#374 Editors “The Weight of Your Love” (2013)

Zainspirowana odbywającym się na początku lipca Open’er Festival (i pełna żalu, że nie uczestniczyłam w wydarzeniu) postanowiłam osłodzić sobie trochę życie i sięgnąć po album jednego z wykonawców. Rihanna, Miguel, Disclosure? Nie… miałam ochotę na coś (jeszcze) mi obcego. Coś, co zostałoby ze mną na dłużej niż jedno lipcowe popołudnie. I tak trafiłam na zespół Editors, który na początku miesiąca wydał czwarty studyjny album zatytułowany “The Weight of Your Love”. Przesłuchałam raz, drugi, dziesiąty. I wsiąkłam. Takiej muzyki potrzebowałam.

Editors to pochodzący z Wielkiej Brytanii zespół wykonujący muzykę indie rockową. Założony został dziesięć lat temu. Debiutancki album, “The Back Room”,  wydali w 2005 roku. Kolejne ukazywały się co dwa lata: “An End Has a Start” w 2007, “In This Light and on This Evening” w 2009. Na najnowszy fani musieli jednak czekać aż cztery. To dość czasu by zebrać materiał i nagrać świetny, poruszający krążek. Widziałam opinie fanów Editors na temat “The Weight of Your Love” i jestem w szoku. Cóż, kochajcie “Munich”, wspominajcie z rozrzewnieniem “Smokers Outside the Hospital Doors”, wracajcie często myślami do “Papillon”. Od “The Weight of Your Love” jednak wara. Jest to bowiem album, który sprawił mi tyle radości, że będę go bronić.

Zanim zabrałam się do recenzowania nowej płyty Editors, zapoznałam się z trzema poprzednimi albumami zespołu. Każdy jest na swój sposób dobry – mocny, gitarowy “The Back Room”; bardziej melancholijny “An End Has a Start” czy nieco elektroniczny “In This Light and on This Evening”. Cieszę się, że zespół nie stał w miejscu i się rozwijał, próbował nowych rzeczy. Muzyczną wędrówkę Editors kontynuuje również na “The Weight of Your Love”. Jest nieco lżej i bardziej elegancko, ale nadal Editors to Editors.

Album otwiera utwór “The Weight”, który jest zarazem moją ulubioną piosenką z repertuaru grupy. Ta niepokojąca, mroczna kompozycja porwała mnie od pierwszych dźwięków i sprawia, że ilekroć jej słucham, mam ciarki. Bardzo podoba mi się również tekst:

For a moment I felt the strength of your love, it was lightning, so strike down on me (PL: Przez moment poczułem siłę twojej miłości, to było jak piorun więc uderz we mnie).

Niby nic, ale wrażenie robi. Utwór “Sugar”, wbrew tytułowi, nie jest słodkim, pełnym cukru numerem. To raczej porządna rockowa kompozycja wzbogacona gdzieniegdzie syntezatorami. Podobnie jak “The Weight” należy do mojej czołówki. Uwielbiam też piękną, delikatną balladę “What Is This Thing Called Love” charakteryzującą się wspaniałą partią skrzypiec. Wielką niespodzianką jest Tom, który momentami śpiewa wysokim głosem. Z takiej strony go nie znałam. Ponownie natomiast pokazuje swoje bardziej rockowe oblicze w “Hyena”. To świetna, agresywna kompozycja. Ostatni utwór, który absolutnie zdobył moje serce, to ballada “Nothing”. Z “What Is This Thing Called Love” łączą ją smyczki. Całość jest jednak zupełnie inna – bardziej surowa, mroczniejsza. Pełna smutku, chwytająca za serce i powodująca, że mam łzy w oczach.

Pozostałe kompozycje przygotowane przez zespół tylko trochę ustępują tym wymienionym w poprzednim akapicie. Mamy tu jeszcze singlowe “A Ton of Love”, które słusznie wybrane zostało piosenką zapowiadającą “The Weight of Your Love”. Jest to bardzo przebojowy numer. Słuchając go łatwo się zapomnieć i razem z Tomem wykrzykiwać powtarzające się wielokrotnie słowo desire. Jest również rozbudzające po kilku balladach, szybkie i dynamiczne “Formaldehyde” oraz nie tak spokojne jak “Nothing” czy “What Is This Thing Called Love”, ale patetyczne, stadionowe “Honesty”. Warto sięgnąć też po łagodniejsze, ponure “Two Hearted Spiders”, spokojne, niepokojące “The Phone Book” oraz zamykające album, gubiące się nieco na tle pozostałych utworów “Bird of Prey”.

Poprzednie piosenki Editors były dobre. Po prostu. Jednak to na “The Weight of Your Love” znalazłam takie, które mnie zachwyciły i sprawiły, że od kilkunastu dni nie mogę się od płyty uwolnić i na nowo, w kółko meczę “The Weight”, “Nothing” czy “Hyena”. Podoba mi się to, że czwarty album zespołu niesie tyle emocji. Możecie psioczyć, narzekać i się dziwić. Jak dla mnie “The Weight of Your Love” to jeden z najlepszych krążków 2013 roku.

15 odpowiedzi do “#374 Editors “The Weight of Your Love” (2013)”

  1. mimo że stosunkowo niedawno dopiero posłuchałam tej płyty, to mogę stwierdzić, że to genialna muzyka. moja ulubiona zaraz po Woodkid!

    i bardzo dziękuję za pomoc z linkiem:) a mój mail to:
    lolcia4@onet.eu

  2. Nie wiedziałam, że te 2 pierwsze festiwale (z Twojej listy) są tak w miarę młode.
    Zespół znam tylko z nazwy. Ale Twoja recenzja zachęciła mnie do przesłuchania ich twórczości. Wpiszę sobie ten krążek na moją listę 🙂

  3. Cieszy mnie to, że na takich festiwalach grają zespoły, których nie usłyszymy na codzień w radio 🙂 Dzięki temu możemy posłuchać różnej muzyki, a nie tylko tej przemielonej i nastawionej na konsumpcjonizm…
    Chciałabym Cię serdecznie zaprosić na nowo otwartego bloga poświęconego szerzeniu w blogosferze ogłoszeń adopcyjnych psów oraz innym formom pomocy bezdomnym czworonogom. Jeżeli nie możesz przygarnąć psa – przynajmniej wejdź na bloga, wesprzyj jego działalność, powiadom o jego istnieniu znajomych – może Ty albo któryś z Twoich znajomych znajdziecie na nim swojego przyjaciela na całe życie Pomóżmy razem tym psiakom! [Podaruj-Psu-Usmiech.blog.pl]
    P.S. Jest możliwość wymiany Aff z blogiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *