RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

Madonna zbudowała reputację artystki, która nigdy nie ogląda się za siebie. Każdy kolejny album miał być nowym rozdziałem i kolejnym wcieleniem. Tym większym zaskoczeniem jest “Confession II” – to pierwszy raz, gdy Królowa Popu wraca do pomysłu, który przed laty zapewnił jej jeden z największych sukcesów. Dwadzieścia lat temu “Confessions on a Dance Floor” nie tylko przywróciło modę na disco, ale też podarowało światu serię singli, które do dziś nie schodzą z radiowych playlist. Poprzeczka zawisła więc wyjątkowo wysoko. Zamiast wymyślać siebie od nowa, Madonna postanowiła raz jeszcze założyć lśniący kostium i wejść między migające światła. Jak wyszła jej druga wizyta w tej samej rzece? A właściwie – na tym samym parkiecie?

Czytaj dalej RECENZJA: Madonna “Confessions II” (2026) (#1711)

RECENZJA: Bleachers “Everyone for Ten Minutes” (2026) (#1710)

Bleachers nigdy nie byli zespołem, który rozpala wyobraźnię publiczności na poziomie największych gwiazd. Trudno zresztą, by było inaczej, gdy ich lider od lat funkcjonuje przede wszystkim jako architekt sukcesów innych. Jack Antonoff należy do najbardziej wpływowych postaci współczesnego popu. Współpracował z m.in. Taylor Swift, Laną Del Rey czy Sabriną Carpenter współtworząc brzmienie, które w ostatnich latach zdominowało listy przebojów. Paradoks polega na tym, że sam zespół Bleachers pozostaje raczej w cieniu. Tym bardziej warto przyjrzeć się albumowi “Everyone for Ten Minutes”. Jack pod uwagę bierze tu przede wszystkim własne życzenia.

Czytaj dalej RECENZJA: Bleachers “Everyone for Ten Minutes” (2026) (#1710)

RECENZJA: Olive Jones “For Mary” (2026) (#1708)

Olive Jones należy do grona artystek, które sprawiają wrażenie, jakby od zawsze wiedziały, dokąd zmierzają. Sama podkreśla, że od najmłodszych lat widziała siebie na scenie z mikrofonem w dłoni. Pierwsze utwory publikować zaczęła dopiero w 2023 roku, a już teraz prezentuje “For Mary” – swój debiutancki longplay. Brytyjska wokalistka opisuje ten projekt jako prezent dla wszystkich, którzy szukają w muzyce pocieszenia i ukojenia. W tym prędkim świecie warto sprawdzić, jak jej słowa przekładają się na rzeczywistość.

Czytaj dalej RECENZJA: Olive Jones “For Mary” (2026) (#1708)

RECENZJA: Fink “The City Is Coming To Erase It All” (2026) (#1707)

Jeśli czegoś nie było w 1974 roku, nie używamy tego – taką zasadę przyjął Fin Greenall podczas pracy nad krążkiem “The City Is Coming To Erase It All”. To założenie mogło łatwo zamienić się w próbę wiernego odtworzenia brzmień sprzed pół wieku. Brytyjski artysta poszedł jednak w innym kierunku. Zamiast rekonstruować przeszłość, wykorzystał te ograniczenia jako narzędzie do opowiedzenia historii o współczesnym, pełnym pośpiechu i hałasu świecie. Jak przełożyło się to na samą muzykę?

Czytaj dalej RECENZJA: Fink “The City Is Coming To Erase It All” (2026) (#1707)

RECENZJA: Bebe Rexha “Dirty Blonde” (2026) (#1706)

Jeszcze na początku roku Bebe Rexha publicznie narzekała, że jej kariera ugrzęzła w martwym punkcie, zazdroszcząc chociażby Charli XCX i Sabrinie Carpenter, które wskoczyły do pierwszej ligi gwiazd mainstreamowego popu. Jej frustracja wobec wytwórni i sposobu prowadzenia kariery była zrozumiała. Przez lata dostarczała kolejne hity, ale trudno było nie zauważyć, że problem leżał również w samej muzyce. Bo choć Rexha wielokrotnie udowadniała, że potrafi pisać chwytliwe refreny, równie rzadko proponowała coś, co faktycznie wyróżniałoby ją spośród dziesiątek innych gwiazd popu. “Dirty Blonde” wydaje z pozycji niezależnej artystki. Czy tegoroczny krążek rzeczywiście jest przełomem, na jaki od lat tak niecierpliwie czeka?

Czytaj dalej RECENZJA: Bebe Rexha “Dirty Blonde” (2026) (#1706)

RECENZJA: Olivia Rodrigo “You Seem Pretty Sad for a Girl So in Love” (2026) (#1703)

Od momentu wydania debiutanckiego albumu “Sour” w 2021 roku Olivia Rodrigo pozostaje jedną z najważniejszych wokalistek współczesnej sceny pop. Ogromny sukces pierwszej płyty -a następnie bardzo dobrze przyjętego następcy “Guts” – sprawił, że wraz z zainteresowaniem przyszła również presja. Każdy kolejny ruch artystki był obserwowany przez słuchaczy oczekujących następnej porcji chwytliwych, pop rockowych hymnów o złamanym sercu i dorastaniu. Na trzecim albumie, “You Seem Pretty Sad for a Girl So in Love”, Rodrigo postanawia jednak nieco oddalić się od formuły, która zapewniła jej status gwiazdy. Z jakim efektem?

Czytaj dalej RECENZJA: Olivia Rodrigo “You Seem Pretty Sad for a Girl So in Love” (2026) (#1703)

RECENZJA: Lizzo “Bitch” (2026) (#1702)

Jeszcze kilka lat temu Lizzo należała do grona najbardziej lubianych współczesnych wokalistek. Jej bezpośredniość i konsekwentne promowanie samoakceptacji zjednały jej miliony słuchaczy na całym świecie. Jednak seria kontrowersji i oskarżeń sprawiła, że pozytywny wizerunek artystki runął jak domek z kart. Z idolki stała się postacią problematyczną. W takich okolicznościach ukazuje się krążek “Bitch” – płyta, która może okazać się czymś więcej niż kolejnym rozdziałem w dyskografii Lizzo. To przede wszystkim próba odzyskania zaufania publiczności.

Czytaj dalej RECENZJA: Lizzo “Bitch” (2026) (#1702)

RECENZJA: Muna “Dancing on the Wall” (2026) (#1701)

Muna należy do tych zespołów, których historia wydaje się niemal podręcznikowa – trzy przyjaciółki poznają się na studiach, wspólnie szukają własnego artystycznego języka flirtując początkowo z bardziej eksperymentalnymi dźwiękami, by ostatecznie odnaleźć się w świecie elektronicznego, syntezatorowego popu. Bieżący rok przyniósł nam ich płytę numer cztery – “Dancing on the Wall”. Sięgam po nią zachęcona opiniami, iż nowa muzyka dziewczyn jest nie tylko mroczniejsza, co też bardziej zaangażowana niż wszystko, co formacja nagrała wcześniej.

Czytaj dalej RECENZJA: Muna “Dancing on the Wall” (2026) (#1701)

RECENZJA: Lily Forte “Don’t Gild the Lily” (2026) (#1700)

Album “Don’t Gild the Lily” amerykańskiej wokalistki Lily Forte już samym tytułem zdaje się zdradzać swoje główne przesłanie. Nawiązując do słów Williama Szekspira – to gild the lily – artystka przypomina, że nie wszystko wymaga upiększania. Czasem nadmiar ozdób czy emocji  potrafi jedynie zniszczyć to, co od początku było autentyczne i piękne. Ciekawa byłam, czy znajduje to swoje potwierdzenie w samych utworach młodej Amerykanki.

Czytaj dalej RECENZJA: Lily Forte “Don’t Gild the Lily” (2026) (#1700)

RECENZJA: Hannah Storm “It Will Never Be The Right Time” (2026) (#1697)

Hannah Storm, norweska wokalistka, przez ostatnie kilka lat rozwijała swoją karierę stopniowo budując wokół swej twórczości atmosferę intymności. Artystka, początkowo związana z Oslo, przeniosła się w 2021 roku po podpisaniu kontraktu z Made Management do Bergen. Decyzja ta przyspieszyła jej muzyczny rozwój i pozwoliła na współpracę z producentami mającymi na koncie kształtowanie brzmienia m.in. Sigrid i Aurory. Po latach nagrywania pojedynczych singli Hannah gotowa była na płytowy debiut. Nawet, jeśli twierdziła – idąc tropem jego tytułu – że nigdy nie będzie odpowiedniego czasu.

Czytaj dalej RECENZJA: Hannah Storm “It Will Never Be The Right Time” (2026) (#1697)