Relacja z koncertu Michelle Gurevich

Marcowy koncert Michelle Gurevich w poznańskim klubie Tama był kolejnym dowodem na to, że Polska pozostaje jednym z najważniejszych punktów na mapie jej koncertowych podróży. Artystka wraca tu regularnie, a jej występy niemal zawsze spotykają się z ciepłym przyjęciem. Poznań nie jest więc jedynie przystankiem na trasie. Jest raczej naturalnym miejscem spotkania publiczności z muzyką, która zdaje się szczególnie korespondować z wrażliwością Europy Środkowo-Wschodniej.

Nie było to moje pierwsze zetknięcie się z piosenkami Michelle w ich koncertowej wersji. Prawie dekadę temu, na krótko po premierze albumu “New Decadence” (swoją drogą po dziś dzień mój ulubiony element jej dyskografii), artystka zawitała do nieistniejącego już klubu Project Lab. W tej ciemnej przestrzeni melancholijne, inspirowane retro kompozycje prowadzone przez charakterystyczny, niski wokal artystki wybrzmiały szczególnie sugestywnie. Całość dopełniały osobiste anegdoty między piosenkami, dzięki którym koncert nabrał kameralnego klimatu. Dziewięć lat i trzy krążki później Gurevich miała okazję zaprezentować swą twórczość szerszej grupie odbiorców, bo przyznać muszę, iż wtorkowy występ zgromadził naprawdę sporą publikę i to o różnym przekroju wiekowym.

Na scenie artystka wystąpiła w towarzystwie dwóch innych muzyków (perkusja, gitara), tylko czasami samemu sięgając po instrument. Przez cały występ jej najważniejszym narzędziem i tak jest jej głos – niski, charakterystyczny, powściągliwy. Jej koncerty są może i oszczędne wizualnie, ale za to gęste od nastroju, który pamięta się na długo po ostatnich sekundach wieńczącej go kompozycji. Między utworami Gurevich co jakiś czas prowadzi krótki monolog, co przełamuje ciężar emocjonalny wielu nagrań i dodaje występowi kameralności, a jednocześnie wprowadza w tematykę niektórych utworów. Może wydawać się, że jej przemyślenia o pracowniczych benefitach w różnych zawodach czy starzeniu się są wyrwane z kontekstu, lecz nabierają sensu, gdy następują po nich kompozycje “Music Gets You Girls” i “Mrs. Robinson”. Sama Michelle postawiła na przekrój twórczości, nie pomijając żadnej ze swoich płyt. Z debiutanckiej “Party Girl” usłyszeliśmy m.in. “Friday Night”; “Show My the Face” reprezentował kawałek tytułowy; o erze “Let’s Part in Style” przypomniało “Vacation From Love”. Wciąż gorąco przyjmowane są piosenki z “New Decadence” – “End of an Era” i “First Six Months of Love”. Na ulubieńców publiczności powoli wyrastają i nowości – szczególnie mocne “Kosovo” i “Goodbye My Dictator”.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *