
Chociaż obecnie muzyczne trendy nie żyją zbyt długo, piosence “Messy” brytyjskiej wokalistki Loli Young udało się zaistnieć na dłuższą chwilę. I gdy systematycznie spada liczba filmików, w których przebój robi za dźwiękowe tło, artystka chce udowodnić nam, że traktuje swoją karierę serio i nie chce być one hit wonder. W efekcie po upływie roku od przełomowego krążka “This Wasn’t Meant for You Anyway” otrzymujemy kolejny longplay od niepokornej Brytyjki.
Young stwierdziła, że nie będzie bawić się w uprzejmości. Otwierająca album piosenka “F**K EVERYONE” jest bezczelnym manifestem z gitarami w pop-punkowym stylu. Szybko jednak jej złość mi się nudzi i z radością przyjmuję utwór “One Thing” – propozycję kuszącą funkowym groove’em. Lżejszą, syntezatorową piosenką jest i “d£aler”, a z muzyką pop zdają się flirtować także “Walk All Over You” czy “Not Like That Anymore”. Lubię jednak bardziej te momenty, gdy Lola zatapia się w klimacie alternatywnych lat 90. i serwuje nam grunge’ową, gorzką balladę “Spiders”; post punkowe, gęste “CAN WE IGNORE IT? :(” oraz klimatyczne “Penny Out of Nothing”. Sporo wzruszeń przynosi melancholijne, romantyczne “Post Sex Clarity”, nawet jeśli wokalistka wieńczy je słowami I still love you, and I don’t know why. Swoją delikatniejszą stronę Lola ujawnia w powolnym, pełnym miękkich dźwięków “Why Do I Feel Better When I Hurt You?” oraz ograniczonej do dźwięków gitary akustycznej, domowej produkcji “Who F**king Cares?”.
W porównaniu do poprzedniego albumu, “This Wasn’t Meant for You Anyway”, który zawierał utwory z dużym przebojowym potencjałem, wyposażonymi w chwytliwe hooki i momenty szybko łapiące publiczny odzew (viralowy singiel „Messy”), “I’m Only F**king Myself” brzmi jak krążek, który Lola Young postanowiła nagrać przede wszystkim dla siebie. Jest w nim więcej emocji, więcej gniewu i bólu, ale i więcej refleksji. Artystka pozwala, by jej emocje brzmiały prawdziwie i brutalnie, nie przejmując się aż tak bardzo doszlifowaną produkcją czy chwytliwymi refrenami. I chociaż mogła kuć żelazo póki gorące i wymyślać nowe hity, ona wycofuje się w wyścigu na własnych warunkach. Ale czy to źle?
Warto: One Thing & Spiders & Penny Out of Nothing
Przesłuchałam kilka utworów. Trochę brzmią jak odrzuty od Olivii Rodrigo i rzeczywiście są jakieś takie niewpadające w ucho. Ale “Spiders” jest super.
Pozdrawiam. 🙂