#320 Coldplay “A Rush of Blood to the Head” (2002)

 

Zespół Coldplay poznałam za sprawą krążka “Viva La Vida”. Potem nadszedł czas na elektroniczne “Mylo Xyloto” i się zaczęło. Nie sądziłam, że muzyka Coldplay aż tak będzie na mnie działać. Dziwne byłoby, gdybym za chwilę nie sięgnęła po pierwsze albumy w dyskografii tej czwórki mężczyzn z Wielkiej Brytanii. Studyjne krążki pochłonęłam w mgnieniu oka. Postanowiłam jednak zrecenzować “A Rush of Blood to the Head”. Nie tylko dlatego, że płyta ta została zgłoszona do recenzji. Po prostu chciałam się z wami podzielić tym, co czuję, kiedy jej słucham.

“A Rush of Blood to the Head” to drugi album Coldplay. Poprzedni, “Parachutes”, sprawił, że o zespole z Wielkiej Brytanii stało się głośno na całym świecie. Debiut rozszedł się w ponad 8 milionach egzemplarzy i przyniósł takie hity jak “Yellow” czy “Trouble”. Taki wyczyn trudno powtórzyć. Wiele osób miało nadzieję, że Coldplay to sezonowy zespół, którego gwiazda zabłysła tylko na chwilę. Jak bardzo się przeliczyli! “A Rush of Blood to the Head” było jeszcze bardziej chwalone przez krytyków i słuchaczy. Przysporzyło zespołowi nowych sympatyków nie tylko w Europie, ale i za oceanem, gdzie zakupiło go ponad 4 miliony ludzi. Na dokładkę dodam, że płyta znalazła się na 473. miejscu najlepszych albumów wszech czasów magazynu “Rolling Stones”.

Dobra, tyle liczb. Trzeba przejść do konkretów. Między “Parachutes” a drugim krążkiem jest sporo różnic. Przede wszystkim “A Rush of Blood to the Head” to album bardziej przemyślany i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Bardziej rockowy, bogatszy w dźwięki i emocje. Wrażliwszy. Przyjemny, ale przede wszystkim jakiś. Zajmujący, nie pozwalający przejść obok siebie obojętnie oraz… idealny.

Nie będę już po raz kolejny zaczynać recenzji płyty Coldplay od podkreślenia, jaki to Chris Martin ma cudowny głos. To, mam nadzieję, już zapamiętane? Pochwalić chciałam pozostałych członków zespołu za muzykę, jaką przygotowali do tych utworów. Gitary, perkusja, pianino. Świetne wykonanie, cudowna, konkretna muzyka i niebanalne teksty przekładają się na sukces.

Pierwszym singlem z drugiej płyty wybrana została piosenka “In My Place”. Coldplay nagrali ją podczas prac nad “Parachutes”, ale ostatecznie znalazło się dla niej miejsce na “A Rush of Blood to the Head”, co było dobrym posunięciem. Zakochałam się w niej niemalże od razu. Jest to prosty, ale chwytliwy kawałek. Kolejnym singlem wybrano balladę “The Scientist”. To jeden z najmocniejszych punktów na płycie! Prawdziwa perełka, urokliwy, chwytający za serce utwór. Cudowne delikatne dźwięki pianina wspaniale komponują się z wokalem Chrisa. Nie jest to na szczęście jedyna ballada na albumie. Kolejną (moim zdaniem nawet lepszą) jest “Green Eyes”. Na początku nie zwracałam na to nagranie większej uwagi. Do czasu. Usiadłam, posłuchałam i… zatraciłam się w tych dźwiękach. Za każdym razem kiedy jej słucham, czuję się tak, jakby zespół grał ją tylko dla mnie (tak, mam zielone oczy). Tytułowy utwór – “A Rush of Blood to the Head” – również można zaliczyć do spokojniejszych. Do czasu… . Refren jest mocny, zdecydowany. Stanowi świetny kontrast do powolnych i stonowanych zwrotek. Uwielbiam tekst do tego utworu:

I’m gonna buy a gun and start a war, if you can tell me something worth fighting for and I’m gonna buy this place, is what I said, blame it upon a rush of blood to the head (PL: Mam zamiar kupić broń i rozpętać wojnę, jeśli powiesz mi coś, o co warto walczyć, mam zamiar kupić to miejsce, tak, jak mówiłem i zrzucić całą winę na uderzenie krwi do mózgu).

Ostatnia piosenka zwalnia jeszcze bardziej. “Amsterdam” to wolny, cichy utwór. Nie wpada w ucho tak szybko jak inne piosenki  na tym krążku, ale warto dać mu szansę i uważnie się w niego wsłuchać. Nie należy pomijać stonowanego, prostego nagrania “Warning Sign”, które wprowadza słuchacza w błogi nastrój i stanowi świetny kontrast do czającego się zaraz za nim utworu “A Whipser”.

No właśnie, było już o balladach, a przecież album Coldplay to również ostrzejsze, rockowe kompozycje ze świetnym, tajemniczym a nawet nieco psychodelicznym “A Whisper” na czele. Udanym utworem jest również otwierające album “Politik”. To bardzo głośny numer. Mocne gitary, perkusja i silny wokal Chrisa składają się na sukces. Obok tego kawałka nie da się przejść obojętnie. Podobnie jak obok “Clocks”, które przez wielu uznawane jest jednym z najlepszych nagrań Coldplay. Nie bez przyczyny. Wartymi uwagi są również dwie inne piosenki – “Daylight” oraz “God Put a Smile Upon Your Face”.

Po raz pierwszy “A Rush of Blood to the Head” słuchałam w październiku ubiegłego roku. Wówczas dużego wrażenia na mnie nie zrobiło. Odłożyłam na półkę. Kiedy sięgnęłam ponownie – wpadłam. Świetna muzyka, przemyślane teksty oraz cudowny wokal Chrisa Martina zawładnęły mną na dobre. Znam już wszystkie studyjne albumy Coldplay i szczerze mogę powiedzieć, że ten jest najlepszy. Jestem nim zachwycona.

19 Replies to “#320 Coldplay “A Rush of Blood to the Head” (2002)”

  1. no wreszcie 😀 album jak zwykle genialny najlepsze numery to moim zdaniem Politik i Warning Sign (jeden z najsmutniejszych jak dla mnie numerów Coldplay) głos Chrisa to magia i tyle, szkoda ze nie mogłam być na ich koncercie w Warszawie, ale może jeszcze kiedyś się uda, całusy dla ciebie i chwała że potrafisz docenić ich muzyke nad którą moim zdaniem trzeba posiedzieć żeby docenić jej piękno. 🙂
    oceń jeszcze x&y bo to też genialna płyta <3

  2. zgadzam się z oceną. Coldplay ma w swoich piosenkach to coś czego, każdy szuka. Trzeba tylko potrafić to znaleźć w odpowiedniej piosence. Uwielbiam ten zespół.
    NN na blogu http://emms-watson.blog.pl zapraszam 😀

    emms-watson.blog.pl / hathaway-anne.blog.pl

  3. Zachęciłaś do posłuchania albumu:) Paradise uwielbiam, nawet nie pomyślałabym, że teledysk ma tak fajne przesła(o)nie 🙂 u mnie 2nn 🙂 [love-ashley]

  4. Płyta jest dobra, ale muszę jej jeszcze dokładniej posłuchać. Ale bardzo podobają mi się dwie ostatnie piosenki.
    Nowa recenzja: “LAX” (EP) Brodka (fizzz-reviews.blogspot.com)

  5. Twój blog został nominowany do Liebster Blog Awards przez blondiee-graphics.blogspot.com

    PS.
    Co do recenzji to zupełnie się z tobą zgadzam…uwielbiam utwór “In My Place” ;D

Odpowiedz na „~FizzzAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *