RANKING: 60 piosenek, za które uwielbiam Madonnę (30-1)

Druga część zestawienia moich ulubionych piosenek z repertuaru Madonny. I to ważniejsza, bo będąca tym top of the top. A w niej m.in. jedyna kompozycja z albumu “Music”, zapomniany dziś przebój, sporo punktów z “Erotica” i “Bedtime Stories” a także utwory, które na stałe wpisały się do kanonu muzyki rozrywkowej.

30. EASY RIDE (2003)

Wydany ponad dziesięć lat temu album “American Life” jest jednym z najlepszych momentów w karierze Madonny. A przy tym jednym z najbardziej niezrozumianych przez szersze grono odbiorców. Zawierał, moim zdaniem, ostatnie tak udane ballady artystki. Najbardziej lśni “Easy Ride” – niby prosta, ale złożona kompozycja, łącząca dźwięki skrzypiec i gitar z komputerowymi efektami. Trochę klasyki, trochę nowoczesności

29. HUNG UP (2005)

Ach, cóż to był za szał! Zapowiadającym roztańczony album “Confessions on a Dance Floor” singlem “Hung Up” Madonna zrobiła na listach przebojów istny blitzkrieg. I słusznie, bo ta dance-disco-popowa kompozycja wpada w ucho natychmiast, będąc przy tym naprawdę porządną, smaczną produkcją, która w znakomity sposób przemyca elementy “Gimme! Gimme! Gimme! (A Man After Midnight)” zespołu ABBA. Warto dodać, że Madonna była drugą artystką, której grupa pozwoliła na wykorzystanie sampli.

28. SURVIVAL (1994)

Doceniona przez krytyków płyta “Erotica” nie spotkała się niestety z podobnie ciepłym przyjęciem ze strony słuchaczy. Krążek słabo się sprzedawał i wszyscy zaczęli zadawać sobie pytanie, czy Madonna czasem nie poszła za daleko. Nic dziwnego, że otwierająca kolejny album kompozycja “Survival” nawiązuje do tamtego czasu. I’ll never be an angel, I’ll never be a saint, it’s true śpiewa kobiecym głosem artystka na tle delikatnie funkującej melodii i w towarzystwie harmonijnych chórków.

27. BORDERLINE (1983)

Stop playing with my heart śpiewa Madonna w jednym ze spokojniejszych punktów swojej debiutanckiej, imiennej płyty, który mimo wszystko utrzymany jest w bardzo sympatycznym, dance popowym rytmie. Urocza, urozmaicona chórkiem kompozycja skrywa jednak wiele emocji. Artystka słowa utworu kieruje do obiektu swoich westchnień. Darzy pewnego mężczyznę uczuciem, ale jednocześnie dostrzega, że on nie czuje do niej tego samego.

26. BEDTIME STORY (1994)

Jedna w latach 90. pomarzyć tylko mogła o sukcesach podobnych do tych, które odnosiła w poprzedniej dekadzie. Druga szybko stała się ważną postacią w muzyce elektronicznej. Kto by przypuszczał, że drogi Madonny i Björk kiedykolwiek się przetną. Efektem współpracy obu artystek jest “Bedtime Story” będące jednym z najokazalszych i najbardziej niesamowitych utworów Amerykanki. Ta piosenka działa jak narkotyk, skutecznie wprowadzając w trans dzięki swojemu brzmieniu, w którym mamy inspiracje m.in. housem, ambientem czy trance’m.

25. EXPRESS YOURSELF (1989)

Taneczny banger. Świetny reprezentant lat 80. Jeden z największych i najczęściej cytowanych hitów w karierze Madonny. A do tego piosenka nie tylko o fajnym rytmie do zabawy, ale i bardzo dobrym tekście, przez który artystka zachęca do zdrowego egoizmu i zatroszczenia się o własne potrzeby – głównie przez właściwy dobór partnera, któremu przede wszystkim powinno na nas zależeć.

24. GANG BANG (2012)

Ponoć zemsta najlepiej smakuje na zimno. Co nieco wie o tym Madonna, która właśnie jej poświęciła kompozycję “Gang Bang” z albumu “MDNA”. I chociaż kawałek ma w sobie sporo klubowej, dubstepowej energii, należy do nagrań metalicznych, industrialnych i mrożących krew w żyłach (szczególnie w okolicach mostka, gdzie wokale artystki brzmią naprawdę złowrogo oraz w dosłownie wystrzałowym “grande finale”). Agresywna Madonna zawsze spoko.

23. TO HAVE AND NOT TO HOLD (1998)

2018 rok jest rokiem świętowania dwudziestej rocznicy albumu “Ray of Light”. Trafiłam już na wiele artykułów przybliżających tę erę i sam krążek. Nikt jednak nie poświęcał większej uwagi kompozycji, która z tego wydawnictwa podoba mi się najbardziej. Delikatnie, uroczo zaśpiewane (ba-ba-da-ba-ba-ba, I’ve been told you’re to have not to hold) “To Have and Not to Hold” jest tajemniczym miksem nieoczywistego popu, subtelnych elektronicznych dźwięków i egzotyki.

22. SECRET (1994)

Akustyczny wstęp prowadzi nas aż do wpadającego w ucho, lirycznie niezwykle prostego refrenu, w którym instrumentarium rozszerzone zostaje o perkusję, smyczki i klawisze, nadające “Secret” głębi i tajemniczego klimatu. Ten ostatni szczególnie był w przypadku takiego nagrania wskazany. O jakim sekrecie śpiewa Madonna? Tego niestety się nie dowiadujemy. Ale od czego jest wyobraźnia?

21. IN THIS LIFE (1992)

Have you ever watched your best friend die? pyta Madonna w najsmutniejszym utworze, jaki znalazł się na albumie “Erotica”. Do napisania piosenki artystkę zainspirowała przedwczesna śmierć dwóch przyjaciół, którzy chorowali na AIDS. Warstwa liryczna wspaniale współgra z muzyką – Madonna serwuje nam tu niemalże klasyczne, orkiestrowo-popowe brzmienia.

20. LOVE SONG (1989)

Królowa z Księciem. Czy to w ogóle mogłoby skończyć się klapą? Kiedyś sądziłam, że tak. “Love Song”, duet Madonny i Prince’a, kompletnie mnie nie porywał. Musiałam dojrzeć do tego utworu. Jest to duet nieoczywisty. Madonna i Prince częściej śpiewają razem, rzadziej z osobna. A to wszystko na tle ciekawej aranżacji, będącej niezłą syntezą bujających rytmów, gitarowych riffów i syntezatorów.

19. PAPA DON’T PREACH (1986)

Wrogie spojrzenia feministek i gratulacje od osób opowiadających się za ruchem pro-life. W dzisiejszych czasach “Papa Don’t Preach” wywołałoby wielkie zamieszanie, a co dopiero w połowie wciąż konserwatywnych lat 80. W swoim znakomitym kawałku (niby popowym, ale zawierającym i gitarowe, i smyczkowe wstawki) Madonna wciela się bowiem w rolę nastolatki, która zachodzi w nieplanowaną ciążę i oznajmia surowemu ojcu, że nie dokona aborcji.

18. SANCTUARY (1994)

Spokojna, lekko ociężała. Śmiało łącząca rhythm’and’bluesa z przecinającymi momentami całość gitarami elektrycznymi i nieznacznym flirtem z techno. “Sanctuary” jest kolejną kompozycją, w której nie mniej od muzyki czy wykonania liczy się klimat. A ten, choć Madonna śpiewa o ukochanym, którego określa mianem swojego sanktuarium, jest dość chłodny i niepokojący. Piękna sprzeczność.

17. WAITING (1992)

Utwór czekający na nas w połowie albumu “Erotica” doczekał się ciekawej łatki – przez wielu słuchaczy uznawany jest za sequel “Justify My Love”. Coś w tym jest, bo obie kompozycje należą do najgorętszych punktów w dyskografii Madonny, proponując nam trip hopowe, duszne brzmienia i bardziej rozgadane aniżeli rozśpiewane oblicze Amerykanki. W “Waiting”, podobnie jak w utworze, który jeszcze się w moim rankingu pojawi, również mamy pragnienie miłości.

16. MATERIAL GIRL (1984)

Kiedy siedem (!) lat temu pisałam recenzję albumu “Like a Virgin”, kompozycję “Material Girl” skwitowałam krótkim komentarzem: nie znoszę. A tu proszę. Niemalże ścisła czołówka. Z muzycznego punktu widzenia Madonna ma wiele lepszych nagrań, ale ten za każdym razem mnie rozbraja i wywołuje uśmiech. To taki utwór-dowcip. Bardzo radosny, beztroski, różowy – zupełnie jak klip, który do niego zrealizowano (swoją drogą Madonna obłędnie wygląda wystylizowana na Marilyn Monroe). Wisienką na torcie jest tekst, będący hymnem wszystkich materialistek, które nie szukają faceta z wielkim sercem, lecz wypchanym portfelem.

15. HUMAN NATURE (1994)

We wspominanej wcześniej piosence “Survival” Madonna odwołuje się do nagonki prasy po premierze skandalicznej płyty “Erotica”. W “Human Nature”, utworze na swój sposób seksownym i zawierającym hip hopowe wpływy, konkretnie rozlicza się z, jak dzisiaj byśmy ich nazwali, hejterami, przemycając w tekście kilka znakomitych, trafnych cytatów typu you punished me for telling you my fantasies czy would it sound better if I were a man?.

14. RESCUE ME (1990)

Wspominając bestsellerową (ponad 30 milionów sprzedanych egzemplarzy!) składankę “The Immaculate Collection” sporo się mówi o “Vogue” i “Justify My Love”. A tymczasem kompilacja przyniosła jeszcze jeden bardzo udany utwór. Taneczne, popowe z elementami… gospel nagranie “Rescue Me” do gustu przypadło mi ze względu na samą Madonnę, która to śpiewa (najczęściej niższym głosem), to melorecytuje, to szepce.

13. EROTICA (1992)

Mogę sobie tylko wyobrażać, co stało się po premierze tego singla. Madonna wielokrotnie przekraczała swoimi utworami granice, ale na początku lat 90., w nie-tak-roznegliżowanym jak dziś świecie kompozycją “Erotica” sprawiać musiała wrażenie osoby z innej planety. Piosenka jest perfekcyjna. Wszystko tu do siebie pasuje. Trip hopowo-new jack swingowo-arabskie brzmienie, szepty, wpadający w ucho refren, klimat, no i śmiały tekst, którego słowa Madonna kieruje do swojego kochanka, zapraszając go na niezapomniany wieczór.

12. PROMISE TO TRY (1989)

Lubię takie momenty, kiedy słucham płyty, którą znam od dawna, i nagle odkrywam jej nowe walory. A konkretniej jeden walor – utwór “Promise to Try” znajdujący się na “Like a Prayer”. To prosta, ale niezwykle poruszająca kompozycja, w której Madonna opowiada o śmierci swojej matki: does she hear my voice in the night when I call?. Długo jej nie doceniałam, lecz dziś sądzę, że drugiej tak wzruszającej piosenki Madonna w swojej karierze nie ma i już raczej mieć nie będzie.

11. THIS USED TO BE MY PLAYGROUND (1992)

Chociaż utwór pochodzący z filmu “Ich własna liga” jest kolejnym numerem jeden Madonny na listach przebojów, dziś odszedł w zapomnienie. A szkoda, bo to porcja porządnej, spokojnej popowej muzyki. Ta melancholijna, przepełniona tęsknotą za minionymi latami  ballada to pięciominutowa podróż w inny świat.

10. LIKE A PRAYER (1989)

Pierwsze kilka sekund potrafi sprawić, że polubimy (lub wręcz przeciwnie) cały utwór. Klasyczne już nagranie Madonny, “Like a Prayer”, zachwyca mnie od tych pierwszych sekund od lat. Life is a mystery. Everyone must stand alone śpiewa artystka na wstępie tego natchnionego, popowo-rockowo-gospelowego hitu, którego teledysk nie schodzi z czołówki najbardziej szokujących videoklipów wszechczasów. Ponadczasowa, wspaniała kompozycja, która nigdy mi się nie znudzi.

9. BURNING UP (1983)

To, co szczególnie podobać się może w albumie “Madonna”, to chętne mieszanie syntezatorów z żywymi, nieoczywistymi – w kontekście twórczości wokalistki pop – instrumentami (przykładem było wspomniane wcześniej “I Know It”). Dynamiczne, skoczne, rozgrzewające “Burning Up” czaruje gitarowymi riffami, a wersy pokroju I have no shame, I’m on fire zdają się być dalekimi kuzynami nagrań z ery “Erotica”.

8. LOVE TRIED TO WELCOME ME (1994)

Nie wydaje mi się, by wielu fanów Madonny umieszczało subtelną, stonowaną balladę “Love Tried to Welcome Me” na wysokich pozycjach swoich zestawień ulubionych piosenek Królowej Popu. Mnie samej nagranie to dość długo wydawało się być pozycją nudną i ciągnącą się w nieskończoność. Po latach powiedzieć mogę, że dziś uwielbiam ją ze względu na bijące z niej równocześnie smutek i spokój. Jakby podmiot liryczny powoli zaprzyjaźniał się ze swoją samotnością.

7. PARADISE (NOT FOR ME) (2000)

W nowe tysiąclecie Madonna wkroczyła albumem dźwięcznie zatytułowanym “Music”. Wydawnictwa tego wciąż nie potrafię polubić, lecz jedna z zawartych na nim piosenek zachwyciła mnie już podczas pierwszego usłyszenia. Niespieszne, elektroniczno-smyczkowe “Paradise (Not For Me)” niezwykle zaskakuje i mimo upływu lat (zaraz osiemnastu!) brzmi świeżo i intrygująco. Wisienką na torcie jest tekst (angielsko-francuski), w którym artystka spogląda z melancholią na minione lata.

6. SECRET GARDEN (1992)

Ciężko powiedzieć, by nagrania z albumu “Erotica” jakoś szybko wpadały w ucho. Tym najmniej przebojowym punktem wydawnictwa jest zamykająca go piosenka “Secret Garden”, w której Madonna skrzyżowała inspiracje jazzem i housem. I wyszło jej to cudownie. Uwielbiam to połączenie – raz artystka śpiewa, raz mówi. Brzmi świetnie a sama piosenka ma tajemniczy wyraz.

5. THE BEAST WITHIN (1990)

Kiedy dwa lata temu wydawało mi się, że dyskografia Madonny nie ma już przede mną żadnych tajemnic, trafiłam na ten numer. Nie wiem do końca, jak go traktować. Na singlu “Justify My Love” figuruje jako odświeżona wersja tej kompozycji. Jest jednak czymś więcej. Na plemienno-house’owym, niepokojącym bicie artystka przemyca elementy wspomnianego utworu, przez większą jednak część melorecytując… fragmenty “Apokalipsy” z “Biblii”. Mocne.

4. LIVE TO TELL (1989)

Jest to jedna z najdojrzalszych kompozycji na pierwszych albumach wokalistki. I przebój, który kontrastuje z beztroskimi utworami pokroju “Material Girl” i “Holiday”. Podoba mi się w nim to, jak Madonna manipuluje swoim wokalem. Raz brzmi bardzo dziewczęco, innym razem śpiewa niższym głosem. A to wszystko na tle ponurej, przesiąkniętej tajemnicą melodii.

3. VOGUE (1990)

Nie sposób sprawić, bym myślała inaczej – “Vogue” jest moim zdaniem najlepszą taneczną piosenką w historii. Jak zresztą mogłoby być inaczej, skoro ona sama jest tańcem. Flirtująca z disco kompozycja to znakomity utwór traktujący o tym, by wskoczyć na parkiet i przestać zadręczać się czarnymi myślami. Wisienką na torcie jest recytowany fragment, w którym Madonna przywołuje najważniejsze nazwiska złotej ery Hollywood (m.in. Gretę Garbo, Marlenę Dietrich i Grace Kelly). Strike a pose, there’s nothing to it. A potem tańcz, tańcz, tańcz.

2. I WANT YOU (1995)

Małe komercyjne sukcesy w latach 90. sprawiły, że Madonna otworzyła się na sztukę i zaczęła podążać w kierunkach, o jakich nawet w latach 80. pewnie nie śniła. I raczej nie mogła, bo to ostatnia dekada XX wieku jest okresem silnego rozwoju trip hopu i popularności takich grup jak Massive Attack. To właśnie ta formacja pomogła Amerykance w nagraniu coveru “I Want You” Marvina Gaye’a. Mroczna, ociężała interpretacja mimo upływu lat wciąż brzmi świeżo i pięknie błyszczy w dyskografii Madonny, znajdując się na składance “Something to Remember”.

1. JUSTIFY MY LOVE (1990)

Wybór numeru jeden był procesem długim i pełnym zwątpień. Po wielu godzinach rozmyśleń i (ponownego) maglowania dyskografii Królowej Popu postawiłam na kompozycję, która niezmiennie zachwyca mnie od paru lat. Seksowne, trip hopowe, niesamowicie zmysłowe “Justify My Love” trafiło na bestsellerową składankę “The Immaculate Collection”, niejako zapowiadając nam erę “Erotica”. W tej bardziej wyszeptanej niż zaśpiewanej piosence Madonna opowiada nam o pożądaniu i namiętności. Utwór wydany został na singlu, a towarzyszący mu odważny teledysk od razu został zbanowany przez stacje telewizyjne. Co ciekawe nad nagraniem pracował sam Lenny Kravitz.

MIEJSCA 60-31.

* Ranking ma oczywiście charakter subiektywny. Są to piosenki, za które JA uwielbiam Madonnę najbardziej. Keep calm and enjoy.

5 Replies to “RANKING: 60 piosenek, za które uwielbiam Madonnę (30-1)”

  1. Przy numerze 6 zatrzymałem się na chwilę 😉 No i oczywiście przy numerze 2, który do dzisiaj, mimo setek odsłuchów, dalej robi na mnie wielkie wrażenie. Szczerze mówiąc liczyłem dzisiaj na niespodziewaną premierę nowego singla, ale wygląda na to, że póki co, musimy się tylko zadowolić fragmentem z MET Gala.

    Pozdrowienia!

  2. Tym razem znalazło się 12 wspólnych kompozycji, ale to moje zestawienie jest nic warte, bo jak mogło mi się kiedyś nie podobać “Love Tried To Welcome Me” czy “Sanctuary”?
    Niestety “Justify My Love” należy do moich najmniej ulubionych utworów Madonny, tak samo jak “Live To Tell”. Zabrakło mi w Twoim rankingu “Nothing Really Matters”, ale najbardziej jestem zaskoczona brakiem mojej ulubionej piosenki z “Erotiki” czyli “Where Life Begins”.
    Tak czy inaczej świetnie się czytało. 🙂
    Pozdrawiam.

  3. Madonna ma tyle niedocenionych utworów, szczególnie tych z lat 90. Wielka szkoda. Młode pokolenie zna ją z Bitch I’m Madonna, a stare ze skandali, a lata 90. zostawiły lukę. No, oczywiście poza Ray Of Light 😉

  4. O Madonnie wiele powiedzieć nie mogę, bo nigdy jej fanem nie byłem. Ba! Nie przesłuchałem w życiu jej ani jednego albumu. Znam za to sporo numerów – większość z czasów jej najlepszych momentów. I choć nie odmawiam jej świetności, to dla mnie zawsze pozostanie kimś, kim wszyscy się zachwycają.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *