#505 SBTRKT “Wonder Where We Land” (2014)

Tegoroczny album Katy B, “Little Red”, przesłuchałam już tyle razy, że znam go na pamięć. Płyty FKA twigs, BANKS, The Weeknd czy MØ, spod szyldu alternatywne r&b, zdążyły mi się już osłuchać. Flume w ostatnim czasie serwuje jedynie remixy cudzych piosenek, a Goldfrapp zrobili zwrot w kierunku żywych instrumentów i emocji. Polscy reprezentanci, XXANAXX i The Dumplings, grają zbyt młodzieżowo, a Brytyjczyk SOHN nagrywa ładne, intymne, ale nie nadające się do potupania nóżką, utwory. Doceniam muzykę wyżej wymienionych artystów, ale potrzebowałam czegoś nowego. Czegoś elektronicznego, co pomogłoby mi przetrwać w dobrym humorze nadchodzącą jesień. I jak na zawołanie w ręce wpadła mi nowa płyta SBTRKT.

Debiutancki, imienny krążek artysty, poznałam na początku tego roku. Nie zrobił na mnie wówczas wielkiego wrażenia, i, w efekcie, odłożyłam go na bok, robiąc miejsce na inne płyty. Inaczej było z “Wonder Where We Land” – pierwsze skosztowanie, drugie, dziesiąte, a krążek ten smakuje mi wciąż tak samo. Chociaż i na “SBTRKT” jak i nowym albumie Brytyjczyk miesza piosenki śpiewane z tymi pozbawionymi ludzkich wokali, zmieniła się nieco jego muzyka. Nowa płyta jest ciekawsza i nie tak jednostajna. Bardziej różnorodna.

SBTRKT albumem “Wonder Where We Land” udowodnił, że ma nosa do tworzenia intrygujących, wartościowych elektronicznych kawałków, które nie są pozbawione komercyjnego potencjału. Większość jego nowych piosenek nie sprawdzi się może na klubowych parkietach, choć pobujać się przy nich można. “Wonder Where We Land” jest raczej uniwersalną płytą. Bardzo nowoczesną. SBTRKT z powodzeniem łączy komputerowe brzmienie z filmowymi, balladowymi czy hip hopowymi klimatami, pokazując nam, że elektronika nie jeden ma wymiar. Nad jego utworami unosi się tajemniczy, nieco posępny nastrój.

Sporo na drugim krążku SBTRKT gości. W aż czterech kompozycjach artysta wspierany jest przez swojego wieloletniego przyjaciela – Sampha. Ten wokalista, obdarzony zabarwionym soulem wokalem, daje nam się poznać już w drugim utworze, jakim jest nagranie tytułowe – brzmiące z początku nieco złowrogo “Wonder Where We Land”. Piosenka ta należy do najciekawszych na albumie. Trwa niecałe trzy minuty, a SBTRKT zdążył upchnąć do niej kilka ciekawych muzycznych rozwiązań. Przystępniejszymi kompozycjami są przenikliwe “Temporary View”, świetnie zaśpiewane przez Sampha, oraz proste, balladowe “If It Happens”. Brytyjski wokalista pojawia się również w tanecznym, wciągającym “Gon Stay”.

Z SBTRKT zawsze kojarzyła mi się Jessie Ware, która swoją karierę zaczynała śpiewając w jego piosenkach. Powróciła i na nowym krążku. Śpiewa w “Problem Solved”, elektroniczno-rhythm’and’bluesowej kompozycji, którą zaliczyć mogę do najlepszych na “Wonder Where We Land”. Uwielbiam również zaczynające się intrygującymi nocnymi odgłosami “Higher”, z gościnnym udziałem Raury’ego, który niespiesznie rymuje do delikatnych, enigmatycznych dźwięków SBTRKT. Rap urozmaicił jeszcze jeden kawałek Brytyjczyka. W zamykającym album utworze “Voices in My Head” pojawia się A$AP FERG.

Warto zwrócić uwagę na cztery ostatnie piosenki, do nagrania których SBTRKT zaprosił innych artystów. Od kilku dni nie potrafię uwolnić się od “NEW DORP. NEW YORK” – hipnotyzującej wręcz kompozycji, w której usłyszeć możemy lidera Vampire Weekend, Ezrę Koenig’a. Swoimi przyśpiewkami, kojarzącymi mi się z country, tworzy niesamowicie przebojową piosenkę, będącą spotkaniem Nashville z Londynem. Doceniam również przestrzenne, egzotyczne “Look Away” z Caroline Polachek na wokalu, oraz kołyszące “The Light” z Denai Moore. W “Osea” zaś wraz z SBTRKT muzykuje Koreless. Ich wspólny utwór to przenikliwa piosenka, wzbogacona odgłosami natury.

Do pozbawionych wokalu piosenek należą otwierające album brzmiące filmowo “Day 1”, intrygujące (te kościelne dzwony!), klimatyczne “Day 5” oraz “Lantern”, podszyte szybko wkręcającym się tanecznym bitem.

Najlepsza elektroniczna płyta tego roku? Już nie mam wątpliwości – jest nią właśnie “Wonder Where We Land”. Krążek ten przyczepił się do mnie jak rzep psiego ogona. Jego słuchanie sprawia mi przyjemność. SBTRKT w ciągu tych trzech lat stał się lepszym producentem. Udowodnił, że ma głowę pełną pomysłów i niebanalnych muzycznych rozwiązań.

6 odpowiedzi do “#505 SBTRKT “Wonder Where We Land” (2014)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *