#452 Kylie Minogue “Kiss Me Once” (2014)

Australijka wokalistka Kylie Minogue dość długo kazała nam czekać na swój dwunasty studyjny album pełen premierowych kompozycji. Poprzedni, “Aphrodite”, ukazał się cztery lata temu. Nie można jednak powiedzieć, że Minogue próżnowała i spędziła długie miesiące na leniuchowaniu. W 2012 roku wydała, z okazji 25-lecia swojej pracy artystycznej, składankę z największymi przebojami (przy okazji podzieliła się kawałkiem “Timebomb”, który odnalazłby się na “Kiss Me Once”). Zrobiła również fanom prezent w postaci krążka “The Abbey Road Sessions”, na potrzeby którego w słynnym londyńskim studiu Abbey Road Studios nagrała orkiestrowe wersje starszych kawałków. Pokazała się wówczas z innej strony – dojrzalszej, poważniejszej, ale wciąż kobiecej i seksownej. Na wydanym kilkanaście dni temu “Kiss Me Once” serwuje nam jednak zupełnie inną muzykę.

Kylie Minogue nigdy nie ukrywała, że jej muzyka przede wszystkim ma spełniać rozrywkową funkcję. Ma bawić, ma być ucieczką od szarej rzeczywistości, ma sprawiać, że ludzie będą się uśmiechać. Wokalistka nigdy nie miała ambicji by poruszyć serca słuchaczy, którzy cenią sobie ambitniejsze dźwięki. Od początku kariery (tj. lata 80.) serwowała nam lekkie, popowo-taneczne melodie. Coś na chwilę zmieniło się w latach 90. Mieliście okazję przesłuchać ciekawszych i bardziej zajmujących płyt artystki “Kylie Minogue” i “Impossible Princess”? Jeśli nie, to polecam nadrobić zaległości, bo materiał na nich zawarty jest naprawdę zacny. Jednak te wędrówki Kylie w świat jazzu, r&b czy porządnej elektroniki popularnością się nie cieszyły. Nic dziwnego, że przestała kombinować i powróciła do brzmień, które wywindowały ją na szczyty list przebojów. W efekcie otrzymaliśmy całkiem dobre “Light Years”, klubowe “Fever”, kołyszące “Body Language” czy synthpopowe “X”. O ile te albumy od czasu do czasu lądują w moich głośnikach, tak po banalną “Aphrodite” nie sięgam. I, niestety, wydaje mi się, że “Kiss Me Once” podzieli jej los.

Dwunasty studyjny album Minogue to płyta na miarę dzisiejszych czasów. Nowoczesna, przebojowa. Łącząca w sobie pop, dance i electropop. Każda piosenka wyprodukowana została przez inną osobę. Słuchając tej płyty wcale się tego nie zauważa. Wszystko jest tak spójne, że aż zlewa się w jedno. Uwagę przyciąga przede wszystkim nazwisko Pharrella Williamsa, o którym w ostatnich miesiącach jest wyjątkowo głośno. Ostatnio stworzył dla Palomy Faith nowe “Blurred Lines”. Co przygotował dla Kylie, okaże się za chwilę.

Przeglądając tracklistę “Kiss Me Once” w oczy rzuciło mi się, że trzy piosenki na jedenaście mają w tytule słowo sex. Kylie postawiła więc na zmysłowe doznania i epatowanie seksapilem. Pierwsza z tej grupki, “Sexy Love”, mogłaby znaleźć się na “Fever”. Wtedy jednak zaliczyłabym ją do najgorszych propozycji, na “Kiss Me Once” nazwać ją mogę przeciętniakiem. Jestem fanką czerpiącego z dubstepu singla “Sexercize”. Chociaż wiele osób narzeka na ten kawałek, mi przypadł on do gustu. Podoba mi się w nim połączenie mocnych bitów z kobiecym, niepozornym wokalem Minogue. Myślę, że przy odrobinie szczęścia “Sexercize” może stać się jednym z najważniejszych singli roku. Ostatnia seksowna propozycja Kylie to “Les Sex”, w której to po intrygującym, kilkusekundowym wprowadzeniu pojawia się taneczna bomba w postaci refrenu. Z utworu kicz aż się wylewa, ale piosenkę zaliczyć mogę do najlepszych. Plus za to, że potrafi poprawić mi humor.

Niestety, żadna z pozostałych kompozycji nie sprawiła, że zapragnęłam natychmiast wcisnąć replay. Mamy tu bowiem singlowe, electropopowe “Into the Blue” oraz zaczynające się od gitarowych dźwięków “Million Miles”, które szybko przechodzi w rozdmuchane disco. Dalej wokalistka serwuje nam taneczno-funkowe “I Was Gonna Cancel”, które wyszło spod ręki Pharrella Williamsa. Cud, że nie wcisnął Kylie kolejnego “Blurred Lines”. Lekko synthpopowe “Feels So Good” to prawie czterominutowy kawałek będący mostem między latami 80. a XXI wiekiem. “If Only” nie odznacza się, moim zdaniem, tak wesołym i dziewczęcym klimatem jak pozostałe kompozycje. Taką piosenkę w swoim repertuarze mogłaby mieć i przedstawicielka europejskiej sceny muzyki dance – Kate Ryan. “Kiss Me Once” oraz “Fine” to kolejne electropopowe nagrania, o których chwilę później już się nie pamięta.

Ciekawa byłam duetu Minogue z Enrique Iglesiasem – wokalistą, za którym osobiście nie przepadam. Ich wspólna kompozycja “Beautiful” nie jest przepełniona emocjami, ale słucha się jej nieźle. Jest udaną mieszanką elektroniki i balladowych melodii. Żałuję jednak, że do nagrania tego kawałka Kylie nie zaprosiła kogoś innego, kogoś mniej oczywistego. Jej duety czasem potrafiły zaskakiwać. Kto by zgadł, że pojawi się w utworze Hurts czy Coldplay. Nie mówiąc już o kapitalnym efekcie jej współpracy z Nickiem Cavem.

Jestem fanką tanecznych kompozycji Kylie, ale tych, które pochodzą z takich jej płyt jak “Fever” czy “Body Language”. Nowe piosenki artystki są słodkie, mało oryginalnie i banalne. Ciężko uwierzyć, że nagrywanie tej płyty zajęło jej tyle czasu. Tym bardziej, że wszystko dostała na tacy. Muzykę, teksty. Musiała jedynie zaśpiewać. I to wyszło jej całkiem dobrze. Lubię jej głos, choć zastanawia mnie, jakim cudem, mimo upływu lat, brzmi jak nastolatka. Ja osobiście stawiam na razie na Kylie krzyżyk i wracam do słuchania “I Should Be So Lucky” czy “Can’t Get You Out of My head”. To były czasy… .

11 odpowiedzi do “#452 Kylie Minogue “Kiss Me Once” (2014)”

  1. Cenię twórczość Kylie. Pierwszy album mam w domowej kolekcji, podobają mi się kawałki z płyt “Ferver”, “Body Language” i “X”. Dobrze pamiętam lato 2012 i singiel “Timebomb”. Przypadł mi on do gustu, ale całego albumu w takich klimatach bym nie zniosła. Wątpię, abym sięgnęła po “Kiss Me Once” – załączone “Sexercize” oraz “Into The Blue” niezbyt mi się podobają. Pozdrawiam gorąco. 🙂

  2. żałosne… niektórzy już sporo czekają recenzje innych płyt (kilka miesięcy) a niektórzy napiszą jakąś “na topie” i już jest ;/ chore… ;/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *