#259 Toni Braxton “The Heat” (2000)

„The Heat” to już trzeci album utalentowanej amerykańskiej wokalistki r&b Toni Braxton. Poprzednie dwa(„Toni Braxton” oraz „Secrets”) zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Do trzech razy sztuka? W przypadku Toni mam nadzieję, że następne płyty również utrzymają poziom bądź też będą jeszcze lepsze. Już na początku zdradzę, że mnie „The Heat” zachwycił jeszcze bardziej niż poprzednie płyty Braxton.

Toni nie zrobiła jakiegoś znacznego obrotu o 180 stopni. Nadal nagrywa to, w czym czuje się najlepiej. Na „The Heat” są więc i ballady i szybsze utwory. A nawet w przeciwieństwie do albumu „Secrets” więcej tu tych przebojowych piosenek. Sprawia to, że płyta jest różnorodna, ciekawa. Chociaż do dwóch przednich mam duży sentyment, nie wracam do nich często. Nieco mnie nudzą i nie sprawiają już takiej przyjemności jak wcześniej. Muzyka, jaką prezentuje nam Toni, to wciąż mieszanka r&b oraz soulu.

Numerem, który zrobił na mnie największe wrażenie, jest ballada „Spanish Guitar”. To pierwsze zetknięcie się Toni z muzyką latynoską. Nie są to zaraz brzemienia w stylu Jennifer Lopez czy Enrique Iglesiasa, ale coś z wyższej półki. Pogrywająca delikatnie latynoska gitara jest tylko dodatkiem. Cała piosenka jest bardzo zmysłowa. Podobają mi się ozdobniki w języku hiszpańskim. Uwielbiam też „Gimme Some”. Jest to pierwszy duet Toni, jaki znam. Obok Braxton słyszymy w nim Lisę „Lefteye” Lopes. Rewelacyjnie zarapowała. Jej obecność urozmaiciła ten numer. Mimo całej mojej sympatii do Toni – w „Gimme Some” wolę Lisę. Dodam nawet, że zostałam zachęcona do sięgnięcia po jej muzykę.

Warto zwrócić uwagę na szybsze kawałki, które znalazły się na “The Heat”. Żadna z ballad nie dorównuje niestety pamiętnemu, kultowemu już dzisiaj “Un-Break My Heart” z albumu “Secrets”. Toni natomiast polepszyła się w kołyszących kompozycjach. Bardzo podoba mi się “He Wasn’t Man Enough”. Jeszcze lepsze jest tytułowe “The Heat”. Znałam te piosenkę na długo przed tym, zanim w ogóle wpadłam na pomysł recenzowania albumów Toni. Wtedy średnio mi się podobała. Dzisiaj? Uwielbiam ją. Podoba mi się jej nastrój oraz wykonanie Braxton.

Zastanawiam się, która z piosenek zawartych na “The Heat” mniej mi się spodobała. Po długim zastanowieniu dochodzę do wniosku, że nie ma tu takiej. Cały album jest naprawdę udany. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich, repertuar jest zróżnicowany. Nie ma się wrażenia, że piosenki się powtarzają. Nie znajdziemy tu więc kalki “The Art of Love”, gdzie szepty i rozmowy zostały przełożone nad śpiew. Albo przebojowego “You’ve Been Wrong”, które z powodzeniem mogłoby znaleźć się na płycie Destiny’s Child. Podoba mi się w niej to, jak Toni operuje swoim wokalem. raz śpiewa delikatnie, wysoko. Innym razem z pełną mocą. Tak, jakby obok niej występowała jakaś inna, ale tak samo utalentowana, wokalistka.

O czym śpiewa Toni Braxton? Oczywiście o miłości. Chociaż temat jest już przerobiony we wszystkich możliwych kierunkach, utwory artystki ładnie się bronią. Z tego co wiem, kilka z nich napisała Diane Warren. Jej autorstwa jest “Spanish Guitar” oraz “I’m Still Breathing”. Chociaż spod jednego ‘pióra’, ich spojrzenie na miłość się różni. “I’m Still Breathing” to utwór o związku, który się rozpadł. Toni śpiewa There were times when it took all my strength, to just get through, yeah, through another day, there were so many nights I thought that I was gonna die without you (PL: Były chwile gdy to pochłaniało całą moją siłę, by przeżyć, tak przeżyć kolejny dzień, było tak wiele nocy kiedy myślałam, że umrę bez ciebie). W “Spanish Guitar” z kolei Toni fantazjuje, jak dobrze byłoby być ze spotkanym w małym klubie mężczyzną: I wish that I was in your arms, like that spanish guitar (PL: Chciałabym być w twych ramionach, jak ta hiszpańska gitara).

Album “The Heat” Toni Braxton to porcja muzyki r&b na najwyższym poziomie. Artystka ma niesamowity głos, którego tak łatwo zapomnieć się nie da. Potrafi z niego korzystać. Uważam, że ‘The Heat” to jej najlepszy krążek. Oczywiście z pośród tych, które ja już znam. Przyznam się wam nawet, że mam nadzieje, że następne pobiją go na głowę. Ale o tym przekonamy się później. Jak na razie nie moge uwolnić się od utworów z trzeciej płyty wokalistki.


4 Replies to “#259 Toni Braxton “The Heat” (2000)”

  1. Szczerze powiedziawszy to nie znam chyba żadnych jej utworów, chociaż może coś słyszałam ale nawet nie zdaje sobie sprawy, że to jej. Widze,że bardzo dobrze oceniłaś ten album, więc chyba powinnam posłuchać, bo warto. :)WWW.JLO-FAN.BLOG.ONET.PL – Zapraszam na nn

  2. Lubię ten album. Nieporównywalnie lepszy niż “Secrets” czy “Toni Braxton”. Jak dla mnie różni się od poprzednich płyt. Ta jest bowiem bardziej przebojowa. Sporo tanecznych (?) utworów, z kolei ballady nie wypadają tak blado, nużąco (fizzz-reviews)

  3. Bardzo fajna recenzja, przyznam, że zachęciłaś mnie :). A co do “Mikołajka”… przeczytałam wszystko i to nie raz. Pozdrawiam 😉 [wildflowers]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *