RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

Charli XCX nie ogląda się za siebie. To o tyle zaskakujące, iż wcześniej było przecież “Brat” – krążek, który przed dwoma laty uczynił z niej jedną z najważniejszych postaci współczesnego popu. Zamiast jednak celebrować ten sukces, Charli przez kolejne miesiące sprawiała wrażenie coraz bardziej zmęczonej własnym triumfem. W wywiadach traktowała erę “Brat” z wyraźnym chłodem, jakby chciała jak najszybciej zamknąć ten etap i rozpocząć następny. Gdy stwierdziła nawet, że jej dancefloor is dead, trudno było nie odczytać tego jako symbolicznego pogrzebu estetyki, która jeszcze chwilę wcześniej podbiła świat. Płyta “Music, Fashion, Film” ma być ucieczką od tego, co było.

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

RECENZJA: Tomora “Come Closer” (2026) (#1716)

Są takie płyty, na które czeka się latami. Są też takie, których istnienia nikt się nie spodziewa, a potem ciężko wyobrazić sobie bez nich kolejne tygodnie. “Come Closer” należy właśnie do tej drugiej kategorii. Choć drogi norweskiej wokalistki Aurory i Brytyjczyka Toma Rowlandsa z The Chemical Brothers przecinały się od lat, a ich współpraca dojrzewała przy okazji wcześniejszych projektów, niewiele wskazywało na to, że zaowocuje ona czymś tak spójnym i odrębnym. Tomora nie jest bowiem sytuacją, w której Aurora śpiewa do muzyki Rowlandsa ani albumem Aurory wyprodukowanym przez Toma. To nowy organizm – duet z własną tożsamością.

Czytaj dalej RECENZJA: Tomora “Come Closer” (2026) (#1716)

RECENZJA: Maja Koman “Ludzkie zwierzę” (2026) (#1713)

Na twórczość Mai Koman trafiłam trochę okrężną drogą – za sprawą momentu, który dla wielu artystów jest raczej niewygodny. Chodzi o oświadczenie po odwołanym poznańskim koncercie, gdzie zamiast standardowych formułek było coś znacznie bardziej bezpośredniego – szczerość i wyczuwalna potrzeba obrony własnej muzyki. Była w tym autentyczna wiara w to, co się robi. Zachęciło mnie to do lektury płyty “Ludzkie zwierzę” będącej moim pierwszym zetknięciem się z twórczością Koman. Weszłam w to bez oczekiwań i nie znając kontekstu poprzednich wydawnictw. 

Czytaj dalej RECENZJA: Maja Koman “Ludzkie zwierzę” (2026) (#1713)

RECENZJA: Beth Orton “The Ground Above” (2026) (#1712)

Beth Orton nigdy nie należała do grona artystek, które podbijają listy przebojów. A jednak od debiutu w 1993 roku konsekwentnie buduje swój własny świat, stając się jedną z najważniejszych postaci folktroniki – gatunku łączącego folk z subtelną elektroniką. Jej twórczość od lat znajduje słuchaczy, choć pozostaje raczej domeną osób świadomie poszukujących takich brzmień. Po wydanym w 2022 roku albumie “Weather Alive”, który nie wywarł na mnie większego wrażenia, nie miałam szczególnie wygórowanych oczekiwań. Tym większym zaskoczeniem okazało się tegoroczne “The Ground Above”. Już od pierwszych sekund było jasne, że tym razem Beth Orton przygotowała coś wyjątkowego.

Czytaj dalej RECENZJA: Beth Orton “The Ground Above” (2026) (#1712)

RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

Madonna zbudowała reputację artystki, która nigdy nie ogląda się za siebie. Każdy kolejny album miał być nowym rozdziałem i kolejnym wcieleniem. Tym większym zaskoczeniem jest “Confession II” – to pierwszy raz, gdy Królowa Popu wraca do pomysłu, który przed laty zapewnił jej jeden z największych sukcesów. Dwadzieścia lat temu “Confessions on a Dance Floor” nie tylko przywróciło modę na disco, ale też podarowało światu serię singli, które do dziś nie schodzą z radiowych playlist. Poprzeczka zawisła więc wyjątkowo wysoko. Zamiast wymyślać siebie od nowa, Madonna postanowiła raz jeszcze założyć lśniący kostium i wejść między migające światła. Jak wyszła jej druga wizyta w tej samej rzece? A właściwie – na tym samym parkiecie?

Czytaj dalej RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

RECENZJA: Bebe Rexha “Dirty Blonde” (2026) (#1706)

Jeszcze na początku roku Bebe Rexha publicznie narzekała, że jej kariera ugrzęzła w martwym punkcie, zazdroszcząc chociażby Charli XCX i Sabrinie Carpenter, które wskoczyły do pierwszej ligi gwiazd mainstreamowego popu. Jej frustracja wobec wytwórni i sposobu prowadzenia kariery była zrozumiała. Przez lata dostarczała kolejne hity, ale trudno było nie zauważyć, że problem leżał również w samej muzyce. Bo choć Rexha wielokrotnie udowadniała, że potrafi pisać chwytliwe refreny, równie rzadko proponowała coś, co faktycznie wyróżniałoby ją spośród dziesiątek innych gwiazd popu. “Dirty Blonde” wydaje z pozycji niezależnej artystki. Czy tegoroczny krążek rzeczywiście jest przełomem, na jaki od lat tak niecierpliwie czeka?

Czytaj dalej RECENZJA: Bebe Rexha “Dirty Blonde” (2026) (#1706)

RECENZJA: Bon Iver “Bon Iver, Bon Iver” (2011) (#1705)

Sukces nagranej w całkowitej izolacji płyty Bon Iver “For Emma, Forever Ago” ustawił poprzeczkę wysoko. Wydawnictwo to stało się nie tylko intymnym zapisem odosobnienia, ale też jednym z najważniejszych punktów współczesnego indie folku. Justin Vernon podczas pracy nad “Bon Iver, Bon Iver” znalazł się w zupełnie innym miejscu: już nie sam, lecz otoczony zespołem, do tego z rosnącymi oczekiwaniami i presją. Dziś od premiery nagrodzonego Grammy w kategorii Best Alternative Album krążka mija piętnaście lat.

Czytaj dalej RECENZJA: Bon Iver “Bon Iver, Bon Iver” (2011) (#1705)

RECENZJA: Muna “Dancing on the Wall” (2026) (#1701)

Muna należy do tych zespołów, których historia wydaje się niemal podręcznikowa – trzy przyjaciółki poznają się na studiach, wspólnie szukają własnego artystycznego języka flirtując początkowo z bardziej eksperymentalnymi dźwiękami, by ostatecznie odnaleźć się w świecie elektronicznego, syntezatorowego popu. Bieżący rok przyniósł nam ich płytę numer cztery – “Dancing on the Wall”. Sięgam po nią zachęcona opiniami, iż nowa muzyka dziewczyn jest nie tylko mroczniejsza, co też bardziej zaangażowana niż wszystko, co formacja nagrała wcześniej.

Czytaj dalej RECENZJA: Muna “Dancing on the Wall” (2026) (#1701)

RECENZJA: Honey Dijon “The Nightlife” (2026) (#1688)

Honey Dijon, a właściwie Honey Redmond, od lat funkcjonuje w klubowym świecie jako DJ-ka i producentka, która kontrolowała parkiety na długo przed tym, jak zaczęła wydawać autorskie albumy. Bowiem dopiero w 2017 roku zdecydowała się na pełnoprawny debiut płytowy. “The Nightlife”, jej trzeci longplay, jest kolejnym projektem zbudowanym nie tylko na jej wizji klubowej euforii, ale i współpracy – sporo tu znanych nazwisk, które wtrąciły swoje trzy grosze i podziałały na mnie jak magnes. Trudno było przejść obok tego wydawnictwa obojętnie, zwłaszcza gdy uwagę przyciąga już sama okładka, obiecująca intensywność i szaleństwo godne sobotniej nocy.

Czytaj dalej RECENZJA: Honey Dijon “The Nightlife” (2026) (#1688)

RECENZJA: Hemlocke Springs “The Apple Tree Under the Sea” (2026) (#1686)

Na Hemlocke Springs trafiłam w 2023 roku przy okazji jej epki “Going…Going…GONE!”. Już wtedy trudno było przejść obok tej muzyki obojętnie. Brzmiała jak kolorowy kolaż dźwięków. Trochę przypadkowych, trochę celowo porozrzucanych, tak jakby testowała granice popu i sprawdzała, ile jeszcze można z niego wcisnąć. Było w tym coś chaotycznego, ale jednocześnie intrygującego. Dlatego kiedy zapowiedziała pełnoprawny album, pojawiła się ciekawość – czy ten eklektyczny styl udźwignie dłuższą formę, czy rozpadnie się pod własnym ciężarem. Sięgając po “The Apple Tree Under the Sea” staram się znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Czytaj dalej RECENZJA: Hemlocke Springs “The Apple Tree Under the Sea” (2026) (#1686)