RANKING: Płyty Nelly Furtado

Nelly Furtado ma na koncie i spektakularne sukcesy, i spore porażki. Kanadyjska wokalistka podczas trwającej ćwierć wieku kariery nie bała się eksperymentować i ryzykować. Jej każda płyta jest erą, nad którą warto choć na chwilę się pochylić. W poniższym artykule uszeregowałam jej albumy  zaczynając od tych, które według mnie wypadają najsłabiej, po dźwiękowe perełki, które najlepiej oddają ducha i talent artystki. 

7. The Ride (2017)

Album “The Ride” był próbą zwrócenia się w stronę indie-popu, lecz ciężko stwierdzić, by Nelly dokładnie przemyślała obrany kierunek. Furtado sama określiła go mianem „płyty na kaca”, jednak efekt bardziej rozczarowuje niż intryguje. Choć niektóre utwory (jak „Paris Sun” czy „Pipe Dreams”) zapowiadały ciekawszy i odważniejszy materiał, ostatecznie krążek wydaje się być zachowawczy i pozbawiony wyrazistości. W porównaniu do wcześniejszych projektów artystki “The Ride” wypada blado i pozostawia niedosyt. To nie jest album zły czy banalny, ale zdecydowanie mniej porywający, niż można było oczekiwać.

6. The Spirit Indestructible (2012)

Nelly Furtado dość brutalnie przekonała się, że nic nie jest tak nietrwałe jak sława. Płyta “The Spirit Indestructible” pojawiła się w trudnym dla niej okresie, kiedy to jej popularność znacznie zmalała po wielkim sukcesie płyty “Loose” i niezauważonym przez szerszą publiczność hiszpańskojęzycznym “Mi Plan”. Wydawnictwo nie próbuje jednak na siłę być generatorem potencjalnych hitów, a sama artystka nie miała ochoty współpracować z modnymi w 2012 roku hitmakerami typu David Guetta czy Pitbull. Postanowiła robić swoje i serwować mniej nachalną muzykę o duchowym pierwiastku.

5. Mi Plan (2009)

Album Mi Plan” jest projektem, w którym Nelly Furtado postanowiła nagrać piosenki bliskie swojemu sercu, odchodząc od brzmień modnego wówczas elektropopu i kończąc współpracę z Timbalandem. Płyta utrzymana jest w słonecznym, łagodnym klimacie, a śpiew w języku hiszpańskim nadaje jej dodatkowego ciepła i uroku. Niestety większość utworów nie zostaje na długo w pamięci. Dużym atutem albumu są za to zaproszeni goście. Artystkę wsparło aż siedmioro wykonawców nadających piosenkom różnorodności (m.in. Alejandro Fernández, Julieta Venegas czy Juan Luis Guerra). Ta muzyka zyskuje z biegiem czasu.

4. 7 (2024)

Siedem lat kazała nam czekać Furtado na następcę “The Ride”. Choć w ostatnich latach zainteresowanie jej muzyką spadło, ona śmiało wróciła z nową muzyką, licząc nieco na nostalgię fanów pamiętających jej sukcesy z czasów współpracy z Timbalandem. Zamiast próbować odgrzać nam coś, co już znamy, wokalistka otworzyła się na współpracę z młodszymi producentami i artystami z różnych stron świata. “7” jest powrotem, który miło mnie zaskoczył. Nelly przyłożyła się do pracy, pozwoliła poprowadzić się innych twórcom, ale ani na chwilę nie przestała być sobą.

3. Folklore (2003)

“Folklore”, drugi studyjny album Nelly Furtado, wydany został trzy lata po debiutanckim “Whoa, Nelly!”. Krążek brzmi dojrzalej i odważniej, a sama artystka jeszcze śmielej miesza gatunki (m.in. pop, folk, hip hop i akustyczne dźwięki) i sięga po takie instrumenty jak banjo czy mandolina nadające całości oryginalności i niepodrabialnego klimatu. Po lekkim debiucie nowość od Nelly skręcała w mroczniejsze melodie, zaś sama artystka przygotowała bardziej osobiste teksty. “Folklore” jest krążkiem pięknie organicznym, choć niezbyt prostym w odbiorze.

2. Whoa, Nelly! (2000)

“Whoa, Nelly!”, debiutancki album Nelly Furtado, jest dziełem radosnym, słonecznym i autentycznym, akcentującym osobisty styl Kanadyjki i jej charakterystyczną barwę głosu. Artystka samodzielnie napisała wiele tekstów i współprodukowała płytę, co tylko nadaje “Whoa, Nelly!” szczerości i naturalności. Muzycznie krążek jest mieszanką popu, trip hopu, r&b, elektroniki, hip hopu, worldmusic i dźwięków latino. Wow, dzieje się! Ten miks zwracał uwagę i czarował oryginalnością. Nelly śmiało wychodziła poza popowe ramy, choć potrafiła stworzyć chwytliwy, radiowy refren (to stąd pochodzi przebój “I’m Like a Bird”). “Whoa, Nelly!” jest płytą lekką i bezpretensjonalną. 

1. Loose (2006)

Cóż to była za era! Album “Loose” wydany w 2006 roku to najbardziej komercyjna i różnorodna płyta w dorobku Nelly Furtado. Powstała głównie pod okiem Timbalanda, który połączył dance-pop, r&b, hip-hop i wpływy muzyki latynoskiej oddając w nasze ręce kilka niezapomnianych przebojów. Takimi utworami jak “Maneater”, “Promiscuous” czy “Say It Right” pachniała pierwsza dekada nowego tysiąclecia. “Loose” jest płytą pełna kontrastów i różnorodnych brzmień, które składają się na porcję wciąż świeżych kawałków. Dziś trzeci krążek Furtado to jeden z albumów mojej młodości – krążek, który przywołuje wiele wspomnień i sprawia, że z sentymentem wracam do tamtych czasów.

_________________

To był jeden z tym koncertowych newsów, które ja przyjęłam z największym entuzjazmem. Po piętnastu (!) latach Nelly Furtado wraca do Polski by wystąpić na debiutującym na festiwalowej mapie Polski wydarzeniu BitterSweet. Jej koncert zaplanowany został na 14. sierpnia.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

2 komentarze do “RANKING: Płyty Nelly Furtado”

  1. Mam braki w dyskografii Nelly, ale moim ulubionym albumem jest “Folklore”. Na drugim miejscu oczywiście “Loose”, głównie ze względu na sentymenty z dzieciństwa. Pamiętam, że słuchałam kiedyś dawno temu “The Ride” i nie wydawał mi się on taki najgorszy, za to do “Whoa, Nelly” wciąż mam mieszane uczucia, chociaż doceniam to, że jest dość oryginalny.
    Pozdrawiam. 😊

  2. Wraca do Polski po 12 latach. w 2013 zagrała w Szczecinie na Eska Music Awards & Tall Ships Races Finale 😉 15 lat od Orange Warsaw Festival

Odpowiedz na „SzafiraAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *