#352 VA “Twilight” (soundtrack) (2008)

W 2008 roku zapanowała prawdziwa zmierzchomania. Dziewczyny marzyły, że tak jak Bella znajdą kiedyś swojego Edwarda. Chłopcy natomiast nie mieli łatwo, bo w porównaniu do filmowego wampira wypadali blado. Tak czy inaczej – zarówno książka jak i film na jej podstawie przyniosły ogromne zyski. Równie dużo pieniędzy nastolatki wydawały na gadżety z podobizną Belli czy Edwarda. Szybko ze sklepów zniknął i soundtrack do kinowego hitu. A że nie zajmuję się recenzjami filmów, lecz muzyki, biorę go dziś na celownik.

Moim zdaniem dobry soundtrack to taki, który pasuje do filmu i który przywołuje wspomnienia związane z obejrzanym obrazem. Zanim zabrałam się za słuchanie “Twilight” przypomniałam sobie, o czym był ten film, jakim klimatem się charakteryzował itp. Horrorem na pewno nie był. Nie obrażajmy innych filmów z tego gatunku. To raczej zwracający na siebie uwagę film fantasy. Akcja dzieje się w małym, deszczowym miasteczku. Opowiada o miłości zwykłej nastolatki do wampira. Resztę każdy już sobie dopowie. Krótko mówiąc mamy połączenie romansu i pewnej tajemnicy. Słodkie ballady w stylu Britney Spears by tu nie pasowały. Wystarczająco skręcało mnie na widok mizdrzących się do siebie głównych bohaterów. Widziałabym natomiast na soundtracku rock, ale i spokojniejsze (ale nie banalne) utwory.

Album “Twilight” składa się z 12 piosenek. Swoje utwory użyczyły takie zespoły jak Muse (“Supermassive Black Hole”), Paramore (“Decode”, “I Caught Myself”), Mutemath (“Spotlight”) czy Blue Foundation (“Eyes on Fire”). Nie zabrakło również numeru Linkin Park (“Leave Out All the Rest”), The Black Ghost (“Full Moon”), Collective Soul (“Tremble For My Beloved”) a nawet niespodzianki w postaci skomponowanej przez Roberta Pattinsona ballady “Never Think”.

Największą gwiazdą “Twilight” jest bez wątpienia amerykański zespół Paramore ze świetną Hayley na wokalu. Na albumie znalazły się aż dwie piosenki bandu. Jedną z nich jest “I Caught Myself”. Ot, pop rockowy utwór, bardzo typowy dla twórczości Paramore. Większego wrażenia na mnie niestety nie robi. Co innego “Decode”. To piosenka do “Zmierzchu” wręcz idealna! Nie wyobrażam sobie innej kompozycji, która mogłaby reprezentować ten film tak jak zrobił to kawałek grupy Paramore. Utwór charakteryzuje się tajemniczym klimatem i to jest jego największą siłą.

Bardzo spodobała mi się piosenka “Eyes on Fire” duńskiej grupy specjalizującej się w muzyce elektronicznej – Blue Foundation. Kawałek szybko wpadł mi w ucho, chociaż do “Zmierzchu” nie bardzo mi pasuje. Koniecznie jeszcze dodam – bo niektórych informacja o tym, jaką muzykę wykonuje zespół mogła odstraszyć – że “Eyes on Fire” to spokojny, gitarowy numer, lekko tylko podszyty elektroniką. Zagadką dla mnie jest również umieszczenie na soundtracku nagrania “Go All the Way” wykonywanego przez Perry’ego Farrella i (jeśli mnie Wikipedia nie myli) jego żonę – Etty Lau. Piosenka jest naprawdę świetna, bardzo przebojowa i dynamiczna, ale nie pasuje mi do koncepcji filmu. Można więc zadać pytanie, czy słusznie na “Twilight” umieszczono “Supermassive Black Hole” zespołu Muse. Utwór nie jest typowym rockowym numerem. Trochę w nim elektroniki. Można też przyczepić się do wokalu Matta w zwrotkach, bo śpiewa dość wysokim głosem. Ja osobiście uważam, że ten kawałek to najlepsze, co mogło ten soundtrack spotkać. A fragment filmu, w którym tę piosenkę wykorzystano (mecz baseballa), jest świetny. W żadnej z kolejnych części nie było równie udanych i zapierających dech w piersiach scen.

Co jeszcze znajdziemy na soundtracku do ulubionego filmu większości nastolatek? Chociażby gitarowy, przyjemny utwór “Full Moon” zespołu The Black Ghost. Właściwa piosenka na właściwym miejscu, tak można najłatwiej to skomentować. Jest również “Spotlight” od grupy Mutemath, które wręcz kipi młodzieńczą energią oraz balladowe, ale trochę usypiające “Flightless Bird, American Mouth” amerykańskiego wokalisty Samuel Beam ukrywającego się pod pseudonimem Iron & Wine. Nie można również pominąć znanych na całym świecie chłopaków z Linkin Park, którzy na “Twilight” użyczyli swojej piosenki “Leave Out All the Rest”. Mimo dużej sympatii, jaką darzę ten zespół, utwór jest niewypałem. Zbyt popowy, zbyt słodki. Linkin Park mają w swojej twórczości dużo lepsze kompozycje.

Osobny akapit postanowiłam poświęcić dwóm utworom, które zmierzchomaniaków zainteresują chyba najbardziej. Jedna z piosenek jest “Never Think”, za które odpowiada wcielający się w postać Edwarda aktor Robert Pattinson. Nagrania jest bardzo subtelne i delikatne. Można nawet powiedzieć, że wzruszające. Fanką głosu Roberta nie zostanę, ale zaimponował mi emocjami, jakie przemycił w “Never Think”. Nie jest to utwór, obok którego można przejść obojętnie. Zakończenie “Twilight” jest naprawdę piękne – kompozycja “Bella’s Lullaby” (w całości zagrana na pianinie) ma w sobie magię.

Chociaż niektóre utwory nie pasują mi do klimatu filmu, słuchanie tego soundtracku to przyjemność. Nie jestem fanką sagi “Zmierzch” (choć pierwszą część uważam za całkiem ciekawy obraz), ale sądzę, że muzycznie daje radę. Ciekawa pozycja. Nie tylko dla zmierzchomaniaków.

20 odpowiedzi do “#352 VA “Twilight” (soundtrack) (2008)”

  1. Soundtrack moim zdaniem zdecydowanie lepszy od filmu i książki. “Decode” to bardzo dobry utwór.

    Pozdrawiam, True-Villain.blog.pl

  2. Kiedyś posłucham tego soundtracku. “Decode” już trochę mi się znudziło, za to lubię utwór LP, jak dla mnie jeden z lepszych na (nudnym zresztą) “Munutes to Midnight”.
    Nowa recenzja: “Party Never Ends” Inna (fizzz-reviews.blogspot.com)

  3. Utwór Muse przypadł mi do gustu, a jeśli chodzi o umieszczenie go w filmie, to świetnie tam wypada, dzięki czemu te sceny są znacznie lepsze 🙂
    A mnie się “Leave Out All the Rest” bardzo podoba. Jest to jedna z moich ulubionych piosenek z albumu Linkinów “MtM” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *