RECENZJA: Hemlocke Springs “The Apple Tree Under the Sea” (2026) (#1686)

Na Hemlocke Springs trafiłam w 2023 roku przy okazji jej epki “Going…Going…GONE!”. Już wtedy trudno było przejść obok tej muzyki obojętnie. Brzmiała jak kolorowy kolaż dźwięków. Trochę przypadkowych, trochę celowo porozrzucanych, tak jakby testowała granice popu i sprawdzała, ile jeszcze można z niego wcisnąć. Było w tym coś chaotycznego, ale jednocześnie intrygującego. Dlatego kiedy zapowiedziała pełnoprawny album, pojawiła się ciekawość – czy ten eklektyczny styl udźwignie dłuższą formę, czy rozpadnie się pod własnym ciężarem. Sięgając po “The Apple Tree Under the Sea” staram się znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Czytaj dalej RECENZJA: Hemlocke Springs “The Apple Tree Under the Sea” (2026) (#1686)

RECENZJA: Arlo Parks “Ambiguous Desire” (2026) (#1685)

Po znakomicie przyjętym debiucie “Collapsed in Sunbeams”, który uczynił z Arlo Parks jedną z najbardziej wrażliwych autorek swojego pokolenia, przyszło “My Soft Machine” – krążek powstający już w cieniu zmęczenia i presji. Sama wokalistka przyznawała, iż w tamtym okresie była bliska utraty tej świeżości i emocjonalnej szczerości, które zadecydowały o jej wcześniejszym sukcesie. Tegoroczny projekt “Ambiguous Desire” jest próbą złapania chwil, które umknęły Arlo z racji rozpoczętej w młodym wieku kariery. Chciała poczuć, jak to jest być wciągniętą w wir nocnego życia. Poszukiwała spontaniczności i klubowej energii. Wypalenie odczuwalne na poprzedniej płycie chciała zamienić tym razem w euforię. Z jakim skutkiem?

Czytaj dalej RECENZJA: Arlo Parks “Ambiguous Desire” (2026) (#1685)

RECENZJA: Loreen “Wildfire” (2026) (#1684)

Loreen nie należy do wokalistek, które zasypują słuchaczy nową muzyką. Przeciwnie. Jej dyskografia rośnie powoli, a między kolejnymi płytami pojawiają się długie okresy ciszy. Od czasu eksperymentalnego “Ride” z 2017 roku minęło niemal dziewięć lat. W tym czasie Loreen właściwie zniknęła z wydawniczego rytmu, by powrócić w spektakularny sposób – w 2023 roku ponownie wygrała Eurowizję, zapisując się w historii konkursu jako jedna z jego najbardziej uznanych triumfatorek. “Wildfire” pojawia się więc w szczególnym momencie. To nie tylko powrót po długiej przerwie, lecz także pierwszy krążek nagrany po ponownym zdobyciu europejskiej sceny. 

Czytaj dalej RECENZJA: Loreen “Wildfire” (2026) (#1684)

RECENZJA: James Blake “Trying Times” (2026) (#1681)

Muzyka Jamesa Blake’a towarzyszy mi od ponad dekady. Jednocześnie po okresie intensywnej fascynacji krążkiem “Assume Form” – zahaczającej nawet o lekką obsesję – niewiele z późniejszych wydawnictw Brytyjczyka naprawdę mnie zatrzymało na dłużej. Słuchałam, doceniałam, ale rzadko która płyta potrafiła znów tak mocno wniknąć w codzienność. Premiera “Trying Times” przeszłaby obok mnie niemal niezauważona gdyby nie singiel “Death of Love” biorący mnie z zaskoczenia odważnym samplem z twórczości Leonarda Cohena. Dla mnie, osoby od lat przywiązanej do jego muzyki, był to przypadek trudny do zignorowania. Ciekawa byłam, co jeszcze skrywa to wydawnictwo.

Czytaj dalej RECENZJA: James Blake “Trying Times” (2026) (#1681)

RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

Debiutancki album Alizée, “Gourmandises”, jest jedną z tych płyt, które nie powstały przypadkiem. Za jej narodzinami stoi historia jak z popowej bajki – młoda wokalistka została zauważona w programie talent show, gdzie jej głos przyciągnął uwagę dwóch potężnych nazwisk francuskiej sceny, producenta Laurent Boutonnat oraz ikony piosenki Mylène Farmer. Zafascynowani jej potencjałem, wzięli ją pod swoje skrzydła i stworzyli produkt, który w 2000 roku  wprowadził sporo świeżości we francuskim popie. “Gourmandises” nie jest więc jedynie debiutem nastoletniej dziewczyny, ale starannie wyreżyserowanym wejściem na scenę.

Czytaj dalej RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

Neonowo-zielony album “Brat” sprzed dwóch lat uczynił z jego autorki, brytyjskiej wokalistki Charli XCX, jedną z najgorętszych gwiazd sezonu. W krótkim czasie artystka stała się viralem i ikoną niepokornego elektropopu. Krążek “Wuthering Heights” pojawia się więc trochę na przekór temu mechanizmowi. To pierwszy tak duży projekt soundtrackowy w jej dorobku i jednocześnie sygnał, że Charli coraz chętniej rozpycha się w kinie. Jako pierwszy większy projekt po viralowym “Brat” tegoroczna płyta brzmi jak próba ucieczki od własnego sukcesu oraz testowanie, czy popowa gwiazda może na chwilę zniknąć w cieniu filmu, nie tracąc przy tym własnej tożsamości. 

Czytaj dalej RECENZJA: Charli XCX ” Wuthering Heights” (2026) (#1669)

RECENZJA: Men I Trust “Headroom” (2015) (#1665)

Gdy Kanadyjczycy z  Men I Trust debiutowali w 2014 roku, ich pierwsza płyta brzmiała raczej jak zbiór poszukiwań niż konkretny manifest. Był to szkic zespołu, który dopiero szukał własnego języka. “Headroom” to kolejny krok w tym procesie. Jest to również album, na którym grupa nadal chętnie sięga po gościnne głosy. Co szczególnie znaczące, jest to zarazem ostatni moment w historii Men I Trust, gdy Emmanuelle Proulx – dziś absolutnie kluczowa dla tożsamości zespołu postać – funkcjonowała jeszcze jako jedna z zaproszonych wokalistek, a nie jego centralny punkt ciężkości.

Czytaj dalej RECENZJA: Men I Trust “Headroom” (2015) (#1665)

RECENZJA: FKA twigs “Eusexua Afterglow” (2025) (#1654)

Kiedy w styczniu 2025 roku płyta “Eusexua” ujrzała światło dzienne, nie spodziewałam się, że projekt FKA twigs dopiero się rozkręca. Początkowo brytyjska wokalistka planowała wydanie jego reedycji (tak zwanej “Deluxua”) z dodatkowymi utworami, lecz z czasem jej wizja ewoluowała, co tylko udowadnia, jak nieprzewidywalna jest artystka. Zamiast typowego deluxe, “Eusexua Afterglow” przekształciło się w zupełnie nowy, autonomiczny album – czwarty w jej dyskografii. W ten sposób płyta stała się nie tylko dopełnieniem poprzedniczki, ale jej pełnoprawnym następcą.

Czytaj dalej RECENZJA: FKA twigs “Eusexua Afterglow” (2025) (#1654)

RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

Po kilku latach artystycznego błądzenia Sevdaliza wraca z albumem, którym na nowo chce się wkupić w moje łaski. Irańska wokalistka po wydanym w 2020 roku naprawdę dobrym krążku “Shabrang” zdawała się tracić swój muzyczny zmysł, który wcześniej kierował ją w stronę alternatywnych, awangardowych, rhythm’and’bluesowych brzmień. Utknęła na mieliźnie serwując często nieciekawe, pozbawione emocjonalnej głębi i większej spójności piosenki. Na jej trzeci album, “Heroina”, nie czekałam więc z utęsknieniem, ale przez wzgląd na dawną sympatię postanowiłam sprawdzić, czy Sevda Alizadeh znalazła tę iskrę, która wprowadziła ją lata temu na artystyczny szczyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)

Rochelle Jordan, znana też jako ROJO, jest urodzoną w Londynie w rodzinie o jamajskich korzeniach wokalistką. Już od dziecka była zanurzona w bardzo różnorodnych brzmieniach. Jej ojciec był perkusistą, a w domu otaczały ją dźwięki reggae, dancehallu, soulu, gospel czy nawet brytyjskiego drum&bass. Swoją własną muzykę nagrywać zaczęła po przeprowadzce do Los Angeles i szybko wydała debiutancki album “1021”. Uwagę zwróciła dopiero jej kolejna płyta, a kolejną szansę na zdobycie nowych fanów jest tegoroczny krążek “Through the Wall”.

Czytaj dalej RECENZJA: Rochelle Jordan “Through the Wall” (2025) (#1641)