Muzyka Jamesa Blake’a towarzyszy mi od ponad dekady. Jednocześnie po okresie intensywnej fascynacji krążkiem “Assume Form” – zahaczającej nawet o lekką obsesję – niewiele z późniejszych wydawnictw Brytyjczyka naprawdę mnie zatrzymało na dłużej. Słuchałam, doceniałam, ale rzadko która płyta potrafiła znów tak mocno wniknąć w codzienność. Premiera “Trying Times” przeszłaby obok mnie niemal niezauważona gdyby nie singiel “Death of Love” biorący mnie z zaskoczenia odważnym samplem z twórczości Leonarda Cohena. Dla mnie, osoby od lat przywiązanej do jego muzyki, był to przypadek trudny do zignorowania. Ciekawa byłam, co jeszcze skrywa to wydawnictwo.
Minimalistyczna elektronika, przesterowane syntezatory i cykający automat perkusyjny. A do tego trochę wokalnych sampli. Otwarcie płyty, “Walk Out Music”, to Blake, który bardziej skupia się na klimacie i dostarczaniu dźwiękowych wrażeń, aniżeli opowiadaniu jakiejś historii. Słowa większą moc mają w niesamowitym “Death of Love” (brawa za odważne wykorzystanie nadających całości podnioślejszego nastroju fragmentów “You Want It Darker” Cohena), dream popowo-ambientowym, uroczym “I Had a Dream She Took My Hand” o sennych wokalach Brytyjczyka; czy kapitalnym nagraniu tytułowym, w którym królują emocjonalna surowość i żywe instrumenty. Gitary opanowały “Make Something Up”. Organiczne brzmienie jest także atutem kameralnego, bardzo oszczędnego “Obsession”; balladowego “Feel It Again” czy w końcu “Just a Little Higher” – przy akompaniamencie smyczków i pianina James w uroczy sposób zamyka swój tegoroczny krążek.
Nietypowym nagraniem jest “Didn’t Come to Argue”, które w zasadzie… jest dwoma piosenkami “w cenie” jednej – smyczkową, musicalową i następującą po niej alt rhythm’and’bluesową. Do potupania nóżką Blake zostawia nam flirtujące z UK garage “Days Go By”, “Rest Of Your Life” oraz futurystyczne “Through the High Wire”. Kto tęskni za tym Jamesem towarzyszącym artystom z hip hopowej sceny, ten sięgnąć powinien po ciemne “Doesn’t Just Happen” z gościnną nawijką Dave’a.
Wydawnictwo “Trying Times” wyraźnie odcina się od kilku ostatnich, bardziej przystępnych i wygładzonych płyt Jamesa Blake’a. Zamiast klarownych form i bezpośrednich emocji dostajemy tu coś bardziej poszarpanego, nieoczywistego i wymagającego uwagi. Ta muzyka nie próbuje się przypodobać wszystkim. Powoli chwyta się słuchacza, prezentuje pewne ryzyko i stopniuje napięcie, które niegdyś definiowały twórczość brytyjskiego wokalisty. Jednocześnie nie brzmi to jak powrót do przeszłości ani odcięcie się od ostatnich lat. Jest to raczej próba znalezienia nowego języka gdzieś pomiędzy. Z ładnym skutkiem, bo do “Trying Times” naprawdę chciało mi się wracać.
Warto: Death of Love & Trying Times & Just a Little Higher
______________