Relacja z koncertu Father John Misty

Z ciekawości postanowiłam cofnąć się w czasie i sprawdzić, kiedy dotarła do nas informacja o pierwszym klubowym (a drugim w ogóle) koncercie Joshuy Tillmana – amerykańskiego wokalisty ukrywającego się pod pseudonimem Father John Misty – w Polsce . Był to deszczowy listopad i nikt chyba nie przypuszczał, że ruszając w trasę koncertową artysta nie będzie promować jedynie wydanego w 20107 roku albumu “Pure Comedy”, ale jednym zamachem przedstawi nam swoje tegoroczne dzieło “God’s Favorite Customer”. Lenistwo? Ciężko mówić o nim w kontekście człowieka, który od 2003 roku wydał dwanaście płyt.

Pierwsza ósemka ukazała się jeszcze pod jego prawdziwym imieniem i nazwiskiem, ale sława przyszła wraz z przybraniem pseudonimu. Nie przekłada się ona może i na liczby sprzedanych egzemplarzy kolejnych krążków, ale na szacunek, jakim cieszy się Tillman wśród fanów alternatywnych brzmień. Nawet jeśli jego własna twórczość nie jest ani oryginalna, ani eksperymentalna. To raczej ukłon w stronę lat 60. i 70. Okraszony sporą dawką ironii, całkiem elegancki i (nierzadko) podniosły.

Zanim jednak Father John Misty zawładnął umysłami, uszami i sercami (a także nóżkami) zgromadzonej w warszawskim klubie Palladium publiczności, kilkadziesiąt minut na zaprezentowanie swojej twórczości otrzymał polski duet Youth Novels, który na koncertach przeobraża się w kwartet. Na drugi raz (liczę, że taki będzie) wolałabym uczestniczyć w nim [koncercie] w zamkniętej przestrzeni – tak pisałam po występie Ani i Emila na Spring Breaku 2016. Duża scena Palladium trochę onieśmielała młodych muzyków, ale ponownie zostawili po sobie dobre wrażenie, nawet jeśli ich muzyka niezbyt rozgrzewa i pobudza.

O zobaczeniu Tillmana na żywo marzyłam od czasu, kiedy naczytałam się o jego open’erowym występie z 2015 roku. Festiwalowy gig przez wielu uznawany był za highlight tamtej edycji polskiego festiwalu. Głównie za sprawą połączenia dobrej muzyki ze sceniczną osobowością, charyzmą głównego bohatera tego groteskowego spektaklu. W Warszawie nieco zabrakło lepszego kontaktu z publicznością. Artysta bardziej skupiał się na wykonywaniu kolejnych numerów. A trzeba uczciwie przyznać, iż na żywo brzmi tak samo świetnie jak w studyjnej wersji. Nie był także zainteresowany obdarzaniem którejś z nowych płyt większą uwagą. Z “Fear Fun” usłyszeliśmy m.in. “Nancy From Now On” (kompozycja otwierała koncert) i inspirowane country “I’m Writing a Novel”. Dwie najnowsze krążki reprezentowane były przez m.in. “Total Entertainment Forever”, “Disappointing Diamonds Are the Rarest of Them All”, “Please Don’t Die” i “Pure Comedy”.

Najlepiej wypadły jednak utwory pochodzące z mojego ulubionego albumu Mglistego Ojca Johna “I Love You, Honeybear”: wspaniałe, refleksyjne “Holy Shit”; porywające “Strange Encounter”; kołyszące “Chateau Lobby #4 (in C for Two Virgins)”; patetyczne nagranie tytułowe; a przede wszystkim oszczędne “Bored in the USA”, które Amerykanin tak wykonał, że zbierałam szczękę z podłogi, spijając wcześniej każde słowo z jego ust. Niemalże na sam koniec artysta zostawił “Real Love Baby” (numer ten nie trafił na żadną z płyt), które – patrząc po reakcji uczestników wydarzenia – stało się jednym z ulubionych punktów dyskografii Joshuy.

Chociaż Father John Misty był postacią, która na scenie błyszczała najbardziej, słowa uznania należą się jego koncertowemu bandowi. Artyście towarzyszyły nie tylko gitary, ale i instrumenty dęte czy klawisze. Osobną gwiazdą wydarzenia była sama atmosfera. Mało jest występów, podczas których z taką łatwością zapominam, że wokół mnie jest tłum ludzi. Tu się to udało już podczas pierwszej kompozycji.

SETLISTA

Nancy From Now On
Chateau Lobby #4 (in C for Two Virgins)
Strange Encounter
Only Son of the Ladiesman
Total Entertainment Forever
Things It Would Have Been Helpful to Know Before the Revolution
Ballad of the Dying Man
Disappointing Diamonds Are the Rarest of Them All
Mr. Tillman
Please Don’t Die
Bored in the USA
Funtimes in Babylon
Hangout at the Gallows
Hollywood Forever Cemetery Sings
Pure Comedy
I Love You, Honeybear
I’m Writing a Novel
Real Love Baby
Holy Shit

Jedna odpowiedź do “Relacja z koncertu Father John Misty”

  1. Muszę wreszcie przesłuchać jego twórczość, bo wiele dobrego słyszałam, a nie miałam okazji przekonać się na własnej skórze, jak wypada jego muzyka. No i zazdroszczę udanego koncertu 😉
    Zapraszam na nowy wpis.
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *