#444 Katy B “Little Red” (2014)

Każdy, kto choć trochę mnie zna, wie, jak bardzo cenię żywą muzykę. Prawdziwe instrumenty, nieskażony komputerową obróbką wokal, szczere, niewyreżyserowane emocje. Dlatego też na co dzień najczęściej w moich głośnikach usłyszeć można utwory Coldplay, Alicii Keys czy The National. A muzyka taneczna? Jeśli zaś mam ochotę na odrobinę lżejszych, mało wymagających dźwięków, starannie dobieram artystów.

Uważam, że trzeba dać szansę każdemu muzycznemu gatunkowi i dopiero potem wybrać ten, którego słuchanie daje nam nie chwilowe, lecz długotrwałe zadowolenie i przyjemność. U mnie do takowych brzmień należy chociażby indie rock czy r&b. Nie pozostaję obojętna również na muzykę elektroniczną.

Ktoś może się oburzyć i powiedzieć, że jestem hipokrytką. Z jednej strony miesza z błotem Davida Guettę a z drugiej broni Katy B? Nie stawiajmy tych dwoje w jednym rzędzie. Jest spore grono twórców, którzy komputerów używają do podkręcenia brzmienia, nieraz zupełnie bez wyobraźni czy pomysłu. Dlatego też boli mnie słuchanie electropopowych koszmarków Demi Lovato czy Pitbulla. Medal ma jednak dwie strony, dlatego też mamy, nazwijmy to, elektroniczny underground. A tam artystów mniej popularnych, nie goszczących na pierwszych miejscach list przebojów, ale dużo bardziej interesujących i oryginalnych. Kombinujących z brzmieniem i nie odgrzewających tego, co już było. Goldfrapp, Disclosure, SBTRKT to tylko kilka przykładów. Do tego grona zaliczyć możemy łączącą od 2011 roku (czyli od czasu wydania debiutanckiego “On the Mission”) mainstream z alternatywą brytyjską wokalistkę Katy B. Trzy lata temu jej misja polegająca na podbiciu klubowych parkietów się powiodła. Czy podobny sukces artystka osiągnie dzięki “Little Red”?

Nie znam osobiście Katy B, robi ona na mnie dobre wrażenie jako człowiek. Wydaje się być osobą sympatyczną i niezapatrzoną w siebie. A co reprezentuje sobą jako artystka? Młodość i świeże spojrzenie na muzykę.

Katy B obraca się głównie w kręgach klubowych rytmów. Jej utwory są mieszanką muzyki dance, house i pop. Słuchać ich osobno nie polecam. Dopiero w grupie zdziałać potrafią cuda. “Little Red” to krążek, który ze sklepowych półek spokojnie może zawitać na klubowe parkiety. Nie wymaga żadnych poprawek, żadnego dodatkowego miksowania. Chociaż to na imprezach sprawdziłby się najlepiej, słuchanie go w domowym zaciszu nie powoduje uszczerbku na naszym zdrowiu. Może tylko trudniej dostrzec jego taneczny potencjał.

Płytę otwiera utwór “Next Thing”, którego początek nieco mnie przeraził. Zresztą sama piosenka wydaje mi się taka zwykła. Na swoim krążku mogłaby mieć ją rumuńska wokalistka Inna czy też… inna wokalistka obracająca się w świecie tanecznych przebojów. Przyjemniej słucha mi się singlowego “5 AM”, którego słodki, uroczy refren szybko wpada w ucho. Byłam bardzo zaskoczona widząc piosenkę zatytułowaną “Aaliyah”. Nie wiem, czy Katy B planowała oddać swoją kompozycją hołd zmarłej na początku XXI wieku wokalistce r&b, czy też na myśli ma zupełnie inną kobietę. Przychylam się jednak do pierwszej wersji. W piosence usłyszeć możemy brytyjską artystkę Jessie Ware, która pasuje do takich elektronicznych utworów, choć w swoich własnych kawałkach lansuje spokojniejsze dźwięki.

Interesująco zaczyna się “Crying For No Reason”. Pianino? Jak najbardziej. Jednak w celu utrzymania spójności “Little Red” dodano do niego elektronicznych elementów otrzymując ładną, w miarę stonowaną, balladową kompozycję. Bardziej optymistycznie robi się w klubowym “I Like You”, przy którym, mimo początkowej pewności, nie doszukałam się w spisie twórców chłopaków z Disclosure. Podoba mi się piosenka “All My Lovin'”, która porwała mnie swoją melodią – mroczniejszą, bardziej tajemniczą. Ponownie jaśniej robi się w nieco rhythm’and’bluesowym “Tumbling Down”, w którym uwagę przyciąga głównie głos Katy B, czy w “Everything”. Mamy tu też przyjemne “Play” z gościnnym udziałem przedstawiciela brytyjskiej sceny muzyki elektronicznej – Samphy (nagrywał m.in. z Jessie Ware i SBTRKT); intrygujące “Sapphire Blue”; trochę nużące i przewidywalne “Emotions” oraz “Still”, w którym ponownie w ruch poszło pianino, tworząc z komputerowymi wstawkami przebojową balladę.

Na początku do muzyki Katy B podchodziłam sceptycznie. Znam jej debiutancki album “On a Mission”, którego misja nie do końca się powiodła. Piosenki artystki nie sprawiły, że zapragnęłam wcisnąć replay by przesłuchać całą płytę od nowa. Album noszący uroczy tytuł “Little Red” to nowy rozdział w twórczości Brytyjki. Może i brzmienie za bardzo się nie zmieniło w porównaniu do “On a Mission”, ale utwory sprawiają wrażenie dojrzalszych i bardziej poukładanych. Jak na razie “Little Red” jest najlepszą płytą wydaną w 2014 roku. Imprezowy must have.

15 Replies to “#444 Katy B “Little Red” (2014)”

  1. płyty jeszcze nie miałam okazji przesłuchać w całości, tylko 3 piosenki chyba,ale zaraz zabieram się za przesłuchanie całej, bo płyta zapowiada się fajnie. i chyba będę musiała się zgodzić, że to imprezowe must have 😉

    nn
    {theQueen.blog.onet.pl}

  2. Ostatnio ściągnąłem sobie ten album i na razie się nie wsłuchiwałem, ale kiedyś na pewno to uczynię. Po Twojej recenzji mam wielkie oczekiwania wobec tej płyty :))

  3. Wiele razy dawałam szansę muzyce elektronicznej i nigdy mnie nie zadowoliła. Uciekałam od niej jak najprędzej. To na pewno nie jest mój styl. Ale muszę przyznać, że Katy B ma bardzo ładną barwę głosu, a jej wykonania całkiem wpadają w ucho i nie męczą. Jednak to nie jest to.
    http://sam-barks.blog.pl/

  4. Mnie właśnie zainteresowała Crying for no reason i Aaliyah, po części przez tę wokalistkę 😉 Katy coś w sobie ma że chce się słuchać jej głosu !

  5. Słyszałam o tej wokalistce, ale jakoś nie czuję się zachęcona do sięgnięcia po jej twórczość.
    U mnie nowa notka, zapraszam i pozdrawiam 🙂

  6. Przesłuchałem kilka pierwszych utworów z jej płyty i muszę dojść do wniosku, że Crying For No Reason to jej najlepszy utwór, z tych które przesłuchałem. Zdecydowanie najlepszy. Super połączono pianino i dźwięki elektroniczne. Tak samo jak duet Klingande łączy saksofon i elektronikę. Cudo. Pierwszy utwór z płyty jest słaby. Taki do poziomu Inny, ale Katy B podnosi poziom słabemu kawałkowi. Potem jest lepiej np. przy 5 Am czy Aaliay. Przyjemnie. zyciejestmuzykaaa.blogspot.com/

  7. Uwielbiam singlowe “5 AM” i “Crying for No Reason”, świetne jest też “Play”, “I Like You” i “Aaliyah”. Co prawda jakoś niezbyt mnie przekonał głos Jessie Ware na tej piosence, jest trochę zbyt zmanierowany. O wiele bardziej podchodzi mi jej kolaboracja z Disclosure w “Confess to Me”. Ale ogólnie płyta super! Chciałem ją zrecenzować, ale jak już Ty to zrobiłaś, to chyba zrezygnuję 🙂 Świetna recenzja. Uśmiałem się przy fragmencie o rumuńskiej wokalistce 😀

    Przy okazji zapraszam do mnie na nową notkę: http://kakofoniczny.blogspot.com/

Odpowiedz na „~KsiadzTomaszAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *