#662 Meghan Trainor “Thank You” (2016)

Nowy kolor włosów, szczuplejsza sylwetka, więcej Photoshopa, a w ręku nagroda Grammy dla najlepszego debiutu. Minął rok od premiery debiutanckiego longplay’a Meghan Trainor “Title”, a wkrótce drugie urodziny świętować będzie przełomowy dla wokalistki singiel “All About That Bass”. Fani wspierali każde nowe zawodowe przedsięwzięcie Amerykanki, więc ona im dziś za to dziękuje. Dosłownie, bo jej druga studyjna płyta zatytułowana została “Thank You”. Pytanie, czy po przesłuchaniu krążka podziękujemy za udaną płytę, czy może… podziękujemy już Meghan i zwrócimy naszą uwagę na inne artystki.

Zarówno albumem jak i epką Trainor pokazała, że da się w dzisiejszych czasach robić smaczny pop, który korespondowałby z wiekiem jego autorki. “Title” to słodka, sympatyczna płyta, zawierająca nie tylko przebojowe piosenki wzbogacone takimi gatunkami jak doo-wop, soul i r&b, ale i ciepłe ballady. Poprzeczka zawisła więc wysoko i ze smutkiem muszę przyznać, że wokalistce nie udało się jej przeskoczyć.

Liczba osób, z którymi Meghan współpracowała nad nowymi utworami, znacznie od poprzedniej płyty urosła. Teksty piosenek mają po kilku autorów, a producentem wykonawczym został Ricky Reed, który odpowiada m.in. za “Talk Dirty” Jasona Derulo, “Fireball” Pitbulla i “Burnin’ Up” Jessie J. Mam wrażenie, że “Thank You” tylko w połowie jest płytą panny Trainor. Zawarte na niej piosenki wędrować by mogły do innych kobiecych gwiazd popu. Są bardzo uniwersalne i – w moim odczuciu – dość bezosobowe.

W otwierającym album nagraniu “Watch Me Do”, łącząc pop z orkiestrowymi wstawkami, Meghan przemyca swoje zainteresowanie hip hopem. Piosenka mogłaby być krótsza, bo jej końcówka na siłę przeciągana jest do niemalże trzech minut, choć jest niczym innym jak “kopiuj-wklej” z wcześniejszych partii utworu. Nowoczesne, narcystyczne “Me Too” jest najsłabszą kompozycją, jaką dostaliśmy od Trainor. Meghan próbuje emanować pewnością siebie, ale jej opowieści o tym, jaka jest próżna, słucham z lekkim zażenowaniem. Lepiej przedstawia się singiel “NO” – mocna, dziewczyńska piosenka, która kupiła mnie robieniem ukłonu w stronę twórczości Britney Spears, Christiny Aguilery czy Destiny’s Child z przełomu wieków.

Po bardziej zawodzącym niż zadowalającym wstępie wokalistka prezentuje nam duet z raperem Yo Gotti – “Better”. Gdyby ten utrzymany w spokojniejszym tempie utwór omyłkowo trafił na płytę Ariany Grande, nawet nie zauważyłabym tej pomyłki. Ciekawiej wypada druga z kolaboracji. W żywiołowym, zachęcającym do tańca “I Love Me” podśpiewuje Lunchmoney Lewis. Gdybym była Meghan, wybrałabym ten numer na kolejny singiel. Do kawałków, które podobają mi się najbardziej, należą także akustyczne, nastrojowe “Hopeless Romantic”, zahaczające o country “Just a Friend Like You” (wracając na chwilę do tematu duetów – widziałabym Trainor we wspólnej piosence z The Lumineers) oraz kompletnie od nich inne “Dance Like Yo Daddy” – tu Meghan wraca do wyrazistych melodii, hip hopowego flow i harmonijnych wokali.

Obok bardzo udanych piosenek w dalszej części “Thank You” znalazłam parę takich, do których nie planuję już wracać, gdyż ich słuchanie nie sprawia mi żadnej przyjemności. Ballada “Kindly Calm Me Down”, w której Trainor chwali się skalą głosu, wypada blado i nie grzeszy oryginalnością. Dance popowe “Champagne Problems” i “I Won’t Let You Down” niczym nie zaskakują, sprawiając wrażenie, że “gdzieś to już słyszałam”.

Nagrywanie “Thank You” z pozycji niemałej gwiazdy muzyki pop odbiło się na twórczości Meghan Trainor. Drugą studyjną płytę Amerykanki traktuję jak krążek przejściowy. Wciąż znajdziemy tu rytmiczne piosenki, które łączą żywe instrumentarium z recytowanymi wersami i wpadającymi w ucho refrenami, lecz coraz chętniej przeplatane są nowoczesnymi produkcjami, odbierającymi Meghan wdzięk. Z “Thank You” można by zrobić niezłą epkę. Jako cały album niezbyt mnie satysfakcjonuje. Może nie warto było się tak spieszyć z jego wydawaniem?

7 Replies to “#662 Meghan Trainor “Thank You” (2016)”

  1. Tego albumu jeszcze nie poznałam i chyba raczej w najbliższym czasie po niego nie sięgnę. “Title” nawet mi się podobał, chociaż specjalnie mnie nie zachwycił. Przesłuchałam najnowsze single Meghan i moim zdaniem to jakaś porażka. Zapraszam na nową recenzje: David Bowie ,,Blackstar” http://www.Music-Rocket.blogspot.com

  2. Po singlach i średnich recenzjach nie czuję się zachęcona do przesłuchania tej płyty. Chyba jej podziękuję…
    U mnie nowa notka, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

  3. Do mnie ta płyta w ogóle nie przemawia, nie lubię takich bitów, wolę Megan w wersji balladowej, jak w kawałku z Johnem Legend “Like I’m gonna lose you”

  4. Lubię Meghan za jej ‘no-bullshit-attitude’ i całkiem spoko wokal, więc “Thank You” przesłuchałem z przyjemnością. Nie jest to muzyka dla mnie, nie kupuję jej w całości, chociaż utwór otwierający płytę całkiem mi się spodobał. Ale chyba zgodzę się z Tobą, że im dalej w las, tym na tej płycie gorzej. A że się spieszyli z jej wydaniem – myślę, że to akurat był dobry krok, choć mam nadzieję, że trzecia płyta będzie już bardziej ‘jej’, a mniej wytwórni.

    Pozdrowienia,
    Bartek

  5. Na początku bardzo ją lubiłam i jej pierwsza płyta przypadła mi do gustu, ale… szybko się znudziła. Z tej znam tylko “No” i niby wpada w ucho, ale czegoś mi w niej brakuje. Reszty utworów nie znam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *