
Keyshia Cole ledwo przekroczyła dwudziesty rok życia, gdy po odkryciu, że zdradza ją chłopak, wsiadła w samochód i ruszyła do Los Angeles. Tam fragmentem zaśpiewanej przez siebie piosenki przekonała szefostwo wytwórni A&M Recordings, by wzięli ją pod swoje skrzydła. Z jej ramienia dokładnie dwie dekady temu ukazała się jej debiutancka płyta “The Way It Is”. Tak narodziła się artystka, którą media okrzyknęły księżniczką hip hop soulu.
Wspomniane w poprzednim akapicie wydarzenie będące motorem napędowym muzycznej kariery Cole odcisnęło swoje piętno na całym albumie. “The Way It Is” swój ikoniczny status zawdzięcza właśnie przedstawionej przez Amerykankę autentycznej historii i jej uniwersalności. Przez pierwszą część wydawnictwa Keyshia rozpacza po związku, który jest już pieśnią przeszłości. Nie stawia jednak na rzewne ballady, ale z powodzeniem miksuje r&b z hip hopem serwując nam takie kawałki jak chociażby wzbogacane dęciakami “(I Just Want It) to Be Over”, w którym próbuje przekonać samą siebie, że pora ruszyć naprzód; nowoczesną urban produkcję Kanye Westa “I Changed My Mind” czy “Love, I Thought You Had My Back” – emocjonalne zwrócenie się do samej miłości w hip hopowo-rhythm’and’bluesowym stylu.
Wokalistka chętnie też konfrontuje się w nielojalnym partnerem (zadziorne “Guess What?”; “You’ve Changed”, w którym słodycz przeplata się z rozczarowaniem) czy przyznaje, że powinna sama go zdradzić (wolniejsze, choć bardzo dłużące się “I Should Have Cheated”). Otwarcie też wyraża swoje pragnienie miłości (świetna ballada “Love” będąca najbardziej rozpoznawalną kompozycją Cole; delikatne “We Could Be”) czy zwykłej bliskości (“Down and Dirty”). Na deser zostawia nam kapitalny miks r&b, hip hopu i funku postaci przebojowego “Never”, w którym u boku rymującej dla niej Eve zdaje się przenosić do lat 70.
Lata mijają a rzadko wymienia się dziś Keyshię Cole w gronie najważniejszych wokalistek r&b. Kariera artystka w ostatnich latach podupadła, lecz jej debiutanckie dzieło “The Way It Is” wciąż ma swoich zwolenników. Zauroczyłam się nim i ja, bo chociaż wokalistka stawia na sprawdzone patenty (taki miks r&b i hip hopu okraszony szczerymi, osobistymi historiami znamy chociażby z “What’s the 411?” Mary J. Blige z 1992 roku), jest w tym co robi niezwykle autentyczna i nie boi się wyrażać całej gamy emocji – od złości, przez smutek, aż po nadzieję na lesze jutro. “The Way It Is” jest krążkiem z happy endem.
Warto: Love & Never & Guess What