
W 2001 roku Britney Spears była już czymś więcej niż tylko nastoletnią sensacją. Stała się bowiem pełnoprawną ikoną popu początku XXI wieku. Dziś, gdy od premiery tej płyty mija 25 lat, warto wrócić do utworów, które najlepiej oddają klimat tamtej epoki i moment przełomu w karierze artystki, która stawała się pewniejsza siebie i miała ochotę na eksperymenty. Oto 5 najlepszych piosenek z krążka “Britney”, który dla wielu fanów pozostaje jednym z najważniejszych wydawnictw w jej dyskografii.
5. I’m Not a Girl, Not Yet a Woman
Chyba śmiało można określić album “Britney” jako pomost między jej bubblegumową, dziewczęcą stylistyką a odważniejszym kierunkiem, jak później obrała. Czuła to zresztą sama artystka, która zarejestrowała na jego potrzeby utwór o tytule “I’m Not a Girl, Not Yet a Woman”, w którym śpiewa o dorastaniu oraz trudnym momencie przejścia między dzieciństwem a dorosłością. A robi to w ładnym, popowo-balladowym stylu. Kawałek się zestarzał, ale jego przekaz będzie aktualny zawsze. Co ciekawe jedną z autorek tekstu piosenki jest sama Dido, która zaledwie dwa lata wcześniej zrobiła furorę albumem “No Angel”.
4. Cinderella
“Cinderella” jest jednym z tych utworów z albumu, które zasługują na znacznie więcej uwagi, niż faktycznie otrzymały. Utrzymana w charakterystycznym dla początku lat 2000. popowym klimacie piosenka opowiada o dziewczynie, która postanawia zakończyć relację. Chociaż tytuł nawiązuje do baśni o Kopciuszku, Spears podeszła do tego przewrotnie – zamiast czekać na księcia, sama decyduje o swoim losie. Ta dynamiczna produkcja oraz pełen pewności siebie wokal młodej Britney przełożyć się mógł na sukces utworu, gdyby tylko dano mu szansę.
3. Bombastic Love
Kolejny dowód na to, iż płyta “Britney” przeładowana była potencjalnymi przebojami. Nagranie to doskonale oddaje energię i popowy charakter początku lat 2000. Piosenka traktuje o intensywnym, niemal filmowym zauroczeniu. Uczuciu tak wielkim, że aż bombastycznym. “Bombastic Love” zaskakuje rytmicznością, delikatnymi wpływami zarówno elektroniki jak i rhythm’and’bluesa czy nawet egzotycznych motywów. Jak na trzy minuty dzieje się tu sporo, a refren kompozycji z łatwością wwierca się w pamięć. Ja jeszcze lubię w nim smyczki przecinające co jakiś czas melodię – czy to przedsmak “Toxic”?
2. I’m a Slave 4 U
Jeśli miałabym wskazać jeden z najważniejszych utworów na albumie “Britney” i jednocześnie jeden z najbardziej przełomowych momentów w całej karierze Britney Spears, szybko na myśl przyszłoby mi “I’m a Slave 4 U”. Kawałek ten przedstawił nam odświeżony wizerunek Amerykanki, która odeszła od estetyki nastoletniego popu na rzecz bardziej zmysłowego brzmienia inspirowanego r&b. Singiel wyprodukowany został przez duet The Neptunes, który nadał kompozycji hipnotyczny rytm i pulsujący bas. A pamiętacie występ z pytonem na ramionach, jaki z “I’m a Slave 4 U” dała Britney na MTV VMA w 2001 roku? Legenda!
1. Boys
Druga kolaboracja z The Neptunes i kolejny sukces. Ponownie Pharrell Williams i Chad Hugo przekonali artystkę, by porzuciła na moment pop i zanurkowała w świecie r&b. Tu doprawili je elementami hip hopu i funku. Efekt? Lekki, ale hipnotyczny i bardzo zmysłowy. Na uwagę szczególnie zasługuje występ Britney, która mocno wczuła się w podmiot liryczny śpiewający o swojej fascynacji mężczyznami. Jeśli słuchając samej piosenki “Boys” macie wrażenie, że to brzmi całkiem znajomo, śpieszę donieść, że początkowo utwór trafił w ręce Janet Jackson. Ostatecznie dostała go Spears, która śmiało podjęła wyzwanie i poradziła sobie z nim znakomicie. Nawet, jeśli unosi się nad tym duch Jackson.
