Luźne taśmy: wrzesień ’25

Nieśmiałe pląsy przy nowym singlu Rochelle Jordan i owiany chłodem utwór Marissy Nadler. Przypomnienie o zespole, który wydał na początku lat 90. jedną płytę i zniknął. Amerykańska, mało znana formacja i jej kompozycja, która staje do walki o tytuł piosenki roku. Te i inne kawałki towarzyszyły mi we wrześniu.

Rochelle Jordan Sweet Sensation (2025)

Zapowiadający nowy album (“Through the Wall”) wokalistki Rochelle Jordan singiel “Sweet Sensation” zdaje się być jej hołdem dla brzmień lat 80., łącząc syntezatory, perkusję i stonowane klawisze, co przekłada się na piosenkę zachęcającą do ruszenia nóżką, ale jednocześnie całkiem relaksującą. Niby nic przełomowego czy odkrywczego, ale i takie letniaczki są czasem potrzebne.

Marissa Nadler It Hits Harder (2025)

Cztery lata czekaliśmy na albumową nowość od Marissy Nadler. Płyta “New Radiations” ukazała się w połowie sierpnia, a rozpoczyna ją właśnie “It Hits Harder”. Aranżacyjnie nic tu mocniej (wbrew tytułowi) nie uderza. Artystka postawiła bowiem na surowość i prostotę – akustyczną gitarę, delikatną elektronikę, chórki. Jednak każde wyśpiewywane przez Amerykankę słowo jest niczym szpilka wbijana w słuchacza.

Racing Mount Pleasant Call It Easy (2025)

Rzadko słucham radia (ukłon w stronę poznańskiej Afery), stąd bardziej doceniam takie odkrycia. “Call It Easy” amerykańskiej formacji Racing Mount Pleasant (niegdyś znanej jako Kingfisher) trwa prawie siedem minut łącząc folkową wrażliwość z chamber popem i przestrzenną alternatywą. Wokale prowadzą słuchacza spokojnie, a aranżacja rozwija się warstwowo – od subtelnych smyczków i dętych po pełniejsze, dramatyczne brzmienia. Monumentalne, choć zarazem pełne delikatności nagranie.

LCD Soundsystem New York, I Love You But You’re Bringing Me Down (2007)

O Nowym Jorku, do którego miałam przyjemność podróżować na początku miesiąca, nagrano już wiele piosenek. Ja wróciłam do “New York, I Love You But You’re Bringing Me Down” LCD Soundsystem – jednej z najbardziej lirycznych kompozycji grupy. Zamiast tanecznej elektroniki dostajemy melancholijną, niemal balladową kompozycję, w której James Murphy wyznaje zarówno miłość, jak i rozczarowanie wobec miasta, które go ukształtowało. Intymna, gorzka propozycja.

Shame Packshot (2025)

Post punkowa kapela Shame lubi dolać oliwy do ognia i zaserwować nam granie ciężkie i hałaśliwe, lecz kompozycja “Packshot” z płyty “Cutthroat” wyłamuje się z narracyjnej gorączki reszty albumu, stawiając na atmosferę pełną chłodu, niepokoju i napięcia z kilkoma tylko agresywniejszymi zagrywkami. Grupa wykorzystuje “Packshot” by udowodnić, że potrafi balansować między hałaśliwą energią a ciszą.

Asaf Avidan Haunted (2025)

Powracający powoli z nową muzyką izraelski wokalista Asaf Avidan zaskoczył singlem “Haunted”. Kompozycja zaczyna się spokojnie, niemal akustycznie, a potem eksploduje w bogate, filmowe brzmienie. Mamy tu orkiestrową aranżację, żywą sekcją jazzową i eksperymentalne momenty (nawet coś na kształt rapu). Dawno twórczość Asafa nie brzmiała tak bogato, co pozwala przypuszczać, iż krążek “Unfurl” nie da się tak łatwo poznać na pierwszym spotkaniu.

The La’s There She Goes (1990)

Brytyjska formacja The La’s jest przykładem one album wonder – wydana na początku lat 90. płyta zatytułowana po prostu “The La’s” szybko stała się kultowa, a lęk przed niemożnością jej przeskoczenia i pogarda do przemysłu muzycznego sprawiły, że grupa wycofała się z dalszego nagrywania. Co po sobie zostawiła? Ano chociażby przebój “There She Goes” – melodyjny utwór indie rockowy, który opiera się na prostym schemacie, który sprawia, że kawałek nie chce wylecieć z głowy.

King Princess x Joe Talbot Say What You Will (2025)

Kiedy zobaczyłam nazwisko Joe Talbota na trackliście albumu “Girl Violence” King Princess, przepadłam. Znany z zespołu Idles artysta to gwarancja czegoś intrygującego. Ich wspólne nagranie jest piosenką bardzo nastrojową i oszczędną w brzmieniu – tu każdy dźwięk ma swoje znaczenie i zostawia przestrzeń dla emocji. “Say What You Will” jest króciutkie, ale charakterystyczne. 

U2 Running to Stand Still (1987)

Irlandzka grupa U2 pozostaje jednym z tych zespołów, którego słuchanie w bieżącym roku dostarcza mi najwięcej frajdy – ich stare albumy są kopalnią świetnych melodii. I poruszających nagrań, czego dowodem jest ballada “Running to Stand Still” traktująca o zakończonej niepowodzeniem próbie wyrwania się z pułapki. Warstwa muzyczna – skromna i melancholijna – z delikatnym pianinem i gitarą akustyczną na przedzie tylko pogłębia atmosferę bezradności.

Lola Young Spiders (2025)

Nienawidzę pająków, lecz piosenkę “Spiders” Loli Young kupiłam bardzo szybko. To alt rockowe, spokojne nagranie, które pod koniec skręca w stronę grunge’owych inspiracji, atakując słuchacza głośniejszym instrumentarium. To brzmi jak coś, co mogłoby powstać w latach 90. Tekst utworu porusza temat tożsamości i potrzeby bycia akceptowaną – znamy to już chociażby z wielkiego hitu “Messy”, ale widocznie Lola ma potrzebę często ten temat poruszać. 

__________________

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Jeden komentarz do “Luźne taśmy: wrzesień ’25”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *