30 lat z Madonną | #375 Madonna “Madonna” (1983)

Zanim nagrała z Nicki Minaj “I Don’t Give A”, zanim rozgrzała klubowe parkiety za sprawą “Hung Up”, zanim zachwyciła we “Frozen”, zanim prowokowała w “Erotica”, zanim naraziła się kościołowi w “Like a Prayer”, zanim podbiła świat przy pomocy “Like a Virgin” Madonna wydała swój debiutancki krążek. I wtedy wszystko się zaczęło.

KULISY

W 1978 roku Madonna zrezygnowała ze studiów i przeniosła się do Nowego Jorku. Miała apetyt na wielką karierę… taneczną. W 1979 roku występowała jako tancerka u boku francuskiego gwiazdora disco Patricka Hernandeza. Zamieszkała nawet przez jakiś czas w Paryżu, ale postanowiła wrócić do USA. Poznała Dana Gilroya, z którym założyła punkowo-popowy zespół Breakfast Club. Początkowo grała na perkusji i gitarze, z czasem zaczęła śpiewać. Postawiła jednak na karierę solową i zaczęła pisać piosenki. Jedną z nich było “Everybody”, którą Madonna puściła didżejowi Markowi Kaminsowi pracującemu w jednym z klubów na Manhattanie. Mężczyzna zachwycony utworem postanowił skontaktować wokalistkę z prezesem wytwórni płytowej Sire Records, który postanowił dać Madonnie szansę i podpisał z nią warty pięć tysięcy dolarów kontrakt na wydanie dwóch singli [Więcej > SINGLE]. Po jakimś czasie artystka otrzymała możliwość nagrania debiutanckiej płyty. Przystąpiła do pracy i 27. lipca 1983 roku album ujrzał światło dzienne.

ZAWARTOŚĆ

Album “Madonna” składa się z ośmiu utworów:

1. Lucky Star
2. Borderline
3. Burning Up
4. I Know It
5. Holiday
6. Think of Me
7. Physical Attraction
8. Everybody

Wyprodukowane one zostały w większości przez Reggiego Lucasa. Swój udział w tworzeniu piosenek miał również Mark Kamins (“Everybody”) oraz John Benitez, ówczesny chłopak artystki (wyprodukował “Holiday” oraz zmixował kilka gotowych już kawałków, by nadać im bardziej taneczne brzmienie). W 2001 roku płytę zremasterowano. Podmieniono “Everybody” (a konkretniej wstawiono dłuższą wersję utworu), dodano dwa remixy: “Burning Up” oraz “Lucky Star”.

SINGLE

Album “Madonna” promowany był pięcioma singlami. Mogę się założyć, że kojarzycie te piosenki. Stały się już klasykami. Pierwszym singlem Madonny została piosenka “Everybody” (premiera: 6/10/1982). Utwór ten zajął trzecie miejsce na liście US Hot Dance Music/Club Play w 1982 roku. Kolejnym numerem było “Burning Up” (wydany 9/03/1983), które – podobnie jak “Everybody” – doszło do trzeciego miejsca najpopularniejszych piosenek granych w klubach. Ponadto było to pierwsze nagranie Madonny, które weszło na inną niż amerykańską listę przebojów – było trzynaste w Australii. Na specjalną uwagę zasługuje kolejny singiel – “Holiday” (7/09/1983). To on sprawił, że o Madonnie stało się głośno na całym świecie. Piosenka doszła do szesnastego miejsca w USA, drugiego w Irlandii oraz Anglii, czwartego w Australii itp. Na czwarty singiel wybrano “Lucky Star” (8/09/1983), które było najwyżej notowanym singiel z “Madonny” na amerykańskiej liście przebojów (czwarta pozycja). W Kanadzie piosenka była ósma, w Anglii czternasta, w Australii natomiast trzydziesta szósta. Ostatnim utworem promującym debiutancki krążek została kompozycja “Borderline” (15/02/1984), która największym powodzeniem cieszyła się w Irlandii (pierwsze miejsce). W Anglii zajęła drugą pozycję. W USA była natomiast dziesiąta.

SPRZEDAŻ I CERTYFIKATY

Dzisiaj to nie do pomyślenia, by zaraz po premierze jakaś płyta Madonny nie trafiła na szczyt listy przebojów. Jednak na początku wokalistka musiała zadowolić się słabszymi wynikami. “Madonna” zadebiutował na liście najlepiej sprzedających się albumów w USA dopiero w listopadzie 1983 i to dopiero na pozycji sto dwudziestej trzeciej. Krążek powoli wspinał się w górę: w październiku 1984 roku był już ósmy. Rok po premierze w USA sprzedał się w ilości 2,8 miliona kopii. Natomiast do dzisiaj zakupiło go (w samych Stanach) nieco ponad 5 milionów osób (5x platyna). W wielu innych krajach album wydany został w 1984 roku (w Europie nawet ponownie w 1985 po sukcesie “Like a Virgin” pod zmienionym tytułem “The First Album”). W Kanadzie krążek doszedł do szesnastego miejsca, w Wielkiej Brytanii był czternasty. Lepiej poradził sobie w Szwecji, gdzie zajął druga pozycję. W Niemczech był dwudziesty ósmy a w Japonii dwudziesty. “Madonna” pokryła się wieloma cennymi kruszcami, głównie platyną: 3x w Australii (~210,000), 3x we Francji (~300,000), 3x w Wielkiej Brytanii (~900,000) oraz we Włoszech (~100,000). A to tylko wierzchołek góry… . Na całym świecie sprzedaż debiutanckiego albumu Madonny szacuje się na 10 milionów kopii.

LIVE

W swoją pierwszą trasę koncertową Madonna wyruszyła dopiero po wydaniu albumu “Like a Virgin”. The Virgin Tour trwało od kwietnia do czerwca 1985 roku i obejmowało 40 występów w Ameryce Północnej. Madonna oprócz utworów z nowej płyty wykonywała single z “Madonny”. Piosenki takie jak “Holiday” czy “Lucky Star” towarzyszyły jak również podczas Who’s That Girl Tour (1987). Podczas Blond Ambition World Tour (1990) śpiewała jedynie “Holiday”, a podczas The Girlie Show World Tour (1993) przypomniała sobie również o “Everybody”. O “Holiday” nie zapomniała nawet na pierwszej od siedmiu lat trasie Drowned World Tour (2001) a podczas Re-Invention World Tour (2004) powróciła do wykonywania “Burning Up”. Podczas Confessions Tour (2006) artystka śpiewała nie tylko “Lucky Star”, ale i przygotowała dla fanów video interlude “The Duke Mixes the Hits” zawierające fragmenty m.in. “Borderline” i “Holiday”. Do wykonywania “Borderline” (a później zamiast niego “Holiday”) Madonna powróciła na Sticky & Sweet Tour (2008-2009). Ostatnia trasa wokalistki, MDNA Tour (2012), przyniosła jedynie jeden utwór z niezapomnianego debiutu gwiazdy – piosenkę “Holiday”.

FILMOWO

Piosenki Madonny chętnie wykorzystywane są na soundtrackach do różnych filmów. Nie inaczej było z singlami z albumu “Madonna”. “Lucky Star” pojawiło się w 1988 roku w dramacie “Stracone lata” oraz w 2000 roku w komedii kryminalnej “Przekręt”. “Burning Up” oraz “Borderline” zostały wykonane w specjalnym odcinku serialu “Glee” poświęconemu twórczości Madonny. “Holiday” można było usłyszeć w jednym z odcinków sitcomu “Will & Grace” oraz w filmie animowanym “Pełzaki szaleją”. Single z “Madonny” coverowane były przez takich artystów i zespoły jak: Britney Spears, Duffy, The Flaming Lips, Kelis, Iggy Pop.

RECENZJA

Everybody, come on dance and sing (PL: Wszyscy razem tańczcie i śpiewajcie) – takie słowa padają w jednej z najbardziej znanych piosenek Madonny. I chociaż dzisiejszej Królowej popu rozbujać cały świat udało się dopiero za sprawą takich utworów jak “Like a Virgin” czy “Material Girl”, nikt nie wątpi, że to właśnie wydany dokładnie trzydzieści lat temu album “Madonna” był krokiem milowym w muzyce pop. Niezbyt ładna i nie posiadająca takiego głosu jak Aretha Franklin czy Diana Ross wokalistka mogła skończyć karierę tak szybko jak ją zaczęła. Tą wokalistką była jednak Madonna, która wykorzystała swoją szansę i stała się ikoną popkultury.

Na “Madonnie” znajdziemy jedynie osiem utworów. Ich liczba jest jednak idealna. Nie za dużo, nie za mało. Po prostu w sam raz. Tym bardziej, że piosenki do krótkich nie należą. Ponad połowa z nich trwa ponad cztery minuty. Dwie kompozycje przekraczają nawet sześć. W sumie daje nam to czterdzieści minut dobrej, popowej muzyki z tanecznym posmakiem. I chociaż sięgając po raz pierwszy po “Madonnę” można przeżyć mały szok (na przestrzeni lat głos Madonny uległ małej zmianie a same piosenki stały się dojrzalsze albo po prostu ciekawsze – nie wierzycie? Sięgnijcie w takim razie po “Something to Remember”), jest to, moim zdaniem, pozycja obowiązkowa dla każdego fana przyjemnej, choć niekoniecznie ambitnej, muzyki.

Album otwiera piosenka “Lucky Star”. Na początku strasznie mi się nie podobała. Głównie przez wokal Madonny – słodki, trochę nawet dziecinny. Jednak dzisiaj dużo bardziej wolę ją w takim stylu, niż podrasowaną elektroniką. Sama piosenka jest bardzo chwytliwa. Nie sposób zapomnieć refrenu, gdzie Madonna śpiewa

Starlight, starbright first star I see tonight (PL: Gwiazda świeci, gwiazda promienieje, pierwsza, którą widzę tej nocy).

Jedyne, co mogłabym zarzucić temu utworowi to to, że jest dość wolny. Aż chciałoby się szybszego rytmu, który bardziej nadawałby się do tańca. Spokojniej jest również w “Borderline” – niesamowicie uroczym numerze. Świetnym urozmaiceniem tego kawałka jest chórek, który Madonny ani nie zagłusza, ani nie odwraca od niej uwagi. Osoby spragnione bardziej przebojowych dźwięków na pewno usatysfakcjonuje “Burning Up”. Ja sama uważam ten chwytliwy numer za najlepszy na “Madonnie”. Uwielbiam w nim wokal artystki (brzmi mocniej, bardziej zdecydowanie, nie tak słodko) szczególnie we fragmencie:

 Do you wanna see me down on my knees or bending over backwards now would you be pleased? (PL: czy pragniesz mnie widzieć na kolanach lub z zawiązanymi na plecach rękami?).

Warta uwagi jest również sama muzyka. Piosenka na najwyższym popowym poziomie. “I Know It” wydaje mi się być najelegantszą (może nawet musicalową?) kompozycją na debiucie. “Holiday” zna każdy. To bardzo pozytywny, błogi i pełen słońca utwór, charakteryzujący się wakacyjnym klimatem. Nie sposób go nie lubić. W końcu każdy z nas mógłby podpisać się pod słowami

We need a holiday (PL: Potrzebujemy wakacji).

“Think of Me” to kolejna przyjemna popowa propozycja od Madonny. Ma jednak jedną wadę – trwa zbyt długo. 3 minuty spokojnie by wystarczyły. Podoba mi się w nim jednak solówka na saksofonie. “Physical Attraction” jest kompozycją, która w przeciwieństwie do innych z “Madonny”, nie zapada tak szybko w pamięć. Wyróżnia się jednak tekstem o pożądaniu i fragmentem, gdzie Madonna nie śpiewa, ale mówi. Sprawia to, że piosenka ta pasowałaby nawet na album “Erotica”. Ostatni utwór na debiutanckiej płycie wokalistki to “Everybody”. Co mogę o tym numerze napisać – niezwykle przebojowy, taneczny. Dajmy się porwać muzyce i (jak nawołuje sama Madonna) tańczmy oraz śpiewajmy.

Debiut Madonny docenia się po czasie. Może i dzisiaj taka muzyka wydaje się być kiczowata, ale warto przymknąć na to oko. To wspaniały reprezentant lat 80. “Madonna” to album prosty, popowy, ale bardzo ciekawy i przyjemny. W piosenkach nie ma elektronicznych udziwnień, jest po prostu prawdziwa muzyka. Dzisiaj takich płyt już się niestety nie nagrywa.

19 odpowiedzi do “30 lat z Madonną | #375 Madonna “Madonna” (1983)”

  1. Ja tam wolę “młodszą” Madonnę – w sensie te starsze utwory. Jeszcze się nie zabierałem za jej dyskografię w całości, ale wszystkie single znam i lubię od czasu do czasu do nich powrócić. Mimo, że proste to na pewno są lepsze od elektronicznej sieczki w stylu “Revolver” czy “Gang Band”,którymi Madonna raczy nas na najnowszych albumach 😉

  2. ja ogólnie uważam, że artyści starej daty mają o wiele lepsze piosenki, które zostały wydane ileś tam lat temu, niż te, które wydają obecnie. te wcześniejsze miały jakieś przesłanie, a te obecne wydaje mi się, że czasami są pisane na siłę…

    zapraszam na nową notkę.
    { http://thequeen.blog.onet.pl/ }

  3. Czytałam twoją poprzednią recenzje tego albumu z oceną 3. Oj, zmienił ci się gust :).
    Nie jestem fanką najwcześniejszej Madonny. Wczoraj słuchałam albumu. “Lucky Star” zawsze mi się podobało (szczególnie wykonanie podczas Confessions Tour – mistrzostwo!). Dobrze też się trzyma “Borderline”, ale reszta wydaje mi się taka nijaka. Piosenki są na maksa wydłużone i po 4 minutach ma się ich dość. Na chwilę obecną oceniłabym najwyżej na 3/6.
    Dobrze, że Madonna zmieniła swój styl. Gratuluję jej 30 lat i życzę następnych 30 :).

  4. zdecydowanie najlepsza płyta Madonny. ogólnie jej starsze płyty zawsze będą najlepsze. tak samo jak Madonna zawsze będzie królową popu. kiedyś ona szokowała i głownie taką się ją pamięta. w dzisiejszych czasach trudno jest być kontrowersyjnym, wszystko jest już nudne, a przy tym jeszcze robić dobrą muzykę 🙂

  5. Co by nie mowic Madonna wielka artystka jest. Ale jej ostatnie dokonania to dla mnie takie rozmienianie sie na drobne. Nie znosze jej ostatniej plyty, dla mnie najslabsza w karierze, wole wlasnie te starsze, to najlepsza Madonna, i taka ja lubie.

  6. Brawo za artykuł 😉
    I fakt – album docenia się po czasie. Ja pamiętam, jak pierwszy raz go słuchałem. Otwarta szczęka i takie zaskoczenie: ‘z jakiej paki to odniosło jakikolwiek sukces?!’ 😉 Dopiero niedawno się do tej płyty przekonałem. Od zawsze podobały mi się “Lucky Star” oraz “Burning Up”, poza tym przyjemne są “I Know It” czy “Borderline”. Jednak uważam tę płytę za jedną z gorszych od królowej (nie przebija jednak “Hard Candy”). Cóż – pozostałe po prostu bardziej mi się podobają.
    U mnie właśnie Madonna 🙂 Nowa recenzja: “Erotica” Madonna (fizzz-reviews.blogspot.com)

  7. Jakoś z jej sylwetką odnoszę się zupełnie neutralnie. Nie należy do artystek wybitnych w moim zbiorze utworów, chociaż od czasu do czasu lubię odświeżyć jej single, ale te nowoczesne, nigdy nie szukałem dziury w całym, żeby zapoznać się bliżej z tą osobą. Wcale także jej nie uwzględniam jako królową POPu, Być może nie koniecznie trafia w moje gusta.

    Pozdrowienia przesyłam i 2 zaproszenia rozdaję:
    516 Podsumowanie największych hitów w całym kraju
    http://milr3.blogspot.com/2013/07/516-podsumowanie-tego-co-grane.html
    Oraz przed ostatnia walka 5 sezonu muzycznych walk zatytułowanych FINALNE POJEDYNKI:
    http://milr3.blogspot.com/2013/07/finalne-pojedynki-5-odc-74.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *