#852 Janelle Monáe “Dirty Computer” (2018)

Była już androidem o wdzięcznym imieniu i nazwisku Cindi Mayweather (“The ArchAndroid”) i elektroniczną damą (“The Electric Lady”). Komputery, nowoczesne technologie, science fiction – klimaty te inspirują amerykańską wokalistkę Janelle Monáe od dawna, choć w jej muzycznej twórczości mało jest tego futuryzmu, a w tekstach artystka nie wybiega daleko w przyszłość, skupiając się bardziej na tym, co jest tu i teraz. Kontynuuje to na swoim trzecim studyjnym albumie.

Na “Dirty Computer” przyszło nam czekać niemalże pięć lat. W tym czasie Amerykanka zdążyła zmienić wytwórnię, wystąpić w paru filmach i zaangażować się społecznie. Pojedyncze tracki także się trafiały (m.in. “Yoga”, “Heroes”, “Isn’t this the World”), podsycając nasze oczekiwanie na następcę “The Electric Lady”. A ten okazał się być słabszy, niż bym sobie tego życzyła.

Rozpoczynające album nagranie tytułowe jest utrzymanym w wolnym tempie, elektro-soulowym, harmonijnym intro, w którym udziela się Brian Wilson z legendarnego zespołu Beach Boys. W bardziej imprezowe tony celuje następujące po nim popowo-rhythm’and’bluesowe “Crazy, Classic, Life”, będące nieco nijaką kompozycją z ładnym przesłaniem: bądźmy, kim chcemy i nie przejmujmy się opiniami innych. Niewiele dzieje się także w “Take a Byte”, lecz numer ten przyjemnie kołysze i wprawia w wakacyjny nastrój. Podobnie jak zadziorne, ale urocze i słodkie “Screwed”, płynnie przechodzące w ciemniejsze, wyrapowane “Django Jane”, które ciężko jest mi polubić. Doceniam oldskulowy podkład i tekst traktujący o wewnętrznej kobiecej sile, ale całość wydaje mi się być zbyt napompowana. Nie mówiąc już o tym, iż Janelle lepiej śpiewa niż nawija. Nie jestem także fanką kontynuującego feministyczną tematykę “PYNK”, w którym śpiewająca wysokim głosem Monáe przypomina Lily Allen a pojawiającą się gościnnie Grimes ciężko zauważyć.

“Make Me Feel” jest pierwszym utworem na “Dirty Computer”, o którym powiedzieć mogę, iż naprawdę przypadł mi do gustu. Świetny feeling, natychmiastowo wpadający w ucho refren, inspiracje twórczością Prince’a. Przy tym kawałku główka sama chodzi. Majstersztyk. Jeszcze lepszą propozycją Janelle jest balladowe, niezwykle eleganckie “Don’t Judge Me”. Do moich ulubionych nagrań należą także “Americans” i “I Got the Juice”. Pierwsza z piosenek to miks wielu kierunków – trochę tu lat 70., nieco funku, przewija się i country, a na dodatek momentami (recytując) artystka brzmi jak Madonna w “Vogue”. Nowocześniejszym, hip hopowym utworem jest druga z kompozycji, w której z bardzo dobrej strony zaprezentował się Pharrell Williams. Pozytywniej odbieram również rhythm’and’bluesowe, wzbogacone rapową zwrotką “I Like That” oraz “So Afraid”, intrygująco stojące w opozycji do pozostałych, celebrujących niezależność i siłę nagrań. W tym surowym, zaaranżowanym m.in. na gitarę i dęciaki utworze Monáe brzmi bezbronnie, wyrzucając z siebie takie wyznania jak I’m afraid of it all, afraid of loving you.

Nasze głowy są jak ten tytułowy komputer. Gromadzą i przetwarzają mnóstwo informacji najróżniejszej jakości. Istotnych, zbędnych. Pozytywnych, negatywnych. Ten potok myśli ze swojego umysłu na “Dirty Computer” starała się wyrzucić Janelle Monáe, nie dzieląc się swą prywatnością i przemyśleniami na portalach społecznościowych, lecz w formie kilkunastu piosenek tworzących “Dirty Computer”. Pod względem strony lirycznej otrzymaliśmy najlepszy zbiór utworów od Amerykanki. Jest szczera, naturalna, odważna. Nie owija w bawełnę. Muzycznie niestety wykonała krok w tył. Mało która kompozycja na dłużej zatrzymuje na sobie moją uwagę. Zwyczajnie jest nudno.

Warto: Make Me Feel & Don’t Judge Me

4 odpowiedzi do “#852 Janelle Monáe “Dirty Computer” (2018)”

  1. Do tej pory zastanawiam się, co takiego miały w sobie jej dwa poprzednie albumy. Zupełnie nie kręci mnie taka muzyka, a jednak nad “The ArchAndroid” i “The Electric Lady” spędziłem trochę czasu i wciąż pozostaje to dla mnie zagadką.

    “Make Me Feel” – feeling, dobra funk’owa produkcja, nieco uzależniający refren.

    “I Like That” – w sumie poza refrenem nic ciekawego więcej się tu nie dzieje.

    Generalnie po przesłuchaniu tych dwóch kawałków z większym zainteresowaniem patrzę na Janelle Monáe, ale obecnie jest tyle fajnych albumów, że szkoda mi czasu na “Dirty Computer”.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

  2. W sumie zgoda. Szkoda, ale na tej płycie brakuje muzycznych pomysłów. Poza tym, jak na dzisiejsze czasy, jest raczej za długa, żeby zmuszać słuchacza do prawie 50-ciu minut właściwie tego samego.

    A jak “Fall In Line”? Bo mnie podoba się całkiem, całkiem 🙂

    1. Bez zaskoczenia się obyło, bo słyszałam demo, które wyciekło ze 2 miesiące temu. Niewiele zmienili. Nadal Twice to mój faworyt, ale ten numer też mi się podoba. Szczególnie tekst. Słucham i nie pozostaję obojętna. Tekstowo to może być mocna płyta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *