#12 The Pussycat Dolls “PCD” (2005)

Kto kryje się pod nazwą “The Pussycat Dolls”? Szóstka (wówczas) nieźle śpiewających dziewczyn, które przy pomocy założycielki – Robin Antin – i zarażającej muzyki w 2005 ruszyły na podbój świata. Z tylko tej płyty wypuściły 7 singlii. Biorąc pod uwagę ich wysokie pozycje na listach przebojów odwaliły kawał obrej roboty. Nie dziwi mnie dobra sprzedaż tego krążka. Niemal każda piosenka otrzymała ode mnie pozytywną opinię. Które najbardziej przypadły mi do gustu? Przede wszystkim “Buttons”, w którym słychać arabskie rytmy. Równie świetne są “Flirt”, “I don’t need a man” i “Bite the dust”. Mają w sobie niezwykły power. Fanów r&b zainteresuje z pewnością “Don’t cha”. Genialna piosenka. Na “PCD” spodobała mi się różnorodność utworów. Trudno nie zwrócić uwagi na nieco soulowe “Feelin’ good”, balladowe “Stickwitu” czy na przekór tanecznym brzmieniom “How many times how many lies”. W przeciwieństwie do innych już zrecenzowanych przeze mnie płyt “Dollsy” umieściły aż 7 coverów. Oprócz wspomnianego wcześniej “Feelin’ good” czy “Don’t cha” mamy tu przeróbkę “Sway”, “Tainted love”, “Hot stuff”, “Right now”, “We went as far as we felt like going”

0 Replies to “#12 The Pussycat Dolls “PCD” (2005)”

  1. Krążek “PCD” jest całkiem niezły, ale akurat “Beep” mi się ani trochę nie podoba;-] Chociaż najbardziej żenujący utwór The Pussycat Dolls to jak dla mnie “When I grow up”. Nie znoszę go;-) Ale to akurat już nie ten album.Pzdr.[muzykoblog.blog.onet.pl]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *