchodzi od bardziej przebojowej energii znanej z “Dance Fever” na rzecz refleksyjnego, magicznego klimatu inspirowanego czarami, mitologią i ludowymi strachami. Płyta nie oferuje tylu natychmiastowych piosenek, które zapadają w pamięć od pierwszego odsłuchu, ale rekompensuje to konsekwentnym, dojrzałym budowaniem nastroju. Nawet jeśli ten krążek nie porywa od razu, czuć w nim konsekwencję, odwagę i szczerość. 

Warto: Everybody Scream, One of the Greats, You Can Have It All

3. Lungs (2008)

Eksplozja emocji, dramatyzm i mistycyzm. Wianki. Młodzieńcza pasja, teatralność, folkowa baśń. Tak po latach wspominam album “Lungs”, który uczynił z Florence i spółki jednych z najważniejszych przedstawicieli współczesnej sceny indie. Wszystkie utwory tu zawarte tworzą spójną całość – niczym elementy puzzli – a kluczowym atutem płyty jest potężny, pełen pasji wokal Welch. “Lungs” to zespół, który lubił eksperymentować z instrumentarium (pojawiają się tu m.in. dźwięki harfy i organów) osiągając przy tym baroque popowo-art rockowy efekt. Płyta jest jednym z najbardziej pasjonujących debiutów XXI wieku, zaskakując rozmachem.

Warto: I’m Not Calling You a Liar, Girl with One Eye, Drumming Song

2. Ceremonials (2011)

Płyta-legenda. Płyta, która udowodniła niedowiarkom, że Florence + The Machine nie są tylko sensacją jednego sezonu. Zespół pokazał, że jest artystycznie wyjątkowym projektem. “Ceremonials” to muzyka, której nie da się zaszufladkować. Choć pod względem stylu nie mamy tu rewolucji w porównaniu do debiutu, otrzymujemy znacznie bardziej przemyślaną i spójną całość o glamour sznycie. Głośne, bogate instrumentarium nadało płycie niemal epicki charakter. “Ceremonials” jest dziełem ambitnym, emocjonalnym i artystycznie dopracowanym. Nie jest to może muzyka dla każdego, ale ci, którzy doceniają rozmach i bogactwo brzmienia, może traktować go jak naprawdę fascynującą podróż.

Warto: Spectrum, Lover to Lover, What the Water Gave Me

1. Dance Fever (2022)

Album, którego nie chciałam przez długi czas wypuścić z rąk. Jedyny powód, dla którego pojawiłam się na OWF w 2022 roku. Po mniej interesujących krążkach Florence i spółka powrócili w świetnym stylu. Krążek powstał w trakcie pandemii, gdy Florence bardzo zatęskniła za wspólnym tańczeniem, gwarem i życiem na scenie. Z tej tęsknoty powstała rewelacyjna płyta, która w swojej koncertowej wersji robi jeszcze większe wrażenie. słucha się jej z prawdziwym zachwytem i nie można się od niej oderwać. Mamy tu idealną równowagę między szybszymi, bombastycznymi numerami a balladami, co nadaje “Dance Fever” spójności i głębi. To materiał autentyczny, szczery i włożony z serca. 

Warto: Cassandra, Daffodil, Prayer Factory

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “RANKING: płyty Florence + The Machine”

  1. Twój ranking nie różni się zbytnio od mojego. W moim sercu wciąż najwięcej miejsca zajmują “Ceremonials” i “Lungs”, a tuż za nimi są “Dance Fever” i “Everybody Scream”. Nie wiem, czy ostatnie miejsce należy do “HBHBHB” (które jak zauwazyłaś pozbawione jest magii) czy “High as Hope” ze swoją słabą produkcją (chociażby zmasakrowana “Patricia” i niewykorzystany potencjał “100 Years”).
    Pozdrawiam 😊

Odpowiedz na „SzafiraAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *