#905 Kim Petras “TURN OFF THE LIGHT, VOL. 1” (2018)

Niemka Kim Petras zasłynęła kilka lat temu w dość nietypowy sposób. Urodziła się jako Tim, lecz od najmłodszych lat wiedziała, że lepiej czułaby się w ciele kobiety. Zmianę płci przeszła w wieku szesnastu lat, co czyni ją najmłodszą osobą, która kiedykolwiek się na to zdecydowała. Niedługo potem wpadła na pomysł zrobienia muzycznej kariery, która powoli rozwija się po jej przeprowadzce z Niemiec do USA. Ma już na koncie viralowy przebój “I Don’t Want It at All”, a z początkiem października ukazała się jej nowa epka.

Na “TURN OFF THE LIGHT, VOL. 1” Petras miała konkretny pomysł. Przesiąknięta amerykańską kulturą wokalistka stwierdziła, że fajnie będzie oddać hołd Halloween i nagrać kilka piosenek inspirowanych tym świętem. Widocznie pomyślała, że skoro tyle co roku wychodzi albumów mających umilić nam oczekiwanie na Boże Narodzenie, to czemu by nie zagospodarować niszy powstałej przy innych świętach. W ostatnim czasie przybliżyłam wam dwa inne krążki o odpowiednio creepy klimacie (“SEXWITCH”; “The Grime and the Glow”), ale zawarte na nich piosenki na imprezowych playlistach raczej nie zagoszczą. Dla utworów Kim powinno znaleźć się na nich miejsce. Ale robicie to na własną odpowiedzialność.

Początek postaci krótkiego intra “o m e n” może się podobać. Niepokojące dźwięki, powoli wzrastające napięcie – to naprawdę brzmi jak numer, który przewinąć mógłby się w jednej ze scen horroru osadzonego w teraźniejszości. “o m e n” nie jest zresztą jedynym instrumentalnym punktem wydawnictwa. Mi bardziej podoba się konkretne, pulsujące “TRANSylvania” pełne upiornych efektów dźwiękowych. Mam z tym kawałkiem tylko jeden problem – brzmi, jakby Petras skleiła go w prostej aplikacji na smartfonie, którą czasem i ja lubię się bawić. W podobne klimaty celuje zamykające epkę “Boo! Bitch!”. Pozbawione wokalu piosenki są najmocniejszą częścią “TURN OFF THE LIGHT, VOL. 1”. W pozostałych przede wszystkim uwiera mnie głos Niemki. Nieco pusty, mało sympatyczny, niczym się nie wyróżniający, potraktowany momentami auto tunem. Same kompozycje (m.in. “Close Your Eyes”, “Turn Off the Light”, “Tell Me It’s a Nightmare”) przybierają formę klubowych, electropopowych wydmuszek. Lepiej bronią się nieoczywiste, faktycznie zachęcające do ruszenia się z miejsca “I Don’t Wanna Die” (plusem jest ograniczona do minimum wokalna aktywność Kim) oraz teatralne “In the Next Lifetime”, w której zaskakuje nagła zmiana klimatów: balladowe fragmenty przecinane są klubowym, dark-popowym graniem, któremu towarzyszy mechaniczne, podchodzące pod rap wykonanie artystki. Dodatkowy plusik ode mnie za wplecenie zwrotki po niemiecku.

Podobał mi się pomysł na epkę “TURN OFF THE LIGHT, VOL. 1”. Kim Petras postanowiła po prostu przenieść na dźwięki brzmienie, które jej zdaniem do czerwoności mogłoby rozgrzać klubowe parkiety, wzbogacone dodatkowo o tytuły, które jednoznacznie kojarzą się z czymś przerażającym, pogrążonym w mroku, wyjętym z filmu grozy. Sama idea – świetna. Wykonanie – zdecydowanie poniżej oczekiwań. Całość ma niestety łopatologiczny charakter i brzmi jak płyta, której ktoś wolał nie wydawać nawet w czasie największych sukcesów electropopu. Mało tu pomysłów i ciekawych muzycznych rozwiązań. Jak to mówią: tańcz byle jak, ale nie do byle czego. Lepiej więc wpisać na imprezową playlistę coś innego, by goście zbyt szybko nie pouciekali.

Warto: TRANSylvania & In the Next Lifetime

3 odpowiedzi do “#905 Kim Petras “TURN OFF THE LIGHT, VOL. 1” (2018)”

  1. Kim ma bardzo dobry głos, ale musi się bardziej postarać.

    Nie mam pojęcia czemu najlepsze piosenki które stworzyła są odrzutami albo wyciekami (nawet nie wiem) z YouTube. Takie niewydane jak np. Push Push, Break the AC, Choker są jak vibesy unowocześnionego sklejenia Michaela Jacksona i Cyndi Lauper.
    Z wydanych lubię bardzo I dont wanna at all czy Hillside boys a z hallowenowej epki Close your eyes i In the next life.

    Mam nadzieję że zmieni swój styl na taki jak z tych przecieków (aż dziwnie to zabrzmiało), bo szkoda żeby się zmarnowała w sumie.

    PS. Goście bawili się dobrze przy in the next life (choć pewnie jakiś remix byłby jeszcze lepszy 😉

  2. Mam z Kim problem. Bo z jednej strony ma jakieś tam dobre piosenki, a z drugiej strony przepada na tle dużo bardziej kreatywnych koleżanek nagrywających elektropop. Mam tu na myśli chociażby Charli XCX. W Unlock It początkowo nawet nie zauważyłem, że druga zwrotka należy do Kim. Sama EPka całkiem spoko, do posłuchania na raz. Ale nie wracam do niej w ogóle. Podobał mi się kawałek z Elvirą, bo wiadomo – prawdziwa królowa ciemności. Ale to tyle. A szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *