Tove Lo “Estrus” – recenzja albumu (2026) (#1736)

Tove Lo nie jest dziś wokalistką, której każda nowa płyta automatycznie wywołuje poruszenie. Szwedka, która jeszcze kilka lat temu regularnie obecna była w popowym centrum uwagi, z czasem przesunęła się na jego obrzeża. I paradoksalnie właśnie teraz zainteresowała mnie bardziej niż wtedy, gdy jej nazwisko było na ustach wszystkich. Tove Lo opowiadała w wywiadach, że “Estrus” powstawało długo, gdyż była w trakcie swego rodzaju osobistej przemiany, przez co trudno było jej wyrażać się twórczo. Znalazła sposób na przełamanie.

Czytaj dalej Tove Lo “Estrus” – recenzja albumu (2026) (#1736)

Miley Cyrus “Bass Persuades” – recenzja albumu (2026) (#1732)

Zaledwie rok temu Miley Cyrus oddała w nasze ręce “Something Beautiful” – swój najbardziej ambitny projekt od czasów mojego ukochanego “Miley Cyrus & Her Dead Petz”. Trudno więc nie potraktować “Bass Persuades” jako zaskakującego zwrotu. Zamiast kolejnego artystycznego eksperymentu Amerykanka wybiera prostotę: chce po prostu celebrować życie, miłość i tę energię, którą daje muzyka. Sama przyznaje, iż nowa płyta powstała szybko i od początku miała być przede wszystkim nośnikiem pozytywnej energii. Tym razem nie chodzi więc o przekraczanie granic. Chodzi o to, żeby poczuć rytm i dobrze się bawić.

Czytaj dalej Miley Cyrus “Bass Persuades” – recenzja albumu (2026) (#1732)

Adéla “Prima” – recenzja albumu (2026) (#1730)

Amerykański sen zaczął się dla Adéli Jergovej, kiedy była jeszcze dzieckiem. Dorastając w Bratysławie, zafascynowana popowymi gwiazdami zza oceanu, nie tylko marzyła o karierze piosenkarki, ale też konsekwentnie przygotowywała się do tego, by kiedyś ten cel osiągnąć. Z sukcesem. Dziś różowowłosej Adéli jest wszędzie tak dużo, że trudno przejść obok niej obojętnie. Trudno więc nie zadać sobie pytania – czy właśnie obserwujemy narodziny kolejnej wielkiej popowej gwiazdy? Czy może sezonowej gwiazdki?

Czytaj dalej Adéla “Prima” – recenzja albumu (2026) (#1730)

Jorja Smith “What Are The Odds” – recenzja albumu (2026) (#1726)

Jorję Smith polubiłam od pierwszego przesłuchania “Lost & Found”. Jej debiut z 2018 roku był dokładnie tym, czego potrzebowałam – smakowitym miksem r&b i neo soulu. Na “Falling or Flying” artystka zaczęła szukać dla siebie nowego miejsca. Chciała być bardziej współczesna, sięgała po elektroniczne bity i bardziej eksperymentalne rozwiązania, ale momentami sprawiała wrażenie, jakby wciąż stała w rozkroku między dawną Jorją a tą, którą dopiero próbowała się stać. Na swoim trzecim długogrającym projekcie “What Are the Odds” Smith przestaje się wahać. 

Czytaj dalej Jorja Smith “What Are The Odds” – recenzja albumu (2026) (#1726)

L’Rain “Fata Morgana” – recenzja albumu (2026) (#1723)

Taja Cheek, pochodząca z USA artystka, którą znamy pod pseudonimem L’Rain, od lat pozostaje jedną z tych undergroundowych postaci, których muzykę trudno jest jednoznacznie zdefiniować i zaszufladkować. Na koncie ma już cztery albumy, a najnowszy – “Fata Morgana” – ukazał się dopiero co. Jego nazwa odnosi się do zjawiska optycznego, w którym odległe obiekty pojawiają się w zmienionej, często dziwacznej formie – niczym miraż, który przez chwilę wydaje się czymś rzeczywistym, by za moment rozpłynąć się przed oczami. Jej płyta jest jednak jak najbardziej realna i już zrobiła u mnie spore zamieszanie.

Czytaj dalej L’Rain “Fata Morgana” – recenzja albumu (2026) (#1723)

Eartheater “Heavenly Body: If I’m the Bottle You’re the Message” – recenzja albumu (2026) (#1721)

W 2023 roku na chwilę zaprzyjaźniłam się z Eartheater. Stało się to za sprawą krążka “Powders”, który wciągnął mnie w jej osobliwy dźwiękowy świat. Wtedy wszystko wskazywało na to, że album ten będzie początkiem kolejnej odsłony jej muzycznej podróży. Eartheater zaczęła zapowiadać jego następną część, jakby miała jeszcze coś do dopowiedzenia. Życie jednak dopisało własny ciąg dalszy. Zamiast rozwijać rozpoczętą historię, Alexandra Drewchin, jak naprawdę przedstawia się Eartheater, zdecydowała się ją zamknąć i rozpocząć nowy rozdział. “Heavenly Body: If I’m the Bottle You’re the Message” zainspirowało przyjście na świat jej dziecka. Czy narodziła się z tego równie fajna płyta?

Czytaj dalej Eartheater “Heavenly Body: If I’m the Bottle You’re the Message” – recenzja albumu (2026) (#1721)

RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

Charli XCX nie ogląda się za siebie. To o tyle zaskakujące, iż wcześniej było przecież “Brat” – krążek, który przed dwoma laty uczynił z niej jedną z najważniejszych postaci współczesnego popu. Zamiast jednak celebrować ten sukces, Charli przez kolejne miesiące sprawiała wrażenie coraz bardziej zmęczonej własnym triumfem. W wywiadach traktowała erę “Brat” z wyraźnym chłodem, jakby chciała jak najszybciej zamknąć ten etap i rozpocząć następny. Gdy stwierdziła nawet, że jej dancefloor is dead, trudno było nie odczytać tego jako symbolicznego pogrzebu estetyki, która jeszcze chwilę wcześniej podbiła świat. Płyta “Music, Fashion, Film” ma być ucieczką od tego, co było.

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX “Music, Fashion, Film” (2026) (#1718)

RECENZJA: Tomora “Come Closer” (2026) (#1716)

Są takie płyty, na które czeka się latami. Są też takie, których istnienia nikt się nie spodziewa, a potem ciężko wyobrazić sobie bez nich kolejne tygodnie. “Come Closer” należy właśnie do tej drugiej kategorii. Choć drogi norweskiej wokalistki Aurory i Brytyjczyka Toma Rowlandsa z The Chemical Brothers przecinały się od lat, a ich współpraca dojrzewała przy okazji wcześniejszych projektów, niewiele wskazywało na to, że zaowocuje ona czymś tak spójnym i odrębnym. Tomora nie jest bowiem sytuacją, w której Aurora śpiewa do muzyki Rowlandsa ani albumem Aurory wyprodukowanym przez Toma. To nowy organizm – duet z własną tożsamością.

Czytaj dalej RECENZJA: Tomora “Come Closer” (2026) (#1716)

RECENZJA: Maja Koman “Ludzkie zwierzę” (2026) (#1713)

Na twórczość Mai Koman trafiłam trochę okrężną drogą – za sprawą momentu, który dla wielu artystów jest raczej niewygodny. Chodzi o oświadczenie po odwołanym poznańskim koncercie, gdzie zamiast standardowych formułek było coś znacznie bardziej bezpośredniego – szczerość i wyczuwalna potrzeba obrony własnej muzyki. Była w tym autentyczna wiara w to, co się robi. Zachęciło mnie to do lektury płyty “Ludzkie zwierzę” będącej moim pierwszym zetknięciem się z twórczością Koman. Weszłam w to bez oczekiwań i nie znając kontekstu poprzednich wydawnictw. 

Czytaj dalej RECENZJA: Maja Koman “Ludzkie zwierzę” (2026) (#1713)

RECENZJA: Beth Orton “The Ground Above” (2026) (#1712)

Beth Orton nigdy nie należała do grona artystek, które podbijają listy przebojów. A jednak od debiutu w 1993 roku konsekwentnie buduje swój własny świat, stając się jedną z najważniejszych postaci folktroniki – gatunku łączącego folk z subtelną elektroniką. Jej twórczość od lat znajduje słuchaczy, choć pozostaje raczej domeną osób świadomie poszukujących takich brzmień. Po wydanym w 2022 roku albumie “Weather Alive”, który nie wywarł na mnie większego wrażenia, nie miałam szczególnie wygórowanych oczekiwań. Tym większym zaskoczeniem okazało się tegoroczne “The Ground Above”. Już od pierwszych sekund było jasne, że tym razem Beth Orton przygotowała coś wyjątkowego.

Czytaj dalej RECENZJA: Beth Orton “The Ground Above” (2026) (#1712)