RECENZJA: Keyshia Cole “Just Like You” (2007) (#1619)

Szczera i kobieca płyta “The Way It Is” z 2005 roku została przyjęta z ogromnym entuzjazmem i uczyniła z jej autorki, Keyshii Cole, jedną z najpopularniejszych wokalistek nurtu r&b. Debiut ten przyniósł nie tylko imponującą sprzedaż, ale i uznanie krytyków i szacunek słuchaczy, którzy w emocjonalnych tekstach Amerykanki doszukiwali się fragmentów własnych historii. Szybko przystąpiono do nagrywania jego następy, w efekcie czego już w 2007 roku w sprzedaży pojawił się krążek “Just Like You”. Kolejny mocny album czy raczej dowód na to, że Cole jest gwiazdą jednej płyty?

Krążek “Just Like You” rozpoczyna się w podobnym miejscu do tego, w którym “The Way It Is” nas żegnało. “Let It Go” to duet z Missy Elliott, w którym przecinają się wpływy r&b i hip hopu, a nostalgicznego, oldskulowego sznytu nadają sample. Nowocześniejszą produkcją charakteryzują się podniosłe “Didn’t I Tell You” oraz delikatnie elektroniczne “Last Night”. Mocniej wybrzmiewają także takie kawałki jak “Shoulda Let You Go”, “Was It Worth It?” oraz popowo-soulowe “Give Me More” o orkiestrowym wydźwięku. Na “Just Like You” Cole upodobała sobie smyczkowe aranżacje wprowadzając takie instrumentarium m.in. do “I Remember”, “Fallin’ Out”, “Work It Out” czy “Got to Get My Heart Back” – każda z tych kompozycji nabiera dzięki temu sceniczności i dramatyzmu. Balladowych klimatów nie opuszczają także “Just Like You” i “Heaven Sent”. Z tego zbioru bądź co bądź podobnych do siebie utworów wybija się na pierwszy plan “Losing You” – duet z Anthonym Hamiltonem, który zawieszony jest gdzieś między stylistyką r&b lat 70. a współcześniejszym neosoulem. To piosenka, która brzmi ponadczasowo.

W chwili premiery “Just Like You” Keyshia Cole należała do czołówki amerykańskiej kobiecej sceny r&b, konkurując m.in. z Mary J. Blige, Ciarą czy Alicią Keys. Płyta szybko zdobyła uznanie fanów, poradziła sobie nieźle na chartsach i przyniosła artystce nominacje do nagród Grammy, co tylko potwierdziło jej status jednej z najważniejszych nowych twarzy tego gatunku. Drugi album Keyshii jest wydawnictwem bardziej dopracowanym i wypolerowanym – inaczej niż debiut, który miał w sobie świeżość i pewną niedoskonałość. I za to “The Way It Is” lubię bardziej. Brakuje mi tu tej surowości i emocjonalnej szczerości. Jest po prostu ok.

Warto: Losing You & Let It Go

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “RECENZJA: Keyshia Cole “Just Like You” (2007) (#1619)”

  1. Keyshia Cole to dla mnie trochę relikt czasu. Pamiętam ją z kawałków Seana Paula i Diddy’ego, a nigdy nie interesowały mnie jej solowe postępy. “Let It Go” brzmi super właśnie przez to oldskulowe brzmienie.
    Pozdrawiam. 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *