RANKING: Christina Aguilera “BI~ON~IC”

Na początku czerwca czas dla każdego fana Christiny Aguilery na moment się zatrzymał. Po czterech latach, jakie minęły od premiery retro “Back to Basics”, Xtina wystrzeliła się w kosmos i zapragnęła zostać reprezentantką future popu. Mało kto jej wizję wówczas zrozumiał, a sama płyta “Bionic” szybko spadła z list przebojów. Niedługo potem artystka wysnuła śmiałą tezę, iż ta muzyka wyprzedzała swoje czasy. I faktycznie tak się stało. Po dekadzie “Bionic” wciąż atakuje świeżymi dźwiękami. A ja postanowiłam uszeregować wchodzące w skład tego albumu piosenki od swojej najmniej do najbardziej ulubionych.

20. I HATE BOYS

Boys/they’re only good for fruit, I mean bananas/Boys/them boys so nuts, they’re driving me bananas rymuje banany z bananami Aguilera w piosence “I Hate Boys”. Trochę tu wpływów Gwen Stefani z ery “Love. Angel. Music. Baby”, nieco niepokornej i wiecznie młodej Avril Lavigne. Kompozycja zasilająca szeregi podstawowej edycji “Bionic” (i, warto dodać, promująca krążek w pewnych miejscach świata) podoba mi się najmniej, choć jeszcze dekadę temu potrafiłam nieźle się bawić do tych elektro-popowych dźwięków. Dziś samo nagranie wydaje mi się być dość infantylnym i mało zabawnym punktem albumu, choć ten klaskany rytm i pewna irytacja w pokrzykującej Aguilerze mogą się podobać.

19. NOT MYSELF TONIGHT

Pulsujący bit, szalejące syntezatory, rhythm’and’bluesowy feeling i mocny śpiew Christiny. Elektro-popowy, energiczny utwór zapowiadający “Bionic” przepadł na listach przebojów, ale zdecydowanie należy do najbardziej charakterystycznych singli artystki. A zrealizowany do niego teledysk – do najseksowniejszych i najbardziej kontrowersyjnych. A jednocześnie najciekawszych, bo wyłapywanie inspiracji klipami Madonny to świetna zabawa. “Not Myself Tonight” szybko do mnie trafia dzięki swojej stronie lirycznej. To taki mój osobisty imprezowy hymn. Idę na imprezę, wczuwam się w klimat i daję się poznać z zupełnie innej strony.

18. GLAM

Szczerze mówiąc Christina Aguilera jest jedną z ostatnich gwiazd muzyki, które kojarzą mi się z high fashion i całym tym modowym przemysłem. A mimo wszystko to właśnie ona na swojej płycie umieściła piosenkę “Glam”, która brzmi jak podkład muzyczny do nowoczesnego pokazu mody podczas Fashion Weeku. Wprawdzie pojawiające się gdzieniegdzie komentarze, iż “Glam” to taki współczesny “Vogue”, są bardzo na wyrost, lecz to brzmienie miksujące niebanalny, choć skoczny i plumkający dance pop, dancehall i urban nieźle się broni. I, co najważniejsze, to jeden z tych utworów, po którym nie widać upływającego czasu.

17. PRIMA DONNA

I’m a prima donna, I can rule the world/Don’t care who’s around me, I can rule the world z ogromną pewnością siebie śpiewa Xtina w refrenie nagrania “Prima Donna”. W kontekście jej komercyjnych wyników słowa o trzęsieniu przemysłem muzycznym mogą wydawać się zabawne, ale Aguilera w tym łączącym wpływy elektro-popu, urban i gniewnego popu utworze wypada niesamowicie przekonująco. A nawet nieco złowrogo. Szczególnie w dalszej części kompozycji, gdzie jej głos jest jeszcze mocniejszy i lekko zachrypnięty.

16. WOOHOO

Przyjęło się mówić, że Christina Aguilera za sprawą swojego niedocenionego albumu “Bionic” przedstawiła światu Się i Nicki Minaj. Coś w tym jest, bo popularność obu rozkwitła po 2010 roku. Utwór “Woohoo”, do którego Xtina zaprosiła Nicki, jest wpadająca w ucho, niegrzeczną kompozycją łączącą elementy takich gatunków jak elektro, r&b i dancehall. Aguilera nieźle dobrała sobie koleżankę, bo ciężko powiedzieć, by Minaj była szarą myszką, która nie pasowałaby do seksualnej tematyki kawałka. A jeśli należycie do anty-fanów Nicki, to już wiecie, do kogo składać zażalenia za jej późniejsze wybicie się.

15. LIFT ME UP

Najpierw było “Beautiful”, później takie kompozycje jak “Hurt” czy “Save Me From Myself”. Te ballady łączy jedno – postać niesamowitej Lindy Perry. Znana z zespołu 4 Non Blondes (wciąż rozpaczam, że nagrali tylko jeden album) dołączyła do bionicowego teamu z power balladą “Lift Me Up”. To aż zbyt wzorowy utwór. A przez to nieco szablonowy. Narastające napięcie; dość oszczędna, ale i niezbyt interesująca aranżacja; chwaląca się skalą swojego głosu artystka; trochę patosu i tekst traktujący o osobie, której podmiot liryczny dużo zawdzięcza. Niby jest wszystko na swoim miejscu, ale gdybym robiła ranking swoich ulubionych ballad Aguilery, “Lift Me Up” nie znalazłoby się zbyt wysoko. Widocznie jeszcze nic we mnie nie kliknęło.

14. LITTLE DREAMER

Pierwsza wzmianka o zaangażowaniu się w projekt o roboczej nazwie “X6” brytyjskiego zespołu Ladytron pojawiła się już w 2008 roku. Christina chciała wkroczyć w nasz świat – mówił po premierze “Bionic” jeden z członków elektronicznej formacji. Grupa pomogła Aguilerze w stworzeniu kilku nagrań. Niestety – odrzuconych przez wytwórnię, która obawiała się, że brzmienie jest zbyt eksperymentalne jak na pop gwiazdę. Do naszych uszu dotarły dwa efekty tej nietypowej kolaboracji. Edycja dla iTunes wzbogacona została o utwór, który doceniłam po latach. “Little Dreamer” jest świeżą, jasną piosenką o melancholijnym, tęsknym wydźwięku i stonowanych, nieprzesadzonych wokalach Christiny. Coś mi się wydaje, że za dziesięć lat ta kompozycja może wskoczyć do mojego top5.

13. ELASTIC LOVE

Christina pogrzebała w piórniku i wpadła na pomysł wykorzystania zwykłej gumki recepturki oraz innych znalezionych w nim przedmiotu jako metafory relacji między dwojgiem ludzi. If I was a ruler, I’ll set you straight/But your love is like a sharpener, it really grates śpiewa Amerykanka w jednej z najbardziej odjechanych piosenek na albumie. W sumie ciężko ją nawet w tym miksującym elektro-pop, synth i urban nagraniu rozpoznać. Poważna obróbka głosu zbliżyła bowiem Aguilerę do… M.I.A. Co ciekawe pochodząca ze Sri Lanki raperka jest jedną ze współtwórców kompozycji. A tak na marginesie dodam, iż “Elastic Love” jest kolejnym przykładem piosenki wyprzedzającej swoje czasy. Dopiero dwa lata później M.I.A. wpadła do mainstreamu za sprawą rymowania u samej Madonny.

12. VANITY

Lubię sobie wyobrażać, że utwory “Prima Donna” i “Vanity” Xtina napisała za jednym podejściem. W obu bowiem, jak już wspomniałam przy okazji pierwszej z kompozycji, pozwala sobie na bycie osobą narcystyczną i zapatrzoną w siebie. W “Vanity” robi to jednak w lżejszym i bardziej żartobliwym stylu. Można komentować, iż utwór jest kiczowaty, ale dla mnie właśnie to jego elektro-popowe tandeciarstwo jest jego wielkim atutem. Traktuję ten kawałek jak jeden wielki, umiejętnie skonstruowany dźwiękowy i tekstowy żarcik, przy którym pozwalamy sobie na czerpanie przyjemności z bycia próżnymi osóbkami. Odkrywczych brzmień tu nie doświadczymy, lecz te przerysowane, nawet komiczne wykonanie Christiny to majstersztyk.

11. BIONIC

Gdyby tak spojrzeć na wszystkie piosenki wchodzące w skład “Bionic”, nie było lepszego wyboru na albumowy opener jak właśnie nagranie tytułowe. Kompozycja “Bionic” nie jest nieśmiałym pukaniem do drzwi z plakietką “futurystyczny pop”. To raczej głośne wyważanie tych drzwi. Wokalistka dosłownie zabiera nas w szaloną jazdę bez trzymanki nowoczesnym roller coasterem, która w pewnym momencie może spowodować wspominaną przez Aguilerę w tekście… migrenę. W utworze sporo się bowiem dzieje. Niby jego bazą jest elektro-pop, ale przewijają się tu też inspiracje electroclashem i industrialem, do tego sporo się dzieje w samym wykonaniu – Aguilera brzmi jak robot, pozwoliła sobie na mocną, komputerową obróbkę wokalu, czasem zbliża się nawet do melorecytacji. I to w wszystko zamknięto w trzech minutach. “Bionic” jest piosenką, którą albo się kocha, albo przewija.

10. I AM

Pamiętam swój pierwszy odsłuch albumu “Bionic”. Kompozycja “I Am” kompletnie nie przypadła mi wtedy do gustu. Nieco przeprosiłam się z nią po roku. Ale musiało minąć jeszcze kilka lat, bym stwierdziła, iż jest to jeden z najlepszych momentów krążka. Zaaranżowana na pianino i smyczki popowa ballada zachwyca mnie dziś stonowanymi, dość gorzkimi wokalami Aguilery, która nie pozwala sobie na zbytnie dramatyzowanie. “I Am” jest jedną z najprawdziwszych piosenek, jakie na płycie znajdziemy. Spora w tym zasługa samego tekstu, który jest katalogiem zalet i wad, jakie dostrzega w sobie wokalistka. Love me or leave me śpiewa do swojego ukochanego, prosząc go, by zaakceptował ją taką, jaka jest.

9. BOBBLEHEAD

Niedoceniony “Bionic” jest płytą, na której Christina Aguilera postanowiła pokazać nam się z różnych stron. Każda piosenka jest inną niespodzianką. “Bobblehead” z edycji deluxe określić mogę mianem tej największej. Szybkiemu tempu narzuconemu przez inspirowany hip hopem, klekoczący bit towarzyszą rapowe nawijki Xtiny, która nie jest w “Bobblehead” podobna do samej siebie. Świetnym pomysłem było pododawanie do utworu różnych odgłosów korespondujących z tekstem. Czasem jest to cmoknięcie, innym razem krzyk postaci z horroru. Zwariowana kompozycja, której nie warto brać na serio.

8. SEX FOR BREAKFAST

Kompozycją “Sex for Breakfast” Christina udowadnia, że potrafi śpiewać o seksie w sposób szalenie zmysłowy i nie ociekający wulgarnością. So hungry for you, taste me and I’ll taste you śpiewa spokojnym, ciepłym głosem na tle naprawdę rewelacyjnej aranżacji. Leniwa ballada “Sex for Breakfast” jest wyprodukowaną przez Focusa (pracował wcześniej m.in. z Jennifer Lopez, Beyoncé i Christiną Milian) kompozycją, w której przemykają wpływy pościelowego r&b, smooth jazzu i synthpopu, a kropką nad i są lekkie, delikatne uderzenia w klawisze pianina.

7. ALL I NEED

Przypominając sobie utwory z poprzednik płyt dojść można do wniosku, iż rodzina stanowi dla Christiny Aguilery niemałe źródło inspiracji i emocji – zarówno tych lekko negatywnych (“I’m OK”, “Oh Mother”), jak i całkowicie pozytywnych (“Save Me From Myself”, “On Our Way”). Kilkanaście miesięcy przed premierą krążka wokalistka została matką, o czym przypomina w łagodnej, popowej balladzie “All I Need”. Kompozycję, w której Xtina wznosi swój wokal na szczyty delikatności, zadedykowała synowi. You bring me hope when I can’t breathe/You give me love, you’re all I need śpiewa i zmiękcza serca, robiąc z “All I Need” naprawdę piękną kołysankę.

6. MY GIRLS

Gdyby sobotni wypad na imprezę z najlepszymi kumpelami byłby piosenką, byłby właśnie “My Girls”. Pod płaszczykiem melodii oddającej hołd erze disco, beztroskich, pełnych euforii wokali i warstwy lirycznej traktującej o imprezowaniu w babskim gronie (My girls are screaming, and yelling, and getting loud/My girls are shaking up the party while you’re getting down/My girls are singing, and dancing and having fun) artystka przemyciła co nieco feminizmu. Świetnym pomysłem było oddanie całej piosenki w kobiece ręce. Za produkcję odpowiada bowiem żeńska formacja Le Tigre, a swoje trzy grosze dorzuca Peaches, której niespieszny rap dodaje utworowi tego pożądanego czegoś. Nagranie, podobnie jak wspomniane wcześniej “Vanity”, trąci lekkim kiczem, ale dodaje mu to niezwykłego uroku.

5. YOU LOST ME

W jednym z wywiadów Christina określiła przejmującą balladę “You Lost Me” sercem albumu. Poruszające popowo-soulowe nagranie, które pomagała napisać Sia, bez dwóch zdań jest najbardziej emocjonalnym momentem płyty “Bionic”. Wszystko za sprawą warstwy lirycznej kompozycji, w której artystka zmaga się z bólem po stracie ukochanego. Wkłada w śpiew wiele serca. Do tego stopnia, iż momentami odnoszę wrażenie, że Aguilera powstrzymuje łzy. Smutny i gorzki wydźwięk piosenki jeszcze bardziej podkreśliła wiadomość, jaka obiegła świat kilka miesięcy po premierze krążka. Christina rozstała się bowiem ze swoim mężem. A mi wydaje się, że już podczas rejestrowania brzmiącej ponadczasowo ballady “You Lost Me” wiedziała, że tego związku nie ma po co ratować.

4. DESNUDATE

Z nieprzesadnie dużym entuzjazmem śledzę pojawiające się z różną częstotliwością zapewnienia Aguilery o chęci wydania hiszpańskojęzycznej płyty. Latin pop chyba wszystkim się już przejadł, więc jak już wokalistka chce iść w takie brzmienia, niech zerknie na samą siebie sprzed dekady i przypomni sobie angielsko-hiszpańskie “Desnudate”. O ile w “Sex for Breakfast” Aguilera przypiłowała pazurki, tak ten utwór o pożądaniu i namiętności ma w sobie więcej erotycznego napięcia. “Desnudate” to pulsująca, oparta na tanecznym bicie kompozycja, w której znalazło się także miejsce dla trąbki oraz gitary akustycznej. Elektroniczno-popowo-latynoska piosenka na długo potrafi zagnieździć się w pamięci słuchacza.

3. MONDAY MORNING

Hey, forget about your Monday morningm we are never gonna be that boring śpiewa artystka w beztroskim kawałku “Monday Morning”, który znalazł się na rozszerzonej edycji “Bionic”. Piosenka łączy wpływy disco, funku i new wave, dając efekt lekkiej, wiosennej, sielankowej kompozycji. Poniedziałkowe poranki są ciężkie, ale utwór Amerykanki potrafi nawet zimą ogrzać je delikatnymi i przyjemnymi promieniami słońca. Skoczny, bounce’ujący charakter utworu szybko poprawia mi humor, choć w samych wokalach Christiny niewiele jest radości czy energii. Warto zwrócić uwagę na autorów kompozycji. Ja dopiero niedawno dowiedziałam się, iż jedną z jego autorek jest sama Santigold.

2. STRONGER THAN EVER

Długo zastanawiałam się, na którym miejscu umieścić kompozycję “Stronger Than Ever”, która weszła w skład rozszerzonej wersji płyty. Zadałam sobie bowiem sprawę, że utwór ten sprawia mi nieco kłopotów. Z jednej strony wydaje się być przyciężką, bolesną balladą, z drugiej zaś odnajduję w nim wiele niekoniecznie pozytywnych emocji, które przy każdym odsłuchu uderzają we mnie całą swoją mocą. To przez nie obcowanie ze “Stronger Than Ever” nieco mnie boli, ale też jest osobliwą formą katharsis. Sam utwór jest nie tylko niesamowicie zaśpiewaną piosenką (wokale Aguilery są tu niezwykle mocne, ale też delikatnie rzewne i liryczne), ale i zręcznie zaaranżowaną. Ta mozaika stworzona z takich instrumentów jak pianino, gitary, perkusja i smyczki robią ze “Stronger Than Ever” filmowy, soft rockowy numer.

1. BIRDS OF PREY

Co by było, gdyby “Birds of Prey” zostało singlem, tak jak wymarzyła to sobie Aguilera? Nie dane nam było się dowiedzieć, gdyż wytwórnia artystki przestraszyła się tego nagrania. Piosenka trafiła na deluxe “Bionic”, z miejsca stając się fan-favorite. Nic dziwnego. To Christina, jakiej wcześniej nie znaliśmy. To Christina, jaka zaskoczyła nawet najzagorzalszych słuchaczy. Stworzony z zespołem Ladytron kawałek jest nie tylko brylantem ery “Bionic”, ale i całej kariery Xtiny. Produkcja charakteryzuje się elektronicznym, syntetycznym bitem oraz ponurym, posępnym klimatem. Niepokojącą atmosferę jeszcze bardziej podkreślają śpiewająca z dziwnym spokojem Christina oraz mroczny tekst pełen odwołań do “Matrixa” i “Alicji w krainie czarów”. O “Birds of Prey” mówić można jeszcze długo, ale gdybym miała zamknąć temat jednym słowem, określiłabym ten utwór przymiotnikiem epicki.

4 Replies to “RANKING: Christina Aguilera “BI~ON~IC””

  1. Dziesięciolecie albumu zmobilizowało mnie do przesłuchania go w całości, abym mogła przestać pisać, że znam tylko “Not Myself Tonight”. 😉 Najbardziej spodobały mi “Monday Morning” i “Birds of Prey”, nie mam pojęcia, dlaczego nie znalazły się na standardowej wersji płyty.
    Pozdrawiam. 😉

  2. Z mojej perspektywy “Bionic” to płyta dla zagorzałych fanów. Rok 2010 to szczyt popularności “The Fame Monster” i niestety po latach słychać to w wielu miejscach “Bionic” najbardziej. A że nie wyszło…, no szkoda. “Birds Of Prey” broni się najlepiej, do tego jeszcze “Stronger Than Ever” – powinny być na wersji podstawowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *