
Kiedy Tinashe przestała martwić się o komercyjny sukces, jej twórczość wyraźnie na tym zyskała. Paradoksalnie odpuszczenie pogoni za listami przebojów przyniosło jej nie tylko artystyczną swobodę, ale też coraz większe grono słuchaczy, którzy docenili ją właśnie za to, że zaczęła grać na własnych zasadach. Jeszcze kilka lat temu wokalistka marzyła o pozycji mocnego nazwiska w grze r&b, dziś nie owija już w bawełnę: chce być popstar. Tegorocznym projektem udowadnia, że ta popowa korona rzeczywiście jest w jej zasięgu.
Sięgając po wydawnictwo “Popstar” zastanawiałam się, czy Tinashe pokusi się o puszczenie oczka do fanów artystek, o których już dawno mówimy popstars. Rhythm’and’bluesowa ballada “I’d Rather Be Alone” z grzmiącymi gitarami ma lekki vibe ery “Good Girl Gone Bad” Rihanny. Wyluzowane “Crash Out” robi wycieczki w stronę rozsławionego przez Ciarę crunku. Kobiece “Pillow Fight” będące miksem popu i r&b przypomina końcówkę lat 90. w wykonaniu Mariah Carey. Pełne przetworzonych wokali, lekko nostalgiczne nagranie tytułowe pasowałoby do Keri Hilson. Kapitalne “Nobody Wanna Dance Anymore” sięga zaś po fragmenty zapomnianego “Chillin” Wale feat. Lady Gaga – to mocny bas, klubowy rytm i popowy underground.
Do grona najlepszych punktów “Popstar” należą także takie kawałki jak “Sunglasses”, “Melatonin” oraz “Empty Stadium”. Pierwszy z utworów jest odrealnionym, hipnotycznym spotkaniem ambientu i klubowej elektroniki. Pędzące “Melatonin” flirtuje z hyperpopem będąc nagraniem nowoczesnym i nietypowym. W melancholijnym “Empty Stadium” Tinashe zabiera swoje brzmienia na nocny spacer opustoszałymi ulicami wielkiego miasta. W pięknym stylu. Kto jednak woli artystkę w tym imprezowym wydaniu, ten zainteresować się powinien pełnym zabawnych hooków, zahaczającym o estetykę Y2K “Too Much”. Swoją epokę wyprzedzają futurystyczne, zmiękczane dźwiękami pianina “Flashbacks” oraz “Brainrot” – tak brzmi cyfrowy pop. Po tym wszystkim zaskakująco prezentuje się zamykająca album kompozycja “Heavy Weight” o akustycznym, wyciszającym wydźwięku. Czy to jakaś zapowiedź kolejnego kierunku wokalistki?
Tinashe w końcu doczekała się swoich pięciu minut, choć wciąż trudno stawiać ją w jednym szeregu z największymi gwiazdami muzyki pop. Nie musi jednak czekać na wielki, przełomowy hit, by udowodnić, że zasługuje na miejsce przy tym stole. “Popstar” jest różnorodną i odważną płytą, na której Amerykanka swobodnie lawiruje między r&b, elektroniką, klubowym popem, hyperpopem i bardziej nostalgicznymi brzmieniami. Co najważniejsze te piosenki mają siłę wyciągania ludzi na parkiet. Tinashe może więc jeszcze nie grać w popowej A-lidze, ale krążkiem “Popstar” szturmem podbija kolejne serca. Dla mnie to jedna z lepszych (jak nie najlepsza!) popowa płyta 2026 roku.
Warto: Nobody Wanna Dance Anymore & Sunglasses & Melatonin & Empty Stadium
_____________
333 ♥ BB/ANG3L ♥ Quantum Baby
Ja również uważam, że album rozpoczyna się mocnymi akcentami (“Too Easy” czy świetne “Melatonin”), podoba mi się jeszcze “Pillow Fight”, ale później jest trochę słabiej. Ogólnie album mi się podobał.
Pozdrawiam 😊