RECENZJA: Alizée “Gourmandises” (2000) (#1677)

Debiutancki album Alizée, “Gourmandises”, jest jedną z tych płyt, które nie powstały przypadkiem. Za jej narodzinami stoi historia jak z popowej bajki – młoda wokalistka została zauważona w programie talent show, gdzie jej głos przyciągnął uwagę dwóch potężnych nazwisk francuskiej sceny, producenta Laurent Boutonnat oraz ikony piosenki Mylène Farmer. Zafascynowani jej potencjałem, wzięli ją pod swoje skrzydła i stworzyli produkt, który w 2000 roku  wprowadził sporo świeżości we francuskim popie. “Gourmandises” nie jest więc jedynie debiutem nastoletniej dziewczyny, ale starannie wyreżyserowanym wejściem na scenę.

Nawet jeśli sama postać Alizée jest wam nieznana, z pewnością utwór “Moi… Lolita” choć raz dotarł do waszych uszu. To singiel, który szybko wdarł się na listy przebojów, i który słuchacze pokochali za śmiałe podejście do francuskiego chanson połączone w nowoczesny miks o elektronicznych bitach i tanecznym rytmem. Co ciekawe na “Gourmandises” nie dominują piosenki tego typu, a echa nastoletniego popu pobrzmiewają jeszcze tylko w euro-dance popowym “Veni Vedi Vici”; jeszcze bardziej żywiołowym numerze tytułowym czy elektropopowym “L’Alizé” które ma ten taneczny błysk, lecz jest utworem pozbawionym euforii i w połowie zaczynającym nużyć.

Zaskoczyła mnie mroczniejsza strona młodej Francuzki, która postanowiła jeszcze na moment zostać w dopiero co minionej dekadzie i pozwolić, by przez jej muzykę przeniknęły trip hopowe inspiracje (“Lui ou Toi”, “Mon Maquis”) nadające całości melancholii, tajemniczości i intrygującego chłodu. To moje ulubione momenty wydawnictwa. Podoba mi się też Alizée w posiadającym pazur, new jack swingowym “J.B.G.” (to już w ogóle brzmi jak piosenka wyrwana z początku lat 90.), czy lekkim, niebanalnym “Abracadabra”, w którym syntezatorowe punkciki odpowiadają za ciemniejszą atmosferę, a powtarzane wielokrotnie wersy brzmią jak rzucane zaklęcie. Czemu to nie była czołówka serialu “Sabrina, nastoletnia czarownica”? Ładnie wyglądają i balladowe kompozycje. Tu reprezentowane są przez elektroniczne “Parler tout bas” z jasnym, podnioślejszym refrenem; oraz melancholijne, synth-dream popowe “À quoi rêve une jeune fille”.

W momencie nagrywania krążka “Gourmandises” Alizée była bardzo młoda, a cały projekt powstał pod czujnym okiem doświadczonych twórców. Można więc odnieść wrażenie, że była bardziej lalką prowadzoną przez wprawnych graczy francuskiej sceny aniżeli w pełni ukształtowaną artystką. I rzeczywiście trudno dziś jednoznacznie rozstrzygnąć, na ile ten repertuar i wizerunek były w pełni jej świadomym wyborem. Z drugiej zaś strony trafiła w ręce profesjonalistów, którzy doskonale wiedzieli, jak buduje się muzykę pop. “Gourmandises” jest więc płytą chwytliwą i przystępną, ale jednocześnie wykraczającą poza schemat prostych teen popowych przebojów. Ten balans między przystępnością a czymś odrobinę bardziej wyrafinowanym sprawia, że album nawet po latach nie brzmi jak jednorazowa ciekawostka, lecz jak przemyślany start kariery.

Warto: Mon Maquis & Lui ou Toi

Autor

Zuzanna Janicka

Rocznik '94. Dziewczyna, która najbardziej na świecie kocha muzykę. Nie straszny jej (prawie) żaden gatunek, ale najbardziej lubi sięgać po r&b z lat 90. oraz indie/alt rocka. The-Rockferry prowadzi od 2010 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *