RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

Absolutely, a właściwie Abby-Lynn Keen, mimo młodego wieku ma za sobą więcej branżowego doświadczenia niż wielu wykonawców z kilkuletnim stażem scenicznym. Gościnne występy (usłyszeć ją możemy m.in. u Tinashe czy Mariny), pisanie tekstów dla innych, praca w studiu – to wszystko było jej codziennością na długo przed tym, zanim zaczęła budować własny dźwiękowy świat. Nie da się też pominąć faktu, że dorastała w cieniu ogromnego sukcesu swojej siostry, Raye. Dla jednych to przepustka, dla innych ciężar. Absolutely musi pracować dwa razy ciężej by odpadła od niej łatka siostry jednej z najważniejszych współczesnych artystek. Czy płyta “Paracosm” w tym pomoże?

Czytaj dalej RECENZJA: Absolutely “Paracosm” (2026) (#1674)

RECENZJA: Princess Nokia “Girls” (2025) (#1670)

“Girls” jest kolejnym (już piątym długogrającym) rozdziałem w dyskografii Princess Nokii – artystki obecnej na scenie od kilku lat, a mimo to wciąż krążącej poza głównym nurtem. Choć jej muzyka nie jest przesadnie eksperymentalna, Destiny Nicole Frasqueri konsekwentnie wymyka się prostym kategoriom i komercyjnym oczekiwaniom. Sama opisywała “Girls” jako projekt mroczny, kobiecy, przesiąknięty modą, symboliką i poetyckim napięciem. Miała być to płyta skupiona na kobietach, ich sile, oczekiwaniom na nich ciążących. Pytanie, czy za mocnymi hasłami kryje się dobry produkt.

Czytaj dalej RECENZJA: Princess Nokia “Girls” (2025) (#1670)

RECENZJA: Jenny on Holiday “Quicksand Heart” (2026) (#1668)

“Quicksand Heart” jest pierwszym solowym albumem Jenny on Holiday, czyli Jenny Hollingworth z kapel o jednej z najbardziej przyciągających uwagę nazw ostatnich lat – Let’s Eat Grandma. Przyznam szczerze, iż u mnie ta nazwa naprawdę zadziałała tylko na chwilę – w 2018 roku, kiedy krążek “I’m All Ears” na krótko wpadł mi w ucho i zaraz z niego wyleciał. Dziś Jenny wraca, ale już sama. A jej pseudonim brzmi jak mała podpowiedź, jak traktować ten projekt. To wakacje od zespołowej codzienności i od koleżanki z duetu. “Quicksand Heart” zapowiada się więc jak solowa podróż, której celem jest sprawdzenie, jak brzmi muzyka Hollingworth, gdy sama jest sobie sterem i okrętem.

Czytaj dalej RECENZJA: Jenny on Holiday “Quicksand Heart” (2026) (#1668)

RECENZJA: Robyn “Robyn Is Here” (1995) (#1666)

Dziś szwedzka wokalistka Robyn funkcjonuje w popowej wyobraźni jako postać kultowa. Jawi się jako artystka, która zdefiniowała nowoczesną emocjonalność w muzyce tanecznej i udowodniła, że niezależność może iść w parze z obecnością w mainstreamie. “Robyn Is Here” pozwala jednak cofnąć się do momentu, gdy ta legenda dopiero się kształtowała. Debiut Szwedki jest zapisem jej pierwszych kroków w branży. Już wtedy było widać, że nie zamierza pozostać lokalnym fenomenem. Współpraca z rodzimą, lecz międzynarodowo myślącą ekipą producentów (w tym i Maxem Martinem, który dziś należy do absolutnej czołówki i jest wziętym hitmakerem) – nadała tej płycie światowy sznyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Robyn “Robyn Is Here” (1995) (#1666)

RECENZJA: Jessie J “Don’t Tease Me With A Good Time” (2025) (#1664)

Jeszcze niedawno wydawało się, że brytyjska wokalistka Jessie J na dobre zniknęła z głównego popowego nurtu. Problemy zdrowotne, cisza wydawnicza i fakt, że jej ostatnim longplay’em była świąteczna płyta, budowały wrażenie kariery zawieszonej i raczej ciężkiej do reanimowania. Powrót Jessie J z nowym albumem jest jednym z najmniej przeze mnie spodziewanych. Nic nie zapowiadało nowego rozdziału – tymczasem otrzymujemy projekt “Don’t Tease Me With a Good Time”, którym wokalistka nie walczy o miejsca na listach przebojów, ale którym chce nam pokazać, że ma jeszcze wiele do zaprezentowania.

Czytaj dalej RECENZJA: Jessie J “Don’t Tease Me With A Good Time” (2025) (#1664)

RECENZJA: Madison Beer “Locket” (2026) (#1663)

Kariera Madison Beer od początku rozwijała się etapami. Z jednej strony było szybkie zainteresowanie mediów i łatka artystki z sieci, z drugiej zaś konsekwentna próba wyrwania się z tego schematu i zbudowania pozycji pełnoprawnej popowej wokalistki. Jej dwie poprzednie płyty były ważnym krokiem w tym procesie łączącym mainstreamowe brzmienia z artystycznym sznytem. Madison ryzykowała i wykazywała ambicję wyjścia poza główny nurt. Nie bała się mroczniejszych tonów ani bardziej osobistych tematów. Gdy wybuchł szał na singiel “Make You Mine”, zaczęłam obawiać się, że Beer zboczy z obranego kursu i stanie się wokalistką, która próbować będzie zadowolić przede wszystkim algorytmy. Sprawdzam dziś, czy “Locket” da się lubić.

Czytaj dalej RECENZJA: Madison Beer “Locket” (2026) (#1663)

RECENZJA: Rosé “Rosie” (2024) (#1655)

Zanim koleżanki z zespołu Rosé, Jennie i Lisa, zaprezentowały światu swoje debiutanckie projekty w 2025 roku, wokalistka miała już na koncie radiowy fenomen „APT.” nagrany z samym Bruno Marsem, a jej nazwisko zaczęło funkcjonować poza kontekstem k-popowego girlsbandu Blackpink. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie ona przetarła im szlaki i utorowała drogę na ogólnoświatowe playlisty. W 2024 roku artystka postanowiła zaprezentować solowy album, “Rosie”.

Czytaj dalej RECENZJA: Rosé “Rosie” (2024) (#1655)

RECENZJA: Demi Lovato “It’s Not That Deep” (2025) (#1648)

Demi Lovato po raz kolejny zmienia kierunek. I to znów gwałtownie. Jeszcze niedawno z pasją grzebała swoje popowe ja, odcinając się od chwytliwych refrenów i radiowych hooków (płyta “Holy Fvck” z 2022 roku), skręcając w stronę krzyku, gitar i punk rocka. Teraz jednak wraca do miejsca, z którego uciekła – na listy przebojów i wypolerowanych produkcji. “It’s Not That Deep” brzmi więc jak kolejny rozdział w dyskografii artystki, która wciąż zdaje się szukać siebie. Lovato jest więc niczym chorągiewka na popkulturowym wietrze. Czy w tej niekonsekwencji jest metoda?

Czytaj dalej RECENZJA: Demi Lovato “It’s Not That Deep” (2025) (#1648)

RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

Po kilku latach artystycznego błądzenia Sevdaliza wraca z albumem, którym na nowo chce się wkupić w moje łaski. Irańska wokalistka po wydanym w 2020 roku naprawdę dobrym krążku “Shabrang” zdawała się tracić swój muzyczny zmysł, który wcześniej kierował ją w stronę alternatywnych, awangardowych, rhythm’and’bluesowych brzmień. Utknęła na mieliźnie serwując często nieciekawe, pozbawione emocjonalnej głębi i większej spójności piosenki. Na jej trzeci album, “Heroina”, nie czekałam więc z utęsknieniem, ale przez wzgląd na dawną sympatię postanowiłam sprawdzić, czy Sevda Alizadeh znalazła tę iskrę, która wprowadziła ją lata temu na artystyczny szczyt.

Czytaj dalej RECENZJA: Sevdaliza “Heroina” (2025) (#1646)

RECENZJA: Lily Allen “West End Girl” (2025) (#1645)

Po latach ciszy brytyjska wokalistka Lily Allen wraca z albumem “West End Girl”. Jest to jej pierwszy krążek od czasu naprawdę udanego “No Shame” z 2018 roku. Przez ten czas artystka zdążyła odsunąć się od muzyki, poświęcając energię innym projektom, rodzinie i życiu po drugiej stronie Atlantyku, które próbowała zbudować u boku aktora Davida Harboura. Ten rozdział jednak dobiegł końca, a jego emocjonalne echo rozbrzmiewa w każdej piosence nowej płyty. “West End Girl” jest niczym powrót Lily do Londynu. Nie tylko w sensie geograficznym, ale i artystycznym czy emocjonalnym. Swoje rodzinne problemy starała się przekuć w materiał, z którego będzie dumna.

Czytaj dalej RECENZJA: Lily Allen “West End Girl” (2025) (#1645)