RECENZJA: Toni Braxton “Libra” (2005) (#1632)

Ta płyta jest jak przelotna znajomość, o której nie chcesz rozmawiać – takimi słowami podsumowała krążek “Libra” Toni Braxton kilka lat po jej wydaniu. Artystka przygotowując swój szósty projekt liczyła na wiele. Nowa wytwórnia, nowi współpracownicy, nowe pomysły. To miał być świeży start i odważny krok na przód. Co z tego wyszło?

Płyta “More Than a Woman” z 2002 roku powstawała pod presją. Wraz z nadejściem nowej dekady pojawiło się sporo wokalistek, które szybko opanowały scenę r&b. Klasyczne soulowo-rhythm’and’bluesowe ballady, z których Braxton była znana w latach 90., ustąpiły miejsca nowocześniejszym, przebojowym produkcjom. Toni próbowała dogonić konkurencję, potykając się kilkakrotnie podczas wyścigu. Za sprawą płyty “Libra” wstaje, otrzepuje kolana i biegnie dalej. Jednak nawiązuje do tytułowego znaku zodiaku (pl. waga) i stara się utrzymać balans między starym a nowym.

Zawartością albumu Amerykanka chce w niewielkim choć stopniu zrekompensować słuchaczom trwającym przy niej od lat 90. ostatnie niepowodzenia. Soulowo-rhythm’and’bluesowa ballada “Stupid” nie ma wprawdzie podjazdu do emocjonalnego przeboju “Un-Break My Heart”, ale brzmi podobnie elegancko i ponadczasowo. Klasyczne r&b produkcji Babyface’a zdominowało niespieszne “Trippin’ (That’s the Way Love Works)”, a prosta, lecz ciepła ballada “I Wanna Be (Your Baby)” przypomina jej pierwsze nieprzeprodukowane nagrania. W klimacie lat 90. osadzone jest także zestawiające r&b z neo soulem “What’s Good” – jedna z lepszych piosenkowych propozycji na “Libra”, która zachwyca aksamitnymi wokalami, kobiecością i organicznym instrumentarium. 

Z drugiej strony mamy utwory, które dziś brzmią przestarzale, ale są świetną pamiątką po początkach XXI wieku. Do ich reprezentantów należą czarujące agresywniejszym, klubowo-ulicznym bitem “Please”; prowadzone mocnym, perkusyjnym rytmem, wyzwalające “Take This Ring” oraz subtelnie elektroniczne “Midnite”. Dziwaczną kompozycją jest spokojne “Finally”, w którym wykorzystano syntezatory, a wokal Braxton chwilami podległ niedużej obróbce. Kto jednak woli artystę w wersji sauté, ten zerknąć powinien na akustyczny, mający w sobie coś wzruszającego numer “Shadowless”.

Podobnie jak “More Than a Woman”, tak i “Libra” próbuje łączyć tradycyjne r&b z współczesnymi brzmieniami. Płyta wydaje się być jednak bardziej spójna i świadoma swojego kierunku. Produkcja jest tu bardziej dopracowana, a sama Toni Braxton podeszła dojrzale do tego projektu chcąc brzmieć nowocześnie, ale nie radiowo. Bo przyznać trzeba, że nie ma tu utworów, które dostarczałyby wpadające w ucho refreny. Toni na “Libra” jest artystką, która nie musi krzyczeć i wspomagać się popularniejszymi gośćmi, żeby przyciągać uwagę. To jej najlepszy krążek od czasów “The Heat”.

Warto: What’s Good & Please

_____________

Toni BraxtonSecretsThe HeatSnowflakesMore Than a WomanLove, Marriage & DivorceSex & Cigarettes ♥ Spell My Name

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *