#842 Toni Braxton “Sex & Cigarettes” (2018)

Toni Braxton, autorka takich przebojów jak “Un-Break My Heart”, “You’re Makin’ My High” czy “Breathe Again”, od kilku lat zmaga się nie tylko ze słabnącą popularnością, ale i poważną chorobą, która na długo wyeliminowała ją z występowania. Przed sześcioma laty zasmuciła fanów informacją o zakończeniu muzycznej kariery, by niecały rok później zapowiedzieć swój powrót z nową muzyką. Nagrany w duecie z Babyfacem krążek “Love, Marriage & Divorce” pokazał, że wciąż należy się z nią liczyć. Cztery lata po tej premierze i osiem, jakie minęły od pojawienia się “Pulse”, Braxton uraczyła nas solowym albumem.

Nowe tysiąclecie przyniosło nam tak naprawdę tylko jedną wartą uwagi płytę Amerykanki. Wydana w 2005 roku “Libra” przeszła bez echa, choć dla mnie jest niezłą mieszanką r&b, soulu i popu, zamkniętą zarówno w balladowych, jak i żywszych kompozycjach. To jednak taki krążek, który nie przetrwał próby czasu, przypominając nam, czego słuchało się przeszło dziesięć lat temu. “Pulse”, album, który ukazał się pięć lat później, brzmi jak twórczość wokalistki kompletnie niemającej na siebie pomysłu ani nawet chęci, by poprowadzić swoją muzykę w ciekawą stronę.

Wydawać by się mogło, iż album zatytułowany “Sex & Cigarettes” skrywa wiele romantycznych opowieści o spełnionej, gorącej miłości. W rzeczywistości jednak w nowych piosenkach Braxton sporo jest smutnych emocji, rozstań czy nawet zdrad. Niewesołe teksty ubrane zostały w rhythm’and’bluesowo-soulowe melodie, chętnie opierane na dźwiękach pianina czy gitary akustycznej. Tak spokojnie nie było u Toni od dawna, choć nie widzę tu kompozycji, która mogłaby mierzyć się z “Un-Break My Heart”. Moim ulubieńcem jest jednak tytułowe, smutne nagranie, które artystka wykonuje w towarzystwie pianina i delikatnej sekcji smyczkowej. Nieźle słucha się także podszytego niepokojem i nieznacznym rozdrażnieniem “FOH” oraz wyraźniej akcentującego skrywane pretensje “Sorry”. Ładnymi kompozycjami są również akustyczne “My Heart” (utwór współtworzyła Colbie Caillat) oraz melodyjne, zerkające na podobne gitarowe klimaty “Deadwood”. Warto ponadto sięgnąć po podbite delikatnie tanecznym, choć melancholijnym bitem “Long As i Live”. Płytę zamykają dwa poprawne kawałki – “Coping” oraz nowoczesne “Missin'”.

“Sex & Cigarettes” jest najkrótszym wydawnictwem, jakie wyszło spod ręki Toni Braxton. Zaledwie półgodzinna płyta potrafi jednak zadowolić fanów wokalistki, choć przyznam, że po ośmiu latach chciałoby się usłyszeć tych piosenek więcej. Tym bardziej, że sama artystka wokalnie jest w bardzo dobrej formie, przekonując mnie bardziej niż przed czterema laty. Braxton szanuję przede wszystkim za pozostanie sobą i nieudawanie, że współczesna muzyka  leży w kręgu jej zainteresowań (z małym wyjątkiem postaci “Missin'”). Dzięki temu “Sex & Cigarettes” plusuje swą dojrzałością i minimalistyczną formą. Obawiałam się tej płyty (dla mnie ta perfekcyjna Toni to Toni z “Secrets”), a tymczasem otrzymałam eleganckie, szczerze wydawnictwo niesamowitej kobiety ze złamanym sercem. Dobry powrót.

Warto: Sex & Cigarettes & FOH

4 odpowiedzi do “#842 Toni Braxton “Sex & Cigarettes” (2018)”

  1. Dobrze, że ta płyta jest tak krótka. Po pierwszym przesłuchaniu zaznaczyłem sobie tylko “Long As I Live”, ale teraz widzę, że ‘FOH’ też mi się nawet podoba, więc jest jeszcze jakaś nadzieja 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *