#807 Miley Cyrus “Younger Now” (2017)


Feels like I just woke up
– takimi słowami swój najnowszy studyjny album rozpoczyna Miley Cyrus, amerykańska wokalistka, za którą ciężko czasami nadążyć. Mimo młodego wieku (rocznik ’92) poznała już blaski i cienie sławy, mając na koncie nie tylko kilka przebojów ale i mniejszych czy większych skandali. Swoją płytą “Younger Now” faktycznie zdaje się budzić z długiego snu, jednocześnie nadal śniąc na jawie o tym, kim by chciała tym razem być.

Figura widniejąca na okładce tegorocznego krążka Cyrus nie mogła zostać wybrana przez przypadek. Obcując z “Younger Now” aż chce się powiedzieć, że Miley zatoczyła koło. Po wędrówkach a to pop rockowymi (“Breakout”), a to electro-popowo-hip hopowymi (“Bangerz”) czy w końcu psychodeliczno-alternatywnymi (moje ulubione “Miley Cyrus & Her Dead Petz”) ścieżkami artystka powraca do miejsca, które jest jej najbliższe i do ludzi, którzy byli przy niej od samego początku. Córka Billy’ego Ray’a Cyrusa i chrześnica Dolly Parton musiała kiedyś zapragnąć stworzyć inspirowaną country płytę. Jednocześnie na “Younger Now” nie przekreśla grubą linią swojej popowej przeszłości, proponując nam spokojniejszą i bardziej retro wersję tego gatunku.

Album otwiera przebojowa piosenka tytułowa, która sporo mówi o kierunku, w którym podążają pozostałe kompozycje: całkowicie zrezygnowano z komputerów na rzecz żywych instrumentów (głównie gitar), wysuwając na pierwszy plan Miley, która czystym, chwilami chrypliwym głosem wyśpiewuje aż za proste teksty traktujące o tym, co jest dla niej ważne. Opowiada więc o zmianach (“Younger Now”), beztroskim dniu u boku ukochanego (“Malibu”) i o tym, jak bardzo go kocha (“I Would Die for You”). Słuchając tego naprawdę można się uśmiechnąć i pozazdrościć wokalistce wewnętrznego spokoju, który udało jej się po latach odnaleźć. Nawet, gdy śpiewa o niewesołych rzeczach, bo daje wówczas znać, że każde doświadczenie przyczynić się może do naszej zmiany na lepsze.

A muzycznie? Płyta ma swoje dobre momenty. Do gustu przypadły mi dwie najbardziej chillout’owe punkty wydawnictwa – “Malibu” i “Rainbowland”. Pierwszy z utworów z łatwością staje się kompozycją, która ratuje w pochmurne, deszczowe dni. Drugi zasługuje na miano jednej z najsłodszych, najbardziej urokliwych piosenek w dyskografii Cyrus, choć nie tak wyobrażałam sobie duet Amerykanki z Dolly Parton, którą słychać tylko w tle. Do moich ulubieńców należą również “Week Without You”, “Bad Mood” oraz “She’s Not Him”. Poznana chwilę przed premierą albumu kompozycja “Week Without You” jest elegancką wariacją na temat country i retro popu. Warto zwrócić uwagę na kobiecy wokal Miley w tym numerze oraz towarzyszące jej chórki. Wzbogacają one także mroczniejsze, rytmiczne “Bad Mood”. Prostszym, lecz nie mniej tajemniczym nagraniem jest akustyczne, nastrojowe “She’s Not Him”. Warto sięgnąć także po zamykające album “Inspired” (ładny, podnoszący na duchu utwór zaaranżowany m.in. na smyczki) i eksponujące surowy wokal Miley “Love Someone”. Ciężko przekonać mi się do delikatnych, lecz bardzo typowych “Miss You So Much” i “I Would Die For You”. Najmniej jednak z całego wydawnictwa podoba mi się nowoczesne (jak na standardy “Younger Now”), pozbawione lekkości i posiadające irytujący refren “Thinkin'”.

Miley Cyrus nie miała łatwo. Tak bardzo zahipnotyzowała mnie albumem “Miley Cyrus & Her Dead Petz”, że przestałam myśleć o jego następcy. A ten nadszedł szybciej, niż się spodziewałam. Wydanym w 2015 roku z zaskoczenia krążkiem artystka podniosła sobie poprzeczkę tak wysoko, że stracić można nadzieję na to, że kiedykolwiek ją przeskoczy. “Younger Now” dumnie jednak przechodzi pod nią. Płyta ma swoje wady. Narzekać można, że całość brzmi podobnie, mało odważnie i zachowawczo, a teksty nie współgrają z dojrzalszym wizerunkiem wokalistki. Myślę jednak, że takie zaczerpnięcie świeżego, wiejskiego powietrza było Miley potrzebne. “Younger Now” jest płytą mniej oryginalną od “Miley Cyrus & Her Dead Petz”, ale za to bardziej poukładaną i szczerszą niż “Bangerz”.

Warto: Week Without You & Bad Mood

8 Replies to “#807 Miley Cyrus “Younger Now” (2017)”

  1. Całości jeszcze nie słuchałem, widziałem tylko, że się płyta pojawiła. Problem w tym, że “Younger Now” nie podoba mi się wcale, a “Malibu” przypadło mi do gustu dopiero… bez teledysku. Ale jakoś na dniach na pewno się za nią zabiorę, z czystej ciekawości.

  2. Nie spodziewałabym się po Miley płyty w stylu country. Zawsze jakoś kojarzyła mi się ze słodkim popem, a tu proszę, niektóre piosenki całkiem przyzwoite.

  3. Raz przesłuchałam całą płytę, ale nie wsłuchiwałam się za bardzo (była tylko tłem do książki, którą czytałam jadąc autobusem), więc nie wiele pamiętam, ale coś na pewno mi się podobało, więc pewnie kiedyś bardziej się w nią wsłucham 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *