RECENZJA: Jessie Reyez “Paid in Memories” (2025) (#1618)

Śpiewała u boku Lewisa Capaldiego, Sama Smitha, Lil Wayne’a i Kehlani a mimo wszystko pochodząca z Kanady wokalistka Jessie Reyez wciąż błąka się po obrzeżach show biznesu, zdobywając czasem jakieś nagrody, lecz nie generując większego zainteresowania słuchaczy. W marcu 2025 roku ukazała się jej trzecia już studyjna płyta, “Paid in Memories”, i jeśli wykorzystać mogę powiedzenie do trzech razy sztuka, może to właśnie ten album sprawi, że Reyez nie będzie wkrótce tylko wyblakłym wspomnieniem.

Zamiast wielkiego, energicznego otwarcia – piosenka, która zaskakuje. O pełnej religijnych odniesień kompozycji “I Never Said I Was Sane” powiedzieć można, iż to miks popu, r&b i jazzu, a i tak w tym opisie czegoś będzie brakowało. Mniej oryginalnie wybrzmiewa następujące po niej kołyszące, romantyczne nagranie “Goliath”, po którym Jessie serwuje taneczny pop o tytule “NYB”. Perełką jest “Palo Santo” – duszny, egzotyczny kawałek z tej samej półki co przebój “Water” Tyli. Reyez bardzo podoba mi się także w eleganckim soulującym “Cudn’t B Me”; psychodelicznym, gitarowym “Psilocybin & Daisies”, którym robi wyskok w stronę alternatywnych klimatów; pełnym klasy “Jeans” czy leniwie płynącym “Head N Headaches”. Często na “Paid in Memories” sięga po wspomnianą już gitarę, chcąc wzbogacić swoją twórczość o rockowy pierwiastek. Dzieje się tak w mrocznym “Ridin”, dynamicznym “Been Abouta Year” czy bardziej nastrojowym “L.O.Y.L.”. W piosenkach takich jak “Toronto Shoride”, “Guess IMU” czy “Brother” stawia za to na rozmarzone rytmy. Jedynie zaaranżowane na hiszpańską gitarę “Nights We’ll Never Have” i “6lessings” należą do utworów, bez których ta płyta mogłaby się obejść. Pierwsza z kompozycji przez swoje latynoskie inspiracje i wokal Jessie w niektórych momentach kojarzy mi się z Camilą Cabello. Druga to wymamrotane wersy, nowoczesne bity i zapożyczenia z “Lovefool” The Cardigans – nic specjalnie odkrywczego.

W poprzednich latach zdarzało mi się sięgać po poprzednie albumy Jessie Reyez (“Before Love Came to Kill Us” z 2020 roku i “Yessie” z 2022), jednak nigdy nie były to spotkania, które często chciałabym powtarzać. Bez większych więc oczekiwań sięgnęłam po “Paid in Memories” by pozytywnie się zaskoczyć. Tegoroczne wydawnictwo jest płytą, która konsekwentnie podważa oczekiwania wobec Jessie Reyez jako artystki r&b. Wokalistka chętnie bawi się dźwiękami jakby badając, w jakim wydaniu słuchacze chcieliby usłyszeć ją następnym razem. Podoba mi się, że krążek nie jest wykalkulowany i przeprodukowany, a zamieszczone na nim piosenki są faktycznie piosenkami a nie kilkusekundowymi kawałkami pod tiktoki.

Warto: I Never Said I Was Sane & Palo Santo

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *