#899 Troye Sivan “Bloom” (2018)

Przyroda do życia budzi się co roku. Pojawiają się kwiaty, a na drzewa powracają zielone liście. Dookoła wszystko kwitnie. Właśnie z tego czasownika tytuł swojej drugiej studyjnej płyty postanowił uczynić urodzony w Republice Południowej Afryki wokalista Troye Sivan. W jego przypadku to przedwiośnie trwało trzy lata, bo tyle czasu młody artysta kazał nam czekać na następcę “Blue Neighbourhood”. Liczę, że tegoroczne “Bloom” dostarczy mi więcej wrażeń – pisałam kończąc swą przygodę z tamtym albumem. Pora przekonać się, czy z Sivana wyrósł w końcu piękny, kolorowy kwiat.

Przez trzy lata w Troyu nie zaszły jakieś większe zmiany. Nie stał się nagle inną osobą. Wciąż jest tym samym – zacytuję tu samą siebie – lekko zagubionym, melancholijnym chłopakiem, dla którego największą wartością w życiu jest miłość. Szuka jej, walczy o nią, ale również pozwala unieszczęśliwiającemu go uczuciu wygasnąć.

 I went out looking for love when I was seventeen, maybe a little too young, but it was real to me śpiewa Troye w otwierającej “Bloom” autobiograficznej kompozycji “Seventeen”. To dobra popowa produkcja, która szybko zostaje w głowie. Może niezbyt szaleję za jej podnioślejszym refrenem, ale te minimalistyczne zwrotki, w których podziwiać możemy aksamitny głos artysty, przypadły mi do gustu. Następujące po niej “My My My!” także odznacza się wyrazistszym refrenem. Z tą jednak różnicą, że sam utwór brzmi weselej, optymistyczniej. Daleko mu też do ballady. Sivan ma raczej chęć poobserwować, jak nasze nogi chodzą w rytm tego niebanalnego, popowego kawałka. Do wolniejszych tańców świetnie sprawdzi się rozmarzone “Dance to This”, w którym udziela się Ariana Grande. Wtrącane od czasu do czasu dźwięki gitary i perkusji nadają piosence ciekawszego wyrazu. Do innych żywszych nagrań należą nudne “Plum”, przebojowe “Lucky Strike” oraz kołyszące “Bloom”.

Troye ma w sobie sporo nostalgii i smutku. Mimo to jego debiut wcale nie obfitował w klasyczne ballady. “Bloom” kilka takich pozycji zawiera i przyznać muszę, że wypadają one bardzo dobrze. Moim ulubieńcem jest indie folkowe, urokliwe “The Good Side”, w którym spokojnym głosem wokalista śpiewa o niedawnym zakończeniu wieloletniego związku. Porusza zaaranżowane na pianino “Postcard” traktujące o powolnym odsuwaniu się ukochanej osoby od podmiotu lirycznego. W nowocześniejszym kierunku zmierzają podbite elektronicznym bitem i wzbogacone chórkiem “What a Heavenly Way to Die” oraz dream popowe, wyciszające “Animal”.

Na “Blue Neighbourhood” raził brak większej ilości pomysłów na kompozycje. Mało co tam zaskakiwało. Wiele nagrań zlewało się w jedną electropopową całość. Nie pomagały nawet ładne, nastrojowe wokale Troya Sivana i niezłe teksty piosenek. Na “Bloom” artysta nie traci nagle swojego wokalnego i tekściarskiego talentu. Zyskuje za to lepsze, a przede wszystkim różnorodniejsze produkcje i sięga po brzmienia, które dotąd były mu obce (kto by przypuszczał, że usłyszymy go tylko w towarzystwie pianina czy gitary akustycznej?). Przez swój melancholijny klimat płyta “Bloom” sprawiać może wrażenie jesiennego soundtracku. Nie znam się na ogrodnictwie, ale jeśli istnieje kwiat, który potrafi rozkwitnąć przy chłodniejszej, deszczowej pogodzie, niech ponosi nazwę Troye. “Bloom” jest miłym zaskoczeniem.

Warto: The Good Side & Dance to This

Czy tylko mi okładka “Bloom” wydaje się być odwróconą fotografią zdobiącą “Heroes” Bowiego?

7 odpowiedzi do “#899 Troye Sivan “Bloom” (2018)”

  1. Jak już raz wspominałem, też przepadam za The Good Side. Na Bloom czekałem jako sympatyk pierwszej płyty Sivana, single nie powalały i postanowiłem totalnie olać sprawę, ale no trochę mnie zachęca Twoja recenzja. W wolnej chwili postaram się zapoznać, ale czuję, że jednak i tak moim faworytem z tej dwójki pozostanie debiut.

  2. Nie mogę powiedzieć, że “My My My!” nie robi na mnie wrażenia, bo robi. Potęguje to jeszcze sam teledysk, który dopiero u Ciebie widzę pierwszy raz.

    “The Good Side” – ten singiel, akurat mnie nie urzekł, ale jest coś takiego, że chętnie bym się zabrał za cały album.

    Pozdrawiam!
    https://songarticles.wordpress.com/

    P.S.
    Ja też mam takie wrażenie z tą okładką. Jeszcze dla przypomnienia sięgnąłem sobie do Google i serio, to nie może być zbieg okoliczności 🙂

  3. Już same załączone przez Ciebie kawałki (szczególnie “The Good Side”) brzmią lepiej niż te z “Blue Neighbourhood”. Poza nimi kojarzę jeszcze “Dance To This”, ale zupełnie mi się ten utwór nie podoba.
    U mnie nowy wpis, zapraszam i pozdrawiam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *