
Rosalía, hiszpańska wokalistka jest gwiazdą pop, która z każdą kolejną płytą coraz mocniej chce uciec od tej łatki. Jej kariera, choć niedługa, jest już pasmem artystycznych metamorfoz. Zamiast odcinać kupony od minionych sukcesów, ona za każdym razem zaczyna od zera, otwierając nowy rozdział pełen ryzyka i świeżych pomysłów. “LUX”, najnowszy krążek Hiszpanki, jest tego idealnym przykładem. Po eksperymentalnym “Motomami” Rosalía ucieka od elektronicznych brzmień w stronę klasyki. Wokalistka ponownie wymyśliła siebie na nowo.
Płyta “LUX” przez samą zainteresowaną podzielona została na cztery bloki. Rosalía buduje album jak emocjonalny teatr, w którym zmienia maski, brzmienia a także języki – podjęła się wplecenia do swoich tekstów wersów z przeszło dziesięciu innych. Samo otwarcie wydawnictwa nie należy do najbardziej spektakularnych. Utwór “Sexo, Violencia y Llantas” to hiszpańskojęzyczny, stonowany orkiestrowy pop. W spokojne tony uderza i wiosenne “Reliquia” oraz balansujące między sakralnym patosem a futurystycznym minimalizmem “Divinize”. Nowoczesność śmiało przenika wyrazistsze nagranie “Porcelana”, podczas gdy zamykająca ten set piosenka “Mio Cristo Piange Diamanti” jest ujmująco zaśpiewanym po włosku, przepięknym nagraniem o barokowym wydźwięku. I być może byłby to najlepszy moment płyty, gdyby nie rozpoczynające drugą część “Berghain”. Przemycający język niemiecki, operowe wokalizy, mocne orkiestrowe dźwięki i elektroniczne bity singiel porywa od pierwszego usłyszenia. Monumentalna piosenka. Smyczkowe motywy pojawiają się również i w mieszającym elementy flamenco i ambientu, musicalowym “Mundo Nuevo”. Nocne, chóralne “De Madrugá” flirtuje z r&b, zaś walczykowata, elegancka “La Perla” jest najmniej magicznym momentem tej sekcji.
Trzeci rozdział historii Hiszpanki jest jej najbardziej przyziemnym. Rosalía schodzi na ziemię opuszczając wykreowany przez siebie mistyczny świat. Łączące pop z flamenco “Dios Es Un Stalker”, art popowe “La Yugular” i intymne, wyciszające “Sauvignon Blanc” są utworami szczerymi i na swój sposób surowymi. Jeśli jednak któraś z części miałaby przynosić tytułowe światło (jak tłumaczymy z łacińskiego słowo lux), byłaby nią właśnie ta ostatnia. Skrywa ona dynamiczne, taneczno-duchowe “La Rumba Del Perdón”; inspirowane fado, wspaniałe “Memória” oraz eteryczne “Magnolias”.
Jeśli “Motomami” była lotem w kosmos, to “LUX” jest podróżą do wnętrza duszy, w której muzyka pop jak za dotknięciem magicznej różdżki (a może raczej orkiestrowej batuty) zamienia się w rytuał. Na swoim czwartym studyjnym albumie Rosalía przesuwa popowe granice w rejony, o których mało która koleżanka po fachu odważyła się myśleć. W jej rękach muzyka barokowa, orkiestrowa i sakralna nabiera współczesnego blasku. Staje się modna. Hiszpańska artystka udowadnia, że można tworzyć rzeczy ambitne i wymagające nie stając się przy tym mniej ekscytująca. Wręcz przeciwnie. “LUX” to złożone dzieło pełne pięknych melodii, refleksji i emocji, które stawia wokalistkę w gronie najważniejszych kobiecych postaci współczesnej sceny.
Warto: Mio Cristo Piange Diamanti & Berghain