RECENZJA: Sade “Love Deluxe” (1992) (#1659)

Sade, zespól dowodzony przez obdarzoną głębokim, pełnym spokoju głosem Sade Adu, był fenomenem lat 80. W dekadzie kolorowej i kiczowatej ich eleganckie, wysmakowane brzmienie wyróżniało się. W latach 90. formacja była już mniej obecna wydając jedynie album “Love Deluxe”. Sade weszli w nową dekadę z głową nastawioną na uwspółcześnienie własnego stylu, nadania mu nowoczesnego, minimalistycznego sznytu. Tytuł płyty nawiązuje do słów Sade, jakoby miłość była tym towarem luksusowym, którego nie kupimy za żadne pieniądze. Ale krążek “Love Deluxe” już jak najbardziej możemy nabyć. Warto?

Czytaj dalej RECENZJA: Sade “Love Deluxe” (1992) (#1659)

How about you, Diana Ross? | “Diana Ross” & “Everything Is Everything”

W latach 60. nie było mocnych na girlsband The Supremes. Założona przez Florence Ballard, Mary Wilson, Dianę Ross i Betty McGlown grupa trafiła pod skrzydła legendarnej wytwórni Motown i rozpoczęła swą dominację na listach przebojów. Formacja wylansowała takie przeboje jak “Where Did Our Love Go”, “Baby Love” czy “You Can’t Hurry Love”, lecz niektórym było mało. Diana Ross przekonana była, że poza zespołem może zdziałać więcej. Opuściła The Supremes i w samym tylko 1970 roku wydała dwie płyty.

Czytaj dalej How about you, Diana Ross? | “Diana Ross” & “Everything Is Everything”

RECENZJA: Halle “Love?… Or Something Like It” (2025) (#1644)

Kiedy Halle Bailey po raz pierwszy pojawiła się u boku siostry w duecie Chlöe x Halle, świat zobaczył w niej przede wszystkim połowę harmonijnego, rodzinnego zespołu, który był jednym z najbardziej obiecujących projektów na rhythm’and’bluesowej scenie. Drogi sióstr szybko się jednak rozdzieliły. Chloe zdążyła już wydać dwa solowe albumy, które jednak nie zrobiły z niej gwiazdy. Dla Halle debiut “Love?… Or Something Like It” to więc coś więcej niż płyta – to pierwszy prawdziwy test muzycznej tożsamości i próba udowodnienia, że potrafi świecić własnym blaskiem. I zmazać kiepskie wrażenie, jakie zrobiła jej rola w filmie “Mała Syrenka”.

Czytaj dalej RECENZJA: Halle “Love?… Or Something Like It” (2025) (#1644)

RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

Rochelle Jordan, znana też jako ROJO, jest urodzoną w Londynie w rodzinie o jamajskich korzeniach wokalistką. Już od dziecka była zanurzona w bardzo różnorodnych brzmieniach. Jej ojciec był perkusistą, a w domu otaczały ją dźwięki reggae, dancehallu, soulu, gospel czy nawet brytyjskiego drum&bass. Swoją własną muzykę nagrywać zaczęła po przeprowadzce do Los Angeles i szybko wydała debiutancki album “1021”. Uwagę zwróciła dopiero jej kolejna płyta, a kolejną szansę na zdobycie nowych fanów jest tegoroczny krążek “Through the Wall”.

Czytaj dalej RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

RECENZJA: Mariah Carey “Here For It All” (2025) (#1634)

Mariah Carey od dawna należy do grona artystek, których legenda wydaje się większa od ich kolejnych muzycznych kroków. Przez ostatnie lata świąteczny hit “All I Want for Christmas Is You” podtrzymywał jej obecność w masowej wyobraźni, podczas gdy nowe nagrania nie wzbudzały już tej samej ekscytacji. A jednak niedawne jubileusze jej najważniejszych płyt przypomniały mi, jak wiele radości i emocji niosła kiedyś jej muzyka, rozbudzając cichą tęsknotę za tamtym brzmieniem. Jak w stosunku do jej starszych płyt wypada “Here For It All”?

Czytaj dalej RECENZJA: Mariah Carey “Here For It All” (2025) (#1634)

RECENZJA: Toni Braxton “Libra” (2005) (#1632)

Ta płyta jest jak przelotna znajomość, o której nie chcesz rozmawiać – takimi słowami podsumowała krążek “Libra” Toni Braxton kilka lat po jej wydaniu. Artystka przygotowując swój szósty projekt liczyła na wiele. Nowa wytwórnia, nowi współpracownicy, nowe pomysły. To miał być świeży start i odważny krok na przód. Co z tego wyszło?

Czytaj dalej RECENZJA: Toni Braxton “Libra” (2005) (#1632)

RECENZJA: Jessie Murph “Sex Hysteria” (2025) (#1631)

Przed rokiem w ucho wpadła mi płyta “That Ain’t No Man That’s the Devil” amerykańskiej wokalistki Jessie Murph – uwagę skutecznie przyciągał charakterystyczny, oryginalny wokal jej autorki. Artystka stawiała na filmowe, często monumentalne produkcje, wplatając w to elementy country, folku, soulu czy retro popu. Był to solidny, szczery materiał, ale bardziej wyglądający mi na poszukiwanie własnego języka aniżeli artystyczny manifest siły i talentu. Dziś Jessie atakuje z kolejnym krążkiem, “Sex Hysteria”.

Czytaj dalej RECENZJA: Jessie Murph “Sex Hysteria” (2025) (#1631)

RECENZJA: Teyana Taylor “Escape Room” (2025) (#1623)

Brak wsparcia ze strony wytwórni oraz niemożność odnalezienia się w wymaganiach współczesnego przemysłu muzycznego sprawiły, że przed paroma laty amerykańska wokalistka Teyana Taylor ogłosiła, że chętnie przechodzi na emeryturę. Teraz już wiemy, że nic z jej planów na błogie lenistwo nie wyszło, gdyż na streamingi wjechał właśnie jej czwarty studyjny krążek, “Escape Room”.

Czytaj dalej RECENZJA: Teyana Taylor “Escape Room” (2025) (#1623)

RECENZJA: Ciara “CiCi” (2025) (#1622)

Jak “CiCi” wypada w roli albumu, który podtrzymać ma nasze zainteresowanie kolejną długogrającą płytą Amerykanki? pytałam przed dwoma laty, kiedy spisywałam swoje wrażenia po lekturze epki “CiCi”. Nie sądziłam wówczas, że to fragment większego projektu – swoją drogą noszącego ten sam tytuł i… powtarzającego to, co znamy ze wspomnianego mini albumu. Ciara poszła drogą na skróty, ale warto sprawdzić, czy chociaż faktyczne nowości dają radę. W przypadku artystki nie jest to od lat takie oczywiste.

Czytaj dalej RECENZJA: Ciara “CiCi” (2025) (#1622)

RECENZJA: Keyshia Cole “Just Like You” (2007) (#1619)

Szczera i kobieca płyta “The Way It Is” z 2005 roku została przyjęta z ogromnym entuzjazmem i uczyniła z jej autorki, Keyshii Cole, jedną z najpopularniejszych wokalistek nurtu r&b. Debiut ten przyniósł nie tylko imponującą sprzedaż, ale i uznanie krytyków i szacunek słuchaczy, którzy w emocjonalnych tekstach Amerykanki doszukiwali się fragmentów własnych historii. Szybko przystąpiono do nagrywania jego następy, w efekcie czego już w 2007 roku w sprzedaży pojawił się krążek “Just Like You”. Kolejny mocny album czy raczej dowód na to, że Cole jest gwiazdą jednej płyty?

Czytaj dalej RECENZJA: Keyshia Cole “Just Like You” (2007) (#1619)