#440 Toni Braxton & Babyface “Love, Marriage & Divorce” (2014)

Na początku zeszłego roku amerykańska wokalistka r&b, Toni Braxton, ogłosiła, że kończy muzyczną karierę. Autorka wielkiego przeboju “Un-Break My Heart” i jedna z ikon muzyki lat 90. należy do grona moich ulubionych artystek. Nic więc dziwnego, że ze smutkiem przyjęłam jej decyzję. Na szczęście Toni jeszcze raz wszystko przemyślała i postanowiła wrócić do gry. Już nie jako osoba, która chce zagrozić na listach przebojów topowym wokalistkom (pamiętacie jej taneczny, słaby kawałek “I Heart You” z 2012 roku?), ale jako spełniona kobieta, której zależy przede wszystkim na muzyce. Efektem jej niewielkiej przemiany (bądź co bądź studyjne albumy Braxton nigdy nie aspirowały do bycia kopalnią chwilowych hitów) jest jej wspólna płyta z producentem i wokalistą – Babyfacem.

Krążek “Love, Marriage & Divorce” nie jest pierwszym, jaki wspólnie stworzyli Braxton i Babyface. Artysta spotkał się z Toni już na początku lat 90., by pomóc jej przy debiutanckim albumie – “Toni Braxton”. Ich współpraca objęła również następne płyty wokalistki – “Secrets”, “The Heat”, “Snowflakes”, “More Than a Woman”. Więzy łączące tych dwoje rozluźniły się, kiedy Toni nagrywała swój piąty studyjny krążek, “Libra”. Dziś, po dwunastu latach, jakie prawie minęły od ukazania się “More Than a Woman”, Toni Braxton i Babyface ponownie spotkali się w studiu. Nie po to, by tworzyć piosenki dla artystki, ale by dopisać nowy rozdział historii płyt nagrywanych przez gwiazdy w duetach. Toni i Babyface’a łączą nie tylko podobne muzyczne upodobania, ale i życiowe doświadczenie. Nic więc dziwnego, że ich album nosi tytuł “Love, Marriage & Divorce”. Oboje przeszli już przez wszystkie tytułowe etapy, wychodząc z każdego z nich z bagażem emocji, które mogą wyładować w nowych kompozycjach.

Wspólny album Braxton i Babyface’a wydany został przez legendarną wytwórnię Motown, dla której płyty nagrywali tacy artyści jak Stevie Wonder, Lionel Richie czy Diana Ross. Mam wrażenie, że krążek “Love, Marriage & Divorce” powstał z podobnych pobudek co niedawno recenzowane przeze mnie “Foreverly” Nory Jones i Billiego Joe Armstronga. Z potrzeby serca, a nie portfela. Jednak żeby nie było już tak różowo – czy i wam nie wydaje się, że wytwórnia specjalnie przesunęła premierę płyty na pierwszą połowę lutego, by zdążyć przed Walentynkami, by każdy mógł uzupełnić swoją domową biblioteczkę o album z romantycznymi utworami? Wszak czym jest dzień zakochanych bez piosenek opowiadających o różnych odcieniach miłości. A takie serwują nam właśnie Toni z Babyface’m. Może więcej tu o miłosnych zawirowaniach i zakrętach niż miłości platonicznej, ale i tak słucha się tego świetnie.

Główną cechą albumu “Love, Marriage & Divorce” jest jego spójność. Mało która piosenka skupia na sobie uwagę. Wszystkie trzymają równy poziom. Są świetnie wyprodukowane, napisane i zaśpiewane. Nie kojarzę żadnej solowej piosenki Babyface’a, więc nie wiem, jak śpiewał kiedyś. Zaś Toni słucham od dawna i muszę przyznać, że w nowych kompozycjach brzmi zachwycająco i elegancko. No i niesamowicie kobieco. Ona jest stworzona do utworów z pogranicza soulu i r&b.

Zanim ukazała się płyta tego niezwykłego duetu, sądziłam, że nie będzie tu miejsca na solowe popisy. A jednak. W kołyszącym “I Hope That You’re Okay” usłyszymy samego Babyface’a. Zagrana na pianinie ballada “I Wish” to popis możliwości wokalnych Toni. Samą Braxton usłyszeć możemy również w żywszym “I’d Rather Be Broke”.

Z piosenek śpiewanych przez Toni i Babyface’a w duecie, polecić mogę singlowy kawałek “Hurt You”. Z początku piosenka jest spokojna, ale rozkręca się w refrenie. Nie wychodzi jednak poza pewną granicę. Od początku do końca pozostaje przebojową balladą. Dodam jeszcze, że utwór ten słusznie wybrany został na singiel, bo szybko wpada w ucho i ma chwytliwy refren podszyty tanecznym bitem. Szkoda tylko, że ludzie nie dali mu szansy. Gdyby artystom zamarzyła się popularność, powinni kolejnym singlem mianować kompozycję “Heart Attack”, która zaraża pozytywną energią i łączy w sobie pop i taneczne r&b. Nie obyło się również bez ingerencji komputerów. Piosenka z całego zestawu się wyróżnia, aczkolwiek ja zaliczyłabym ją do najsłabszych. Zaburza spójność całej płyty.

Co jeszcze przygotowali dla nas Braxton i Babyface? Chociażby rhythm’and’bluesowo-soulowe perełki w postaci “Roller Coaster”, “Where Did We Go Wrong” czy “Take It Back”. Warto sięgnąć również po lekko taneczne, zmysłowe “Sweat”, całkiem przebojowe “Reunited” oraz zamykające krążek “The D World”.

Byłam bardzo albumu “Love, Marriage & Divorce” ciekawa. Cieszyłam się na samą myśl, że nie dość, że Toni Braxton nie rezygnuje ze śpiewania, to jeszcze nagrywa z tym samym producentem, z którym stworzyła swoje najlepsze płyty. Na “Love, Marriage & Divorce” ani Toni, ani Babyface nie musieli nic nikomu udowadniać. Nagrali płytę, która z pewnością umili wielu osobom nie tylko Walentynki, ale i inne dni. Może nie ma tu wielu przebojowych piosenek i część osób słuchając płyty przyśnie już po piątym kawałku, ale nie można odmówić zestawowi przygotowanemu przez artystów uroku i klasy.

16 odpowiedzi do “#440 Toni Braxton & Babyface “Love, Marriage & Divorce” (2014)”

  1. Album zapowiada się ciekawie :). Nigdy wcześniej chyba nie słuchałam tych wykonawców, ale z chęcią sięgnę do ich utworów. U mnie nowa notka serdecznie zapraszam 🙂 outerspace

  2. Ta płyta nie jest w moich klimatach, ale całkiem przyjemna. Nie wyczuwać w tych utworach żadnego kiczu, więc dla fanów R&B i soulu myślę, że jak najbardziej można polecić.

  3. Autorze, pojęcia nie mam kim jesteś, ale jeśli przyznajesz się do tego, że nie znasz piosenek Babyface’a, to słabo. Nie chwaliłbym się tym, bo to wyjątkowo ceniony artysta na USA. Nagrywał z największymi.
    Kompletnie nie masz racji pisząc o przebojowej płycie, pełnej odcieni emocji, że jest na równym poziomie. Posłuchaj więcej płyt, nadrób zaległości i wtedy pisz.

    1. Drogi Czytelniku, pozwolisz, że odpowiem na Twój komentarz.
      Zdaję sobie sprawę z osiągnięć Babyface’a. Doceniam jego twórczość (w końcu odpowiedzialny jest za moje ulubione płyty Braxton). A że nie znam solowych albumów? Doba ma tylko 24 godziny, które trzeba rozdzielić pomiędzy różne czynności. Nie da się znać wszystkich.
      “Kompletnie nie masz racji pisząc o przebojowej płycie, pełnej odcieni emocji, że jest na równym poziomie.” – recenzja to subiektywna opinia osoby, która o danym albumie pisze. Ja tak odbieram ten krążek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *