#419 Sky Ferreira “Night Time, My Time” (2013)

Swój debiutancki krążek amerykańska wokalistka Sky Ferreira zapowiadała od dawna. Miał ukazać się na początku tego roku, ale jego premierę z nieznanych mi przyczyn przekładano co najmniej kilka razy. W końcu “Night Time, My Time” ujrzało światło dzienne i można odpowiedzieć sobie na pytanie, czy warto było tyle czasu na debiut Ferreiry czekać.

Poznałam artystkę na początku 2013 roku, kiedy to w ręce wpadła mi jej epka “Ghost”. Jeśli ktoś sądzi, że na podstawie piosenek zawartych na tym minialbumie nakreśli sobie obraz Sky, jest w błędzie. Wokalistka za pomocą pięciu utworów pokazała nam pięć swoich twarzy. W popowo-folkowym “Sad Dream” wcieliła się w rolę dojrzalszej Taylor Swift. Za pomocą lekkiego “Everything Is Embarassing” chce stanąć w rzędzie obok popowych wokalistek i powalczyć z nimi o pierwsze miejsca na listach przebojów. W rockowym, zadziornym “Red Lips” przywodzi na myśl Taylor Momsen a “Lost in My Bedroom” pasuje do Mariny & The Diamonds. W tytułowej kompozycji – przepięknej balladzie “Ghost” – Sky wydaje się być wreszcie sobą. Niesamowicie utalentowaną artystką, która potrafi wywołać w słuchaczu prawdziwe emocje.

Duża różnorodność epki “Ghost” nie jest dziełem przypadku. Każda z piosenek została bowiem stworzona przez innego producenta. Nie zdecydowano się jednak na podobny zabieg w przypadku pierwszego longplay’a Sky. Za produkcję utworów odpowiadają Ariel Rechtshaid (“Days Are Gone” Haim, “Modern Vampires of the City” Vampire Weekend) oraz Justin Raisen (“True Romance” Charli XCX). Patrząc na artystów i zespoły, nad których utworami czuwali producenci “Night Time, My Time”, można stwierdzić, że Sky nie zależało na stworzeniu albumu, który podbiłby listy przebojów i wylansował kilka hitów. Na jaki gatunek zdecydowała się wokalistka? Jej najnowsze kompozycje są mieszanką indie popu i rocka oraz lekkich, elektronicznych brzmień.

Rozpoczyna się od mocnego uderzenia. Piosenka “Boys”, w której gitary elektryczne pobrzmiewają w tle, to chwytliwa kompozycja okraszona delikatną dawką elektroniki, opowiadająca o tym, jak jeden osobnik płci męskiej przywrócił Sky wiarę w mężczyzn. W “Ain’t Your Right” moją uwagę za każdym razem przykuwa stonowany, wyprany z emocji wokal Ferreiry. “24 Hours” to pierwsza piosenka, w której głos wokalistki nie został potraktowany specjalnymi efektami. Utrzymana w podobnym stylu co wcześniejsze kompozycje jest również “Nobody Asked Me (If I Was Okay)”. Na uwagę zasługuje sama Sky, która nie brzmi już tak jednostajnie. Momentami barwa jej głosu kojarzy mi się z Taylor Momsen. “I Blame Myself” to jedna z najbardziej popowych, ale też jedna z najbardziej banalnych, piosenek na “Night Time, My Time”. Mogłaby na swojej płycie umieścić ją niejedna popularna obecnie popowa wokalistka. Pierwszą połowę albumu zamyka piosenka o tajemniczym tytule “Omanko”. Przypomina mi dużo gorszą i mniej przygniatającą do ziemi (głównie tekstem) wersję “Born Free” MIA. Tak czy inaczej kawałek trwa ponad cztery minuty, co, jak na ilość wyśpiewanych przez Ferreirę wersów, jest sporo.

Czemu podzieliłam ten materiał na dwie części? Ponieważ przy pierwszym przesłuchiwaniu albumu zawiedziona wyłączyłam go po sześciu utworach. Czy dalsze piosenki są lepsze? Nie powiedziałabym tego o singlowym, miksującym indie rock z popem “You’re Not the One”. Nie stwierdzę również przy dynamicznym, ale niczym nie zaskakującym “Heavy Metal Heart”. Ciekawiej przedstawia się elektroniczne “Kristine”, w którym wokal Sky brzmi słodko oraz gitarowe “I Will”. Na tle wszystkich piosenek zawartych na debiutanckim longplay’u artystki wyróżnia się kompozycja “Love in Stereo”. Pojawiające się często w poprzednich nagraniach Sky takie instrumenty jak gitary czy perkusja zastąpione zostały przez syntezatory i klawisze. Czy “Love in Stareo” to taneczny kawałek? Tak. Nie jest – na szczęście! – klubowym bangerem, ale lekką, stonowaną piosenką o umiarkowanym tempie.

Jeśli ktoś szuka w muzyce niezwykłych doznań i ceni sobie przestrzenne kompozycje, koniecznie sięgnąć musi po zamykający album tytułowy numer “Night Time, My Time”. Dla mnie jest on przykładem tego, jak muzyka Sky powinna brzmieć od pierwszych dźwięków otwierającej krążek piosenki. Miarowe uderzenia perkusji oraz elektronika użyta w taki sposób, w jaki lubię najbardziej (współgra z całością, nie przeszkadza) dają świetny, ciekawy efekt. Piosenka nie posiada wyraźnie zarysowanego refrenu a jej nastrój określić można mianem lekkiego psychodelizmu. Piękne zakończenie niezbyt idealnej płyty, które zwiększa mój apetyt na kolejne kompozycje Sky.

W tytule swojego debiutanckiego albumu Ferreira użyła słów “My Time”. Czy to faktycznie jest jej czas? Czy “Night Time, My Time” wywinduje ją na szczyt najpopularniejszych wokalistek? Czy przed Sky druga usłana różami czy raczej przypominająca tor przeszkód? Jak przyjmą artystkę inni słuchacze – sama nie wiem. Ja natomiast jestem na nią nieco zła. Wprawdzie marzyłam, by jej płyta była mniej różnorodna niż epka “Ghost”, ale z drugiej strony nie chciałam otrzymać kilku podobnych do siebie kompozycji. Poza tym wydaje mi się, że Ferreira sama jest nieco niepewna swoich nowych utworów. Jak wytłumaczyć okładkę albumu, na której wokalistka prezentuje biust? Wiadomo, że nic dzisiaj nie przyciąga uwagi tak dobrze jak nagość i erotyka.

20 Replies to “#419 Sky Ferreira “Night Time, My Time” (2013)”

  1. “Jak wytłumaczyć okładkę albumu, na której wokalistka prezentuje biust? Wiadomo, że nic dzisiaj nie przyciąga uwagi tak dobrze jak nagość i erotyka.”

    a Rihanny czy Gagi to się czepiasz, że wiecznie nagie.

    1. Przyznam, że nie za bardzo zrozumiałam twój komentarz. Przecież jest napisane: Poza tym wydaje mi się, że Ferreira sama jest nieco niepewna swoich nowych utworów. Jak wytłumaczyć okładkę albumu, na której wokalistka prezentuje biust? Wiadomo, że nic dzisiaj nie przyciąga uwagi tak dobrze jak nagość i erotyka. Nie jest przekonana w 100% co do tego co nagrała, to stara się maskować to nagością i zwracać na siebie uwagę. Tyle filozofii. Rihanna czy Gaga to zupełnie inna półka niż Ferreira. Nie ma co ich porównywać.

  2. Ciekawa artystka o której nigdy nie słyszałam. A jest bardzo warta uwagi. Mam nadzieję, że przy kolejnych albumach, nie będzie opierać się na tym aby jej płyta zdobyła zainteresowanie dzięki erotyce, ale dzięki jej muzycznym umiejętnością.
    u mnie nowa notka /// http://sam-barks.blog.pl/ zapraszam!

  3. Pierwszy raz spotkałam się z tą artystką, ale bardzo mnie zainteresowała. Chętnie przesłucham płytę. U mnie nowa notka serdecznie zapraszam outerspace

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *