#323 Nightwish „Imaginaerum” (2011)

Moja przygoda z zespołem Nightwish zaczęła się w 2011 roku. Wymyśliłam sobie, że ocenię album inny niż popowy czy rhytm’and’bluesowy. I tak wypadło na Nightwish. Wybrałam sobie na chybił trafił jedną pozycję z ich dyskografii i wypadło na “Once”. Nie powiem, by album ten przygwoździł mnie swoją wielkością i perfekcyjnością do ziemi, ale dało się go posłuchać. Trochę gorzej było z poznanym przeze mnie jakiś czas później debiutem zespołu. “Angels Fall First” to jednostajny, mało zaskakujący krążek. Nie pozostałam również obojętna na inne płyty Nightwish. Posłuchałam, poznałam i odłożyłam na bok. Aż do czasu, kiedy w moje ręce wpadł ostatni jak na razie studyjny album zespołu – “Imaginaerum”.

Czytaj dalej #323 Nightwish „Imaginaerum” (2011)

#258 Within Temptation “Mother Earth” (2000)

Mojej przygody z holenderskim zespołem ciąg dalszy. Po przesłuchaniu ich debiutanckiej płyty „Enter”wiedziałam, że na tym się nie zakończy. Chociaż nie wracam do niej tak często,jak myślałam, zrobiła na mnie spore wrażenie. Koniecznie musiałam się przekonać,jak sprawa ma się z wydanym trzy lata później krążkiem „Mother Earth”.

Czytaj dalej #258 Within Temptation “Mother Earth” (2000)

#210 Within Temptation “Enter” (1997)

Within Temptation jest holenderskim zespołem grającym muzykę z pogranicza metalu symfonicznego oraz doom metalu. Swoją debiutancką płytę zatytułowaną “Enter” wydali w 1997 roku. Przyznam, że tytuł krążka jest bardzo trafny. “Enter” oznacza wejście. A zespół w dobrym stylu ‘wszedł’ na scenę. Główne skrzypce gra Sharon den Adel. Posługuje się ona mezzosopranem obejmującym 4 oktawy. Jej wokal jest delikatny, subtelny. Nieco operowy. Drugim ‘głosem’ zespołu jest Robert Westerholt. Pojawia się tylko w kilku numerach. Może jeszcze wyjaśnię o co chodzi z tym doom metalem, bo świetnie zobrazuje nam to, co znajdziemy na “Enter”. Gatunek ten charakteryzuje się ciężkim, psychodelicznym brzmieniem i śpiewem. Teksty utworów poruszają tematy depresyjne, melancholijne.

Czytaj dalej #210 Within Temptation “Enter” (1997)

#184 Nightwish “Angels Fall First” (1997)

 

Po muzykę Nightwish sięgnęłam w tym roku, przed wakacjami.Sami stwierdzicie – kiepska pora na posłuchanie utworów, jakie serwuje nam ten zespół. Jednak mamy teraz jesień, porę dość smutną i przygnębiającą, więc postanowiłam zabrać się za ocenianie dyskografii tego fińskiego bandu. Na początek w moje ręce wpadł ich debiut z 1998 roku zatytułowany „Angels Fall First”.  Dla niezorientowanych –Nightwish gra muzykę z pogranicza gothic rocka i metalu symfonicznego. Szczególnie ten „gothic” jest u nich dobrze widoczny (a może raczej – słyszalny).

Czytaj dalej #184 Nightwish “Angels Fall First” (1997)

#126 Nightwish “Once” (2004)

Jakiś czas temu ktoś zwrócił mi uwagę, że warto zrecenzować coś od Nightwish. Jestem wielką fanką Evanescence więc powinnam niby i ich posłuchać. Gdyby jeszcze byłoby między tymi zespołami jakieś podobieństwo. Amy Lee i Tarję Turunen łączy jedynie kolor włosów. To dwa zupełnie różne zespoły. Evanescence to bardziej rock (nieco też gothic rock). Nightwish z kolei symfoniczny metal. Obie wokalistki różnią się również wokalem. Tarja sprawdziłaby się w operze! Nie żartuję. Ma niesamowicie głęboki, dojrzały głos. Szeroki wachlarz możliwości. Od razu przyznam się, aby nie było nieporozumień. To moja pierwsza przesłuchana płyta Nightwish. Nie jestem jeszcze zorientowana, jak grali kiedyś. W końcu “Once” to ich piąta płyta. Wiele piosenek powstało w towarzystwie Londyńskiej Orkiestry Symfonicznej (to ta odpowiedzialna za muzykę do “Harry’ego Pottera”). Początek bardzo mnie zaskoczył. Piosenka “Dark Chest of Wonders” zaczyna się szeptem Tarji. Myślałam, że będzie spokojnie. Nic z tego. Za chwilę otrzymujemy dawkę energicznego grania. Muszę przyznać, że jest to całkiem niezły numer. W “Wish I Had an Angel” następuje zderzenie delikatnego głosu wokalistki z ciężkim wokalem jednego z członków zespołu. Małym przegięciem są dwie piosenki: “Creek Mary’s Blood” (motywy indiańskie!) i “Ghost Love Score”. Dlaczego? Pierwsza z nich trwa ponad 8 minut, a druga 10. Na szczęście Nightwish nie popełnili głupiego błędu – przez cały czas trwania piosenki nie jest powtarzana ta sama melodia itp. Na początku myślałam, że to kilka różnych piosenek. A tu taka niespodzianka. Zespół wygrywa na tym, że w połowie utworu potrafią zmienić brzmienie. Dodać jakieś instrumenty bądź też złagodzić brzmienie. Ja dopiero zaczynam zabawę z takimi melodiami, ale wydaje mi si,ę, że zostanę w tym na dłużej. Płyta “Once” całkiem mi się podobała. Momentami miałam jednak wrażenie, że słucham w kółko tego samego.