RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

Madonna zbudowała reputację artystki, która nigdy nie ogląda się za siebie. Każdy kolejny album miał być nowym rozdziałem i kolejnym wcieleniem. Tym większym zaskoczeniem jest “Confession II” – to pierwszy raz, gdy Królowa Popu wraca do pomysłu, który przed laty zapewnił jej jeden z największych sukcesów. Dwadzieścia lat temu “Confessions on a Dance Floor” nie tylko przywróciło modę na disco, ale też podarowało światu serię singli, które do dziś nie schodzą z radiowych playlist. Poprzeczka zawisła więc wyjątkowo wysoko. Zamiast wymyślać siebie od nowa, Madonna postanowiła raz jeszcze założyć lśniący kostium i wejść między migające światła. Jak wyszła jej druga wizyta w tej samej rzece? A właściwie – na tym samym parkiecie?

Czytaj dalej RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

RECENZJA: Bebe Rexha “Dirty Blonde” (2026) (#1706)

Jeszcze na początku roku Bebe Rexha publicznie narzekała, że jej kariera ugrzęzła w martwym punkcie, zazdroszcząc chociażby Charli XCX i Sabrinie Carpenter, które wskoczyły do pierwszej ligi gwiazd mainstreamowego popu. Jej frustracja wobec wytwórni i sposobu prowadzenia kariery była zrozumiała. Przez lata dostarczała kolejne hity, ale trudno było nie zauważyć, że problem leżał również w samej muzyce. Bo choć Rexha wielokrotnie udowadniała, że potrafi pisać chwytliwe refreny, równie rzadko proponowała coś, co faktycznie wyróżniałoby ją spośród dziesiątek innych gwiazd popu. “Dirty Blonde” wydaje z pozycji niezależnej artystki. Czy tegoroczny krążek rzeczywiście jest przełomem, na jaki od lat tak niecierpliwie czeka?

Czytaj dalej RECENZJA: Bebe Rexha “Dirty Blonde” (2026) (#1706)

Lata 80. w perspektywie Kylie Minogue: “Kylie” (1988) & “Enjoy Yourself” (1989)

Pod koniec lat 80. Australijka Kylie Minogue nie planowała zostać pełnoetatową gwiazdą popu. Była przede wszystkim młodą aktorką rozwijającą karierę telewizyjną, a muzyka początkowo wydawała się jedynie dodatkiem do pracy przed kamerą. Debiutancki album, zatytułowany po prostu “Kylie” powstawał w nietypowych warunkach. Artystka często nagrywała piosenki zaraz po zakończeniu zdjęć na planie serialu. Mimo tego pośpiechu i braku wielkich ambicji płyta okazała się jednym z najważniejszych popowych debiutów końcówki dekady. 

Czytaj dalej Lata 80. w perspektywie Kylie Minogue: “Kylie” (1988) & “Enjoy Yourself” (1989)

RECENZJA: Honey Dijon “The Nightlife” (2026) (#1688)

Honey Dijon, a właściwie Honey Redmond, od lat funkcjonuje w klubowym świecie jako DJ-ka i producentka, która kontrolowała parkiety na długo przed tym, jak zaczęła wydawać autorskie albumy. Bowiem dopiero w 2017 roku zdecydowała się na pełnoprawny debiut płytowy. “The Nightlife”, jej trzeci longplay, jest kolejnym projektem zbudowanym nie tylko na jej wizji klubowej euforii, ale i współpracy – sporo tu znanych nazwisk, które wtrąciły swoje trzy grosze i podziałały na mnie jak magnes. Trudno było przejść obok tego wydawnictwa obojętnie, zwłaszcza gdy uwagę przyciąga już sama okładka, obiecująca intensywność i szaleństwo godne sobotniej nocy.

Czytaj dalej RECENZJA: Honey Dijon “The Nightlife” (2026) (#1688)

RECENZJA: Jessie Ware “Superbloom” (2026) (#1687)

Jessie Ware wciąż jedzie na fali, na którą sama wskoczyła kilka lat temu. Gdy w 2020 roku wydała “What’s Your Pleasure?”, nie tyle zmieniła kierunek, co w końcu trafiła dokładnie tam, gdzie powinna – do świata pulsującego disco i klubowej zmysłowości. Od tego momentu zaczęła funkcjonować jak współczesna diva parkietu zakochana w brzmieniach przeszłości, którym oddaje hołd. “Superbloom” ukazuje się więc w momencie, gdy Ware nie musi już niczego udowadniać. Ona raczej rozwija swoje własne imperium. Sama zapowiadała, że fascynacja glamour, disco i teatralną przebieranką wciąż jest dla niej kluczowa, ale tym razem chciała zejść poziom głębiej.

Czytaj dalej RECENZJA: Jessie Ware “Superbloom” (2026) (#1687)

RECENZJA: Loreen “Wildfire” (2026) (#1684)

Loreen nie należy do wokalistek, które zasypują słuchaczy nową muzyką. Przeciwnie. Jej dyskografia rośnie powoli, a między kolejnymi płytami pojawiają się długie okresy ciszy. Od czasu eksperymentalnego “Ride” z 2017 roku minęło niemal dziewięć lat. W tym czasie Loreen właściwie zniknęła z wydawniczego rytmu, by powrócić w spektakularny sposób – w 2023 roku ponownie wygrała Eurowizję, zapisując się w historii konkursu jako jedna z jego najbardziej uznanych triumfatorek. “Wildfire” pojawia się więc w szczególnym momencie. To nie tylko powrót po długiej przerwie, lecz także pierwszy krążek nagrany po ponownym zdobyciu europejskiej sceny. 

Czytaj dalej RECENZJA: Loreen “Wildfire” (2026) (#1684)

RECENZJA: Demi Lovato “It’s Not That Deep” (2025) (#1648)

Demi Lovato po raz kolejny zmienia kierunek. I to znów gwałtownie. Jeszcze niedawno z pasją grzebała swoje popowe ja, odcinając się od chwytliwych refrenów i radiowych hooków (płyta “Holy Fvck” z 2022 roku), skręcając w stronę krzyku, gitar i punk rocka. Teraz jednak wraca do miejsca, z którego uciekła – na listy przebojów i wypolerowanych produkcji. “It’s Not That Deep” brzmi więc jak kolejny rozdział w dyskografii artystki, która wciąż zdaje się szukać siebie. Lovato jest więc niczym chorągiewka na popkulturowym wietrze. Czy w tej niekonsekwencji jest metoda?

Czytaj dalej RECENZJA: Demi Lovato “It’s Not That Deep” (2025) (#1648)

RECENZJA: Lady Gaga “Mayhem” (2025) (#1570)


Przeszło piętnaście lat w branży, kilka metamorfoz, wiele mniejszych bądź większych skandali, a pozycja Lady Gagi wydaje się być stabilna. Trendy pojawiają się i znikają, nowe wokalistki przychodzą i odchodzą, a jej popularność wcale nie zmalała. Wręcz przeciwnie. Amerykanka wygodnie usadowiła się na popowym szczycie. I póki co nigdzie się nie wybiera, bo nadal potrafi dostarczać po prostu przebojowe nagrania.

Czytaj dalej RECENZJA: Lady Gaga “Mayhem” (2025) (#1570)

Eurowizyjne recenzje: Luna “No Rest” & Baby Lasagna “DMNS & MOSQUITOES”

Dla niewielkiej liczby artystów Eurowizja jest konkursem, który ich kariery może wznieść na sam szczyt. Pozwala jednak lepiej przyjrzeć się scenom poszczególnych państw Starego Kontynentu. Dwójka uczestników ubiegłorocznej edycji zaprezentowała właśnie swoje nowe płyty. Robimy sobie więc szybką wycieczkę do Chorwacji i Polski.

Czytaj dalej Eurowizyjne recenzje: Luna “No Rest” & Baby Lasagna “DMNS & MOSQUITOES”

RECENZJA: Biig Piig “11:11” (2025) (#1562)


Daleka jestem od stwierdzenia, że dziś komukolwiek pełnoprawna płyta Biig Piig jest potrzebna pisałam przy okazji ostatniego większego projektu pochodzącej z Irlandii wokalistki Jess Smyth. Występująca pod pseudonimem Biig Piig artystka pojawiła się w 2017 roku i od tego czasu udostępniła nam sporo singli, kilka epek i mixtape. Chwilę temu dołączyła do grona wykonawców, którzy na koncie mają debiutancki album. Czy faktycznie potrzebny?

Czytaj dalej RECENZJA: Biig Piig “11:11” (2025) (#1562)