#859 Bob Dylan “Highway 61 Revisited” (1965)

Zdążyło minąć pięć miesięcy a Bob Dylan postanowił wystawić swoich wielbicieli na jeszcze większą próbę, jakby sprawdzając, kto z nich wyruszy wraz z nim w dalszą podróż, a kto pozostanie i poszuka sobie nowego idola. O ile na poprzedzającym “Highway 61 Revisited” albumie “Bringing It All Back Home” artysta przemyca w kilku kompozycjach swoje folkowe korzenie, tak na szóstym studyjnym dziele mocniej zaprzyjaźnia się z pełnym zespołem, stając się ojcem chrzestnym folk rocka.

Czytaj dalej #859 Bob Dylan “Highway 61 Revisited” (1965)

#858 Bob Dylan “Bringing It All Back Home” (1965)


Zmiany w twórczości amerykańskiego głosu pokolenia, Boba Dylana, nie nadeszły wcale tak nagle i z zaskoczenia. Zaprezentowany w sierpniu 1964 roku album “Another Side of Bob Dylan” przyniósł małe, choć ważne modyfikacje. Swoje instrumentarium artysta rozszerzył o pianino, a tematykę kompozycji skierował na swoje miłosne problemy, odchodząc coraz bardziej od wytykania rządzącym błędów czy załamywania rąk nad dzisiejszym społeczeństwem. Na piątej studyjnej płycie “Bringing It All Back Home” idzie o krok dalej.

Czytaj dalej #858 Bob Dylan “Bringing It All Back Home” (1965)

#849 David Bowie “The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” (1972)

David Bowie przeszedł do historii nie tylko za sprawą masy przebojów oraz rewolucji, jakie swoją muzyką wywoływał, ale i wielu wcieleń, które towarzyszyły premierom kolejnych płyt. Tym pierwszym i najbardziej kultowym alter ego artysty był Ziggy Stardust – biseksualny muzyk z odległej galaktyki, który wraz ze swoim zespołem (The Spiders from Mars) przybywa na Ziemię, by zapobiec katastrofie. To właśnie jego historię na nuty Bowie przełożył na wydanym w 1972 roku albumie “The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”.

Czytaj dalej #849 David Bowie “The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars” (1972)

#811 Nick Cave and the Bad Seeds “The Good Son” (1990)

Końcówka lat 80. dla Nicka Cave’a – lidera australijskiej formacji Nick Cave and the Bad Seeds – była czasem bardzo nerwowym, niespokojnym i burzliwym. Artysta wpadł w nałóg narkotykowy, a jego uzależnienie jeszcze bardziej pogłębiło się podczas prac nad wydanym w 1988 roku krążkiem “Tender Prey”. Co ciekawe, to zmaganie się z własnymi demonami i tracenie kontaktu z rzeczywistością zaowocowało jedną z najlepszych płyt w karierze zespołu. Skoro naćpany Cave był w stanie stworzyć tak znakomite kompozycje, jego trzeźwa wersja poradzić sobie z tym zadaniem powinna jeszcze lepiej. Jak jest?

Czytaj dalej #811 Nick Cave and the Bad Seeds “The Good Son” (1990)

#800 Leonard Cohen “Death Of a Ladies’ Man” (1977)

Wydane w 1974 roku “New Skin for the Old Ceremony” było pierwszą płytą, z nagrywania której Leonard Cohen czerpał przyjemność. Szybko zaprzyjaźnił się z jej producentem, Johnem Lissauerem, z którym kontakt utrzymywał także po premierze wydawnictwa. Obydwaj zaczęli nawet wspólnie pracować nad kolejnymi kompozycjami, które trafić miały na album Cohena zatytułowany roboczo “Songs for Rebecca”. Niestety. Wmieszał się biznes.

Czytaj dalej #800 Leonard Cohen “Death Of a Ladies’ Man” (1977)

#771 Dan Auerbach “Waiting on a Song” (2017)

Ależ ten czas szybko leci – ciekawi mnie, ile razy ta myśl przemknęła Danowi Auerbachowi przez głowę w ciągu ostatnich tygodni. Chwilę temu z Patrickiem Carney’em świętowali 15-lecie debiutu The Black Keys “The Big Come Up”. Dwa lata minęły od powołania do życia jego nowego zespołu The Arcs, a trzy odkąd ukazała się współtworzona przez niego płyta “Ultraviolence” Lany Del Rey. Zajęty innymi projektami wokalista ze zdziwieniem musiał zauważyć, że jego solowy krążek, “Keep It Hid”, trafił w ręce słuchaczy osiem lat temu. Auerbach zabrał się do pracy i nagrał nową płytę, której z rąk w te wakacje raczej nie wypuszczę. Nawet, jeśli okładka ją zdobiąca jest tak jesienna.

Czytaj dalej #771 Dan Auerbach “Waiting on a Song” (2017)

#768 Harry Styles “Harry Styles” (2017)

Od autorki: to jest recenzja debiutanckiej płyty Harry’ego Stylesa. Postanowiłam potraktować go tak, jak na to zasługuje, i nie wypominać co chwilę, w jakim zespole musiał zaczynać swoją muzyczną karierę. Bez odbioru.

Kiedy w 2010 roku szesnastoletni Harry Styles przyszedł na przesłuchanie do jednej z edycji brytyjskiego X-Factora, nie mógł przypuszczać, że na wydanie solowej płyty poczekać będzie musiał siedem lat. W końcu jednak nadszedł jego czas. Imienny krążek szybko znajduje kolejnych nabywców. Singiel “Sign of the Times” hula po eterze (co bardzo mnie zaskoczyło, bo nie jest to typowy radio friendly kawałek). Czyżbyśmy mieli do czynienia z najgorętszym debiutantem 2017 roku, który oprócz dobrych wyników sprzedażowych może pochwalić się czymś ważniejszym – świetną muzyką?

Czytaj dalej #768 Harry Styles “Harry Styles” (2017)