Relacja z koncertu Cleo Reed

Cleo Reed konsekwentnie buduje własny muzyczny świat, z albumu na album coraz wyraźniej zaznaczając w nim swoją obecność. Na koncie ma już dwa wydawnictwa, a do Polski przywiozła “Cuntry” – swój najnowszy, ubiegłoroczny materiał. Wcześniej miała okazję występować u boku takich artystów jak BadBadNotGood, Sudan Archives czy Nick Hakim, tym razem jednak nie musiała dzielić z nikim uwagi publiczności. Scena poznańskiego klubu Blue Note należała w pełni do niej.

Nie był to długi koncert, ale miał w sobie coś, czego dawno nie doświadczyłam na żywo – naturalność, swobodę i brak określonego z góry scenariusza. Cleo Reed rozpoczęła występ sama, z gitarą, stopniowo zapraszając nas do swojego świata. Później dołączył do niej przyjaciel, muzyk Matthew Jamal, który nie tylko wspierał ją dodatkowymi wokalami, ale też wzbogacał brzmienie instrumentami smyczkowymi m.in. kontrabasem. Ich wspólne granie miało w sobie coś kameralnego, niemal domowego. Jamal dostał zresztą również własną chwilę, by zaprezentować swoje umiejętności. Z instrumentem przypominającym mandolinę i na tle subtelnie elektronicznego podkładu stworzył muzykę o wyraźnie filmowym charakterze. Był to krótki, ale sugestywny fragment wieczoru.

Wróćmy jednak do gwiazdy wieczoru. Cleo Reed nie wykręca może imponujących liczb w komercyjnym sensie, ale ma w sobie charyzmę, która może zaprowadzić ją naprawdę daleko. Do tego dochodzi talent wokalny: z łatwością przeskakuje między niskimi a wysokimi rejestrami, a jej wykonaniom nie brakuje teatralności. Występ rozpoczęła skromnie od a cappella  “I Been Out Here Hustlin’”. Później przyszedł czas m.in. na „”Women at War”, “Always the Horse, Never the Jockey”, “No Borders” i “Salt n’ Lime”. Na deser zostawiła cover “Hit the Road Jack”, którym udowodniła, że potrafi nie tylko snuć własne muzyczne opowieści, ale też swobodnie sięgać po cudzy repertuar. Przez cały wieczór dbała o kontakt z publicznością, zachęcając do wspólnego śpiewania i zabawy, a między utworami dzieliła się anegdotami z wcześniejszych występów oraz opowiadała o inspiracjach stojących za albumem “Cuntry”. To właśnie ta płyta zwróciła zresztą moją uwagę na Cleo Reed. Zachwyciła mnie odważnym, a przy tym zaskakująco spójnym połączeniem r&b, folku, country, soulu i indie. Jeśli Cleo Reed nadal będzie rozwijać swój świat z taką swobodą i odwagą, zdecydowanie warto mieć ją na oku. Tym bardziej, jak sama zdradziła, ma już w szufladzie kilka nowości.

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *